Turystyka kulinarna na wsi. To ma sens. Rozmowa z Piotrem Lenartem

blank

Być może trudno przyciągnąć turystę na wieś wykorzystując tylko i wyłącznie atuty kulinarne. Jeszcze trudniej jednak będzie go nam zachęcić do odwiedzenia regionu jeżeli o kulinariach zapomnimy albo zbagatelizujemy ich znaczenie. Zwłaszcza, że coraz więcej turystów chce tego co lokalne, regionalne i swojskie. O turystyce kulinarnej rozmawiamy z Piotrem Lenartem (na zdjęciu poniżej), ekspertem kulinarnym, pasjonatem produktów tradycyjnych i lokalnych oraz twórcą marki turystycznej „Niech Cię Zakole” 

Biokurier: Kim jest turysta kulinarny?

To prawda, że obecnie przybywa turystów uwzględniających aspekt kulinarny podróży czy pobytu wakacyjnego. Zazwyczaj podróżujemy w innych celach niż tylko jedzenie, a zadawalamy się formułą „all inclusive”, bo taka jest oferta. Tymczasem kulinaria to część składowa produktu turystycznego, i to bardzo ważna, powiedziałbym, że gwarantuje 50% sukcesu zarówno turyście, jak i organizatorowi turystyki.

Można byłoby zapytać, kto może być „turystą kulinarnym”? Odpowiedź brzmi… każdy turysta. Przecież każdy, niezależnie od tego, jaki rodzaj wypoczynku uprawia, prędzej czy później będzie musiał coś zjeść. Właśnie tu zaczyna się przestrzeń dla regionalnej czy lokalnej oferty kulinarnej. Ludzie coraz częściej szukają tego, co lokalne, typowe dla danego miejsca, wyjątkowe. Trzeba im to dać na talerzu – dosłownie i w przenośni. Nie można chować lub nie uwzględniać tego, co stanowi o regionalnej tożsamości kulturowej i kulinarnej. Szczęściem przybywa turystów, których nie zadawala już siedzenie w jednym miejscu bez ruchu i uczestnictwo w masowej standardowej konsumpcji o wyznaczonej godzinie. Coraz więcej osób chce spędzić czas w sposób poznawczy. To stwarza dużą szansę rozwoju na przykład dla agroturystyki, gdzie warunki noclegowe, które zapewnimy turyście, wcale nie muszą być niesamowicie luksusowe. Ważniejsze bywa to, co mu zaproponujemy poza noclegiem…

A co warto zaproponować takiemu turyście?

To, w czym jesteśmy najlepsi i to, co jest nasze, lokalne i czym możemy się podzielić, pochwalić. Jeśli chodzi o stronę kulinarną, to chociażby domowe potrawy i gospodarskie przetwory. Wcale nie trzeba wszystkiego robić samemu. Jeżeli sąsiad ma jakiś dobry produkt, np. wytwarza ser, miód czy wędliny, których my nie potrafimy czy nie chcemy robić – skorzystajmy z tego (choć niestety obowiązujące prawo tu nie pomaga…).

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Zyskają na tym wszystkie strony: i gość, i gospodarz, i jego sąsiad. Zresztą właśnie tak buduje się silne, lokalne gospodarki w Niemczech, Francji czy Hiszpanii. Obserwując, co dzieje się w tych krajach, śmiało można powiedzieć, że lokum usytuowane na wsi (ale też w pobliżu większych aglomeracji) pozwala nadać wypoczynkowi nowy, poszukiwany obecnie wymiar. Oferujemy wypoczynek nie w wygórowanych hotelowych standardach, lecz w ciekawej krajobrazowo okolicy, kontakt z miejscowymi ludźmi i ich kulturą. I dzieje się to w sposób naturalny, a nie wyreżyserowany. Weźmy jako przykład Alzację, która pod wieloma względami, w tym kulinarnymi, przypomina mi Polskę. Popularnymi produktami, abstrahując od wina, są tam: wieprzowina, kapusta, gęsi, kaczki. Turysta odwiedzający ten teren może ich spróbować w regionalnych produktach i potrawach. To lokalne bogactwo sprzedawane jest na miejscu. Istnieje współpraca całego łańcucha produkcji – od hodowcy do restauratora. Hasłem przewodnim jest tam „Alsacez – vous”, co trudno oddać na język polski, ale można przetłumaczyć jako „zalzacyzuj się” – poczuj Alzację każdym zmysłem. To hasło stało się dla mnie inspiracją do podjęcia próby stworzenia takiej marki turystycznej z mocnym kulinarnym akcentem z mottem „Niech Cię Zakole”. Przestrzenią, której ono dotyczy, było początkowo Zakole Dolnej Wisły, ale zrozumiałem, że zawiera ono drugi, bardziej abstrakcyjny, ale i atrakcyjny aspekt, czyli zaurocz się…, zafascynuj…, „niech cię zakole” to, co i mnie urzekło i czym się chcę z tobą podzielić. Do tego trzeba jednak i współpracy, i spójnego działania.

Interesujesz się turystyką kulinarną? Sprawdź nasz dział EKO TURYSTYKA

No właśnie. Współpraca i zaufanie. W Polsce o to trudno…

Naszą słabością jest to, że prawie każdy uważa, że jedynie on posiadł umiejętność wytworzenia np. kiełbasy polskiej i stąd rodzajów kiełbas polskich jest tyle, ile osób, które się akurat zabrały do jej wytwarzania. Oczywiście każda jest ta, a wszystkie inne to nie te… Różnorodność to bogactwo, ale może się też stać przekleństwem. Warto się porozumieć, np. wybrać jeden produkt bardzo charakterystyczny dla danego regionu i wokół niego budować ofertę.

Najlepiej, aby to był produkt jak najmniej przetworzony, a wręcz surowiec, aby już na wstępie nie budził emocji co do receptury. Wbrew pozorom wcale nie musi on być jakoś głęboko zakorzeniony w tradycji, choć oczywiście lepiej, jeżeli tak jest. Nich to będzie ryba, gęś, jagnię, śliwka, ziemniak czy kapusta. Ważne, żeby była zgoda co do tego, że właśnie on jest lokalnie wytwarzany i reprezentatywny. Do takiego sztandarowego produktu dopiero budujemy otoczkę z innych lokalnych specjałów i serwujemy w restauracjach czy gospodarstwach. Podam choćby przykład “sandacza z kapustą i jałowcem”, znów z Alzacji – przecież to nie jest kraina sandacza, ale kapusty już owszem… Wraz z tym daniem turysta otrzymuje informację o lokalnym, regionalnym pochodzeniu dodatków do sandacza, a nie o tym, że oto sandacz ze stawu Kowalskiego czy Nowaka, bo to ma znaczenie dopiero wtedy, gdy Nowaka czy Kowalskiego stać na zbudowanie własnej marki.

Oferta nie może się też zaczynać i kończyć na samym spożyciu posiłku. Powinna zawierać elementy poznawcze. Turysta powinien mieć możliwość zobaczenia, jak powstaje lokalne jedzenie, które mu się serwuje. Warto, aby sam spróbował wytworzenia prostych potraw i miał okazję zjeść to, w czego tworzeniu brał udział, np. własny twaróg czy kiełbasę. Jest to miejsce dla miniwarsztatów kulinarnych.

Ważne, aby zaangażowane podmioty (rolnicy, restauratorzy, księża, lokalne władze) przynajmniej 2 razy w roku spotykały się i zastanawiały nad strategią rozwoju turystycznej oferty regionu. Tak, aby działania były skoordynowane i przynosiły wspólną korzyść.

blank

Jakie działania warto podjąć, aby stworzyć dobrą ofertę, w tym kulinarną, dla turystów odwiedzających region?

Najważniejsze to poszukać odpowiedzi na pytanie, w czym jesteśmy, albo możemy być, bardzo dobrzy, jakie są nasze lokalne atuty. Dopiero wokół tego budujemy resztę. Tutaj znów alzacki przykład. W regionie tym uprawia się dużo kapusty. Stworzono więc… „Święto Kapusty”. 10-tysięczne miasteczko Krautergersheim w trakcie tego wydarzenia odwiedza około 40 000 osób. Każdy mieszkaniec otwiera swój ogród, można u niego zjeść, przez wieś przechodzi imponujący „kapuściany” pochód. Obecnie alzackie miasta wygrywają co roku konkursy na najbardziej atrakcyjne miejsca turystyczne we Francji, a turystów przybywa lawinowo…

Stworzenie takiego „święta” to świetny sposób na skomercjalizowanie lokalnego potencjału. Dodatkowo można wzbogacić je o konkurs kulinarny, który wypromuje dany produkt, tak jak ma to chociażby miejsce w przypadku święta gęsiny w Przysieku k. Torunia. Planujemy – my „Niech Cię Zakole” – podobne przedsięwzięcie, które w Zakolu Wisły ma wypromować jagnięcinę, ale nie jakąkolwiek, tylko jagnięcinę z „wrzosówek”, czyli rasy hodowanej tradycyjnie w Dolinie Wisły. Rzecz w tym, abyśmy się nie napracowali na próżno, przypadkiem promując jagnięcinę nowozelandzką. Nic to bowiem nie przyniesie regionowi i lokalnej gospodarce. Niestety taki efekt uboczny spotkał po części gęsinę.

Dobrze, aby takie lokalne święta odbywały się cyklicznie, mniej więcej w tym samym terminie. W woj. kujawsko-pomorskim w trzeci tydzień sierpnia w Grucznie od wielu lat odbywa się Festiwal Smaku, co sprawia, że o tej dacie się pamięta.

A jakimi atutami możemy się pochwalić?

Polska jako kraj ma mnóstwo atutów, których już nie mają kraje zachodnie. Przede wszystkim nieskażoną naturalność przyrody. U nas nie trzeba specjalnych starań, aby napotkać dziką zwierzynę czy ujrzeć bociana. Mamy bory i bagna, bobry i żubry. My po prostu mamy je w obfitości w naturze i nie musimy tworzyć specjalnych skansenów. To jest ogromna przewaga, która w połączeniu z folklorem i lokalną kuchnią pozwala na stworzenie świetnej propozycji dla turysty krajowego i zagranicznego. To wszystko mogłoby zagrać. Jednym z istotnych warunków jest uzyskanie możliwości łatwej, lokalnej i przede wszystkim LEGALNEJ produkcji i sprzedaży regionalnych produktów. Na przykład gastronomia stawiająca na regionalność musi mieć nie tylko dostęp do produktów, ale także pewność, że nikt nie zakwestionuje legalności wykorzystywanych przez nią surowców. 

Mamy więc jakieś lokalne święto, wiemy jakie mamy atrakcje. Co dalej?

Siła dobrej oferty turystycznej tkwi w oferowaniu różnego rodzaju pakietów. Wzajemnym rekomendowaniu siebie pomiędzy podmiotami z danego regionu. Kluczowe jest tu przestawienie myślenia o pobliskim gospodarstwie czy restauracji nie jako konkurencji, ale postrzeganie jako partnera we wspólnej, wzajemnie się uzupełniającej ofercie. Żadne pojedyncze gospodarstwo nie przytrzyma turysty dłużej niż 2-3 dni. Współpracując ze sobą, można stworzyć najróżniejsze pakiety uatrakcyjniające pobyt 2-, 4- czy 6-dniowy w danym miejscu. Agroturystyka nie musi być przecież postrzegana tylko jako wypoczynek weekendowy.

Jak tworzyć takie pakiety turystyczne?

Przede wszystkim trzeba uświadomić sobie potencjał regionu. Czy tkwi on w krajobrazie, architekturze, możliwościach aktywnego wypoczynku, a może ważnym wydarzeniu historycznym? Warto poszczególne elementy połączyć szlakiem i syntetycznie opisać. W każdy taki pakiet oczywiście wkomponowane powinny zostać kulinaria.

Dużą rolę w rozwoju takich lokalnych produktów turystycznych odgrywać powinna aktywna informacja turystyczna, która nie ogranicza się do rozdawania ulotek, ale włącza się czynnie w promocję regionu, na przykład poprzez tworzenie kalendarium (najlepiej w kilku językach i z dużym wyprzedzeniem czasowym, bo przecież wakacje planuje się z dużym wyprzedzeniem) odbywających się lokalnie imprez i promowanie ich.

Piotr Lenart jest ekspertem kulinarnym, entuzjastą lokalnej i tradycyjnej żywności, twórcą marki turystycznej „Niech Cię Zakole” (www.niechciezakole.pl).

Wywiad ukazał się w numerze 2/2015 czasopisma Eko Arka

Rozmawiał: Karol Przybylak

Brak postów do wyświetlenia