Lucy Long: W turystyce kulinarnej najważniejszy jest… człowiek

Czym jest turystyka kulinarna? Czy sprowadza się tyko i wyłącznie do jedzenia? Jak może pomóc, a jak zaszkodzić regionom? Rozmawiamy z Lucy Long, która pojęcia „turystyka kulinarna” użyła jako pierwsza.

Istnienie turystyki jako oddzielnego bytu wciąż bywa kwestionowane. Słusznie?

Dr Lucy M. Long*: Myślę, że to kwestia definicji. Wielu badaczy turystyki definiuje turystykę w odniesieniu do podstawowej motywacji turysty. W takim wypadku turystyka kulinarna byłaby definiowana jako turystyka, w której żywność jest główną motywacją do podróży oraz do wyboru działań i miejsc. Może być to połączone z realizacją innych zainteresowań. Ponieważ żywność jest częścią kultury, turystyka kulinarna często łączy się z turystyką kulturową.

Sieci supermarketów stawiają na BIO

Moja definicja (wynikająca z filozoficznego – humanistycznego podejścia do turystyki) jest taka, że turystyka kulinarna jest sposobem patrzenia na jedzenie („Jedzenie z ciekawością – eating out curiosity”), które może wystąpić podczas podróży lub przebywania w domu podczas lektury książek kucharskich, artykułów, wpisów na blogach.

Turystyka kulinarna i turystyka kulturowa są zazwyczaj ściśle powiązane, ale nie są tym samym. Żywność jest zarówno domeną estetyczną, jak i kulturową. Osoby mogą być zainteresowane podróżowaniem po żywność wyłącznie dla estetycznego doświadczenia tego jedzenia. Nie muszą zwracać uwagi na otaczającą ich kulturę, ale bardzo często tak robią.

Co by Pani doradziła lokalnej społeczności, która chce promować swój region czy działalność poprzez jedzenie?

Jednym z najważniejszych wyzwań jest to, aby uświadomić sobie, że turystyka kulinarna, wbrew pozorom, nie koncentruje się tylko na jedzeniu, wizycie w restauracji. To najczęściej nie daje pełnego obrazu i nie zaspakaja potrzeb turysty kulinarnego. Trzeba wyjść dalej. Zaangażować gospodarzy, lokalnych przetwórców. Wtedy turysta poznaje cały łańcuch powiązań w regionie. Widzi, kto stoi za jedzeniem, co robi, jak pracuje. Dostrzega, że produkt spożywany w restauracji jest efektem całego łańcucha aktywności i zależności. To pomaga zrozumieć, że jedząc określone produkty wpływamy na to, co dzieje się dookoła nas.

Podczas prezentacji pokazywałaś jedną z inicjatyw skoncentrowaną na jabłkach.

To był projekt zrealizowany z jedną z moich studentek, która obecnie pracuje jako nauczycielka. Najpierw wręczyliśmy dzieciom jabłko. Potem daliśmy wybór co do sposobu wyrzucenia ogryzka: albo śmietnik albo kompostu. Kompost był atrakcyjniejszy, bo trzeba było wyjść na zewnątrz. Następnie zabieraliśmy dzieciaki na wycieczkę do gospodarstwa, gdzie trafiał ten kompost. Tam poznawały całą drogę: od jabłka od soku. Nawet gdy jesz jabłko, możesz dokonywać wyboru – także dzieci go dokonują. To już taki wstęp do nauki o zrównoważonym rozwoju.

Cała wycieczka zorganizowana była jako gra, która pokazywała pełny łańcuch żywnościowy. Dzieci łączyły ze sobą różne elementy. Łatwo mogły zrozumieć, że na każdym etapie łańcucha są ludzie. To nie maszyna martwi się o Twój produkt i o Twoje zdrowie. To nie o maszynę się troszczysz, ale o człowieka.

Konferencja “Międzynarodowa Turystyka Kulinarna Pokoleń”

Czy żywność może być jedynym elementem promującym region?

Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Niektóre regiony nie mają dużej tradycji żywieniowej, ale mają na przykład inne ciekawe tradycje. Trzeba też przeanalizować, kto przyjeżdża w dane miejsce. Czy interesuje się żywnością? Dla niektórych wystarczy pizza i naprawdę trudno to zmienić. Musimy zrozumieć miejsce i turystę. Dopiero wtedy jest czas na tworzenie oferty.

Jak wpłynąć na to, by pomóc społeczności współpracować. Jak połączyć te ogniwa? W Polsce to prawdopodobnie najtrudniejszy etap…

Myślę, że wszyscy powinni być świadomi, że to co dzieje się w regionie ma na nich wpływ i, że tak naprawdę „jedziemy na tym samym wózku”. Dotyczy to rozwoju regionu, ale też np. zanieczyszczenia środowiska i kwestii dbania o nie. Jesteśmy w tym wszyscy razem. Myślę, że problemy z komunikacją to nie tylko polska specyfika. Takie napięcia zawsze występują pomiędzy interesem partykularnym i zbiorowym. Towarzyszy nam strach przed tym, co nowe i nieznane. Musimy znaleźć sposób, żeby temu sprostać. Trzeba pokazywać ludziom, co mogą zyskać, ale też uświadomić, że to najprawdopodobniej nie wydarzy się od razu, ale na przykład za 5-6 lat. Odpowiednia perspektywa na pewno ma znaczenie.

Jak będzie wyglądać turystyka kulinarna w przyszłości?

Turystyka kulinarna pozwala ludziom poczuć specyficzny rodzaj połączenia. Jeżeli gdzieś jesz, masz okazję poczuć łączność z danym regionem, kulturą. Nie każdy to poczuje, ale jeżeli ma trochę wiedzy zdaje sobie z tego sprawę. W turystyce kulinarnej najważniejszy jest człowiek. To będzie zawsze turystyka połączona z interakcją pomiędzy konkretnymi ludźmi.

Myślisz, że turystyka kulinarna może spowodować takie zagrożenia jak masowa turystyka np. w Wenecji?

Potrzeba odpowiedniego podejścia. Jeżeli jest za dużo turystów, restauracje są przepełnione, pojawiają się kolejki. Jeżeli turyści proszą tylko o jeden produkt, może to powodować rozwój monokultur i zakłócić lokalną równowagę. Takie zjawisko wystąpiło np. w Peru z quinoa, które stało się tak pożądane i drogie, że lokalni mieszkańcy nie mogli sobie na nie pozwolić.

Z drugiej strony na Belize, to właśnie turyści zaczęli domagać się tradycyjnego lokalnego jedzenia zamiast kuchni angielskiej. W tym wypadku zmiana była pozytywna. Nastąpiła jeszcze zanim nastały czasy, w których uświadomiliśmy sobie, że istnieje coś takiego jak turystyka kulinarna.

Wpływ turystyki kulinarnej i każdej turystyki może być pozytywny i negatywny. Nie da się zastosować tych samych rozwiązań i wskazówek w każdym miejscu.

Belize to państwo w Ameryce Środkowej leżące na półwyspie Jukatan, nad Morzem Karaibskim.

Jaka jest Twoja opinia na temat Polski i jej oferty kulinarnej?

Jedyna rzecz, którą bym zmieniła to długość pobytu (śmiech). Podoba mi się różnorodność i złożoność Waszej kuchni – to początek do zdobywania wiedzy o skomplikowanej historii.

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad został przeprowadzony podczas Konferencji “Międzynarodowa Turystyka Kulinarna Pokoleń”, która odbyła się w dniach 23-24 maja w Warszawie.

*Dr Lucy M. Long – twórczyni pojęcia turystyka kulinarna. Dyrektor i założycielka Centrum Żywności i Kultury, niezależnego stowarzyszenia non-profit, które promuje głębsze zrozumienie żywności i jak łączy nas wszystkich (www.foodandculture.org). Od 1996 r. uczy nauk o żywności z perspektywy nauk humanistycznych (głównie na Uniwersytecie Bowling Green State w Ohio). Wyprodukowała wiele programów edukacyjnych, filmów dokumentalnych, eksponatów muzealnych i publikacji na ten temat.