Natalia Krupska – droga od zaburzeń odżywiania ku weganizmowi [wywiad]

Natalia Krupska, autorka książki „Vege słodkie na co dzień i od święta”

Z powodzeniem prowadzi blog, na którym publikuje przepisy na wegańskie słodycze. Natalia Krupska poszła jednak o krok dalej i na koniec 2019 r. opublikowała swoją pierwszą książkę „Vege słodkie na co dzień i od święta”. To pozycja niezwykle ciekawa, pełna inspiracji i zaskakujących połączeń. Z autorką rozmawiam o jej deserowej pasji oraz problemach zdrowotnych, które zmotywowały ją do zmiany nawyków żywieniowych.

Wegańskie słodkości to Twoja specjalność, choć nie kryjesz się z tym, że zmagałaś się kiedyś z zaburzeniami odżywiania.

Natalia Krupska*: Mówię o tym otwarcie, ponieważ wierzę, że wszystko w moim życiu nie zdarzyło się bez powodu. Każda z moich chorób czy uzależnień mnie ukształtowała i wpłynęła na to, jaką osobą dziś jestem. Czytelniom Biokuriera zdradzę, że moja druga książka będzie właśnie podejmowała tematy związane z zaburzeniami odżywiania. Myślę, że skłoni ona do przemyśleń. Przyznaję też, że moje choroby miały wpływ na to, że zainteresowałam się dietą wegańską. Weganizm pomagał mi pomału odkrywać dobro tego świata, uczył empatii, a prowadzenie bloga otwierało na ludzi. Dzięki przejściu na tę dietę zaczęłam lubić gotować, a przede wszystkim się tego uczyć. Próbowałam, testowałam nowe połączenia smakowe. Eksperymenty kulinarne sprawiały mi wielką radość. Dziś śmiało mogę powiedzieć: jestem bardzo szczęśliwa, że wybrałam taki styl życia.

Tym dla Ciebie jest weganizm? Stylem życia?

Właśnie tak. Bo czym jest dieta? To sposób w jaki żyjemy na co dzień, nasze mniej lub bardziej świadome wybory. Weganizm sprawia mi szczęście, daje radość. Decydując się już w pełni świadomie na przejście na tę dietę, zaczęłam interesować się szerszymi obszarami weganizmu. Zaczęłam czytać o wpływach wielkich koncernów na gospodarkę ekologiczną świata. Nie było mi obojętne cierpienie zwierząt. Informacje te pozyskiwałam w czasie bardzo dla mnie burzliwym, gdy jeszcze dość mocno tkwiłam w zaburzeniach odżywiania. Wtedy myślałam sobie, że ludzie wokół mnie będą musieli zaakceptować fakt, że nie mogę jeść wszystkiego. Dziś trochę wstydzę się tego egoistycznego podejścia, nawet ciężko mi jest je wytłumaczyć. Z czasem jednak moje zainteresowanie weganizmem poszło w inną stronę. Cieszyłam się, że małymi kroczkami udaje mi się odciążyć gospodarkę, a zwierzętom ujmuję cierpienia.

Czy weganizm wyjdzie nam na zdrowie?

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

A dlaczego akurat słodycze?

Desery od zawsze były dla mnie czymś niedostępnym. Cukier, mleko, masło czy nawet wegańskie alternatywy tłuszczu typu olej kokosowy w słodyczach przyprawiały mnie o zawrót głowy. Kiedy wychodziłam z zaburzeń odżywiania i depresji, postanowiłam, że chcę pozbyć się wszelkich lęków żywieniowych. Nie chciałam kategoryzować składników na bardziej czy mniej przyzwoite. Tęskniłam też za czymś, co niegdyś sprawiało mi radość. A że od zawsze lubiłam piec, czy to z mamą, czy z babcią, wybór padł na desery.

No, ale ciasta bez mleka czy masła? Bez jaj!

(śmiech) Dość często to słyszę. Dla wielu osób to duże zaskoczenie, ale muszę przyznać, że zawsze spotykam się z bardzo pozytywnym odbiorem moich słodyczy. Ludzie są zdziwieni, że ciasto bez jaj czy mleka może smakować i wyglądać tak dobrze jak oryginał. Z tego powodu zawsze było mi ciepło na sercu! Niekiedy zdarzały się komentarze starszych cioć czy babć, że one po prostu by tak nie potrafiły i że muszę być ,,małą wróżką”, która czaruje torty bez jajek. Zawsze było to dla mnie zabawne i powiem szczerze, umacniało w tym, że chcę piec wyłącznie wegańsko.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Szczerze? Znikąd! Wchodzę po prostu do kuchni i nagle do głowy przychodzi mi tysiąc pomysłów, jak wykorzystać dany produkt.

W Twojej książce jest całe mnóstwo ciekawych przepisów na wegańskie słodycze. Skorzystać z nich może każdy. Co byś doradzała osobom, które myślą o całkowitej rezygnacji z produktów odzwierzęcych?

Wszystko zależy od człowieka. Przez ponad dwa lata byłam wegetarianką. Produkty odzwierzęce eliminowałam stopniowo, ponieważ tak mi było wygodniej. Czułam, że powoli maleje moja chęć na zjedzenie czegoś niewegańskiego, a te zastępowałam produktami roślinnymi. Nie wiem, czy dałabym radę rzucić się od razu na głęboką wodę. Myślę, że wówczas szybko bym odpuściła i wróciła do starych nawyków żywieniowych. Każdemu polecam więc metodę małych kroczków. I co ważne – polecam mieć nieco dystansu do weganizmu. Nie należy się karać za pojedyncze wpadki, ponieważ wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i czasami mamy po prostu ochotę zjeść coś „zakaznego”.

*Natalia Krupska – weganka, studentka dietetyki, pasjonatka fotografii kulinarnej. Autorka bloga plantifulway.com. Przez wiele lat zmagała się z zaburzeniami odżywiania i depresją. Prowadzi warsztaty z kuchni roślinnej.