“Władcy jedzenia” Stefano Liberti [recenzja]


Ziemia jako jedna wspólna przestrzeń wymiany i poszczególne regiony świata specjalizujące się w określonej produkcji – taka wizja brzmi kusząco i trudno nie dostrzec, że realizuje się wraz z rozwojem globalizacji. Ten proces nie omija jedzenia, którego mamy mnóstwo (w naszej części świata) i niewiele kosztuje. Efekty uboczne? Jak najbardziej występują i są coraz wyraźniejsze. To właśnie na nich skupia się Stefano Liberti w książce „Władcy jedzenia”.



Globalizacja rynku spożywczego została we „Władcach jedzenia” przedstawiona na przykładzie czterech produktów:

  • wieprzowiny,
  • soi,
  • pomidorów,
  • tuńczyka.

Władcy jedzenia - okładka

“Szarańcze” przemysłu spożywczego

Produkty i branże są różne, ale mechanizm bardzo podobny. Przemysł spożywczy zdominowany został przez duże międzynarodowe koncerny, które na ziemię patrzą przez pryzmat pozyskiwania zasobów i efektywnej logistyki. Lokują produkcję w jednym regionie, przetwórstwo w drugim.


Poszczególne elementy łączą ze sobą siatką dobrych połączeń, a koszty redukują poprzez ogromną skalę produkcji. Są elastyczne.

Każdy z elementów procesu przetwórczego można szybko przenieść w inny rejon globu. Stefano Liberti porównuje ich działanie do szarańczy.

We „Władcach jedzenia” znajdziemy opisy olbrzymich, monokulturowych uprawi soi w Ameryce Południowej. Nie są one odpowiedzią na coraz większe zainteresowanie wegetarianizmem.

„Tradycyjna Spiżarnia” Krzysztofa Leśniewskiego, czyli smacznie, zdrowo i tradycyjnie

Soja uprawiana jest po to, aby zaspokoić potrzeby żywieniowe chińskich (przede wszystkim) świń. Intensywna produkcja wieprzowiny w Państwie Środka rozwija się w tempie zawrotnym. Skutecznie zaadoptowano tam znany m.in. z USA intensywny tucz.

Z resztą chińskie, sterowane przez tamtejszy rząd, przedsiębiorstwa kontrolują już niektóre z najbardziej znanych spożywczych i rolnych korporacji takich jak Smithfield lub Syngenta.


Chiński pomidor, włoska flaga

We książce przeczytamy też o pomidorach, które uprawia się masowo w…no zgadnijcie gdzie? W Chinach. Może nie byłoby to aż tak kontrowersyjne, gdyby nie to, że w formie koncentratu trafiają one najczęściej do Włoch. Tam odtwarza się z nich sok a następnie znów odparowuje wodę. Następnie opatrzone włoską flagą wysyła na podbój międzynarodowych rynków.

Oczywiście w Italii też wciąż uprawia się pomidory, dlatego Stefano Liberti zagląda także tam. Warunki, w których przychodzi pracować na tych plantacjach odległe są, najdelikatniej mówiąc, od socjalnych standardów, z których znamy kraje Unii Europejskiej.

Ten globalny system jest efektywny i dochodowy, a to ważne bo za spożywczymi korporacjami stoją od wielu lat fundusze inwestycyjne, które interesują się przede wszystkim możliwie wysoką stopą zwrotu.


Liberti zwraca uwagę na to, że działanie wielkiego biznesu nie uwzględnia ograniczoności ziemskich zasobów i unika ponoszenia kosztów pojawiających się przy okazji intensywnego rolnictwa i produkcji spożywczej.

System do natychmiastowej wymiany?

Wydawałoby się, że tak, ale szersze poznanie całej siatki zależności i powiązań (lokalnych i globalnych), które odkrywa przed nami Stefano Liberti uświadamia czytelnikowi, że zero – jedynkowe postrzeganie tych procesów często nie jest najlepszym rozwiązaniem. Autor odwiedza najróżniejsze miejsca. Obserwuje zmiany zachodzące wśród lokalnych społeczności. Rozmawia z ekspertami z branży spożywczej, urzędnikami, aktywistami. Czy znajduje alternatywę dla globalnej produkcji żywności? Czy ludziom, którzy porzucili (lub zmusiły ich do tego okoliczności) niewielkie gospodarstwa żyje się teraz lepiej? Czy świat jest gotów, aby „przestawić się” na kilkukrotnie droższą żywność? Dlaczego jeden z chińskich hodowców wieprzowiny, część stada prowadzi metodą “wolnowybiegową”? Dlaczego tuńczyk nie powinien być tak tani?

Część odpowiedzi poznacie podczas lektury Władców jedzenia, ale niektóre nadal pozostaną „w zawieszeniu”…

Władcy jedzenia – Stefano Liberti. Sprawdź, gdzie kupić książkę

Autor: Stefano Liberti
Wydawca: Agora
Liczba stron: 384