Teraz czytasz...
Mięso na cenzurowanym. Skąd jego zła sława?

Mięso na cenzurowanym. Skąd jego zła sława?

Agnieszka Gotówka

Są osoby, które nie wyobrażają sobie codziennego menu bez mięsa. Coraz więcej ludzi jednak rezygnuje z niedzielnego kotleta czy szynki na każdej kanapce. I wychodzi im to na zdrowie. 

Do ograniczenia spożycia mięsa apelują środowiska medyczne, ale i zwolennicy ochrony przyrody i zwierząt. I choć mogłoby się wydawać, że to współczesny trend, o zmniejszenie spożywania produktów odzwierzęcych specjaliści apelują od lat.

Od dawna, odkąd lekarze i dietetycy zaczęli przygotowywać zalecenia żywieniowe, mówi się, że mięso i przetwory mięsne, o ile powinny być elementem tradycyjnej diety, to nie mogą w niej dominować. Pierwsza piramida żywieniowa, określająca konkretne miejsce mięsa w diecie powstała w 1916 roku w Stanach Zjednoczonych, a więc już bardzo dawno temu

– mówi Dorota Jaworska, weganka, autorka książki „A jak nie mięso, to co?”.

Ale dopiero w 1992 roku zaczęto znacząco ograniczać w zaleceniach żywieniowych mięso (do 2-3 porcji w tygodniu), zwiększać udział owoców, warzyw, a także zbóż i roślin strączkowych oraz podkreślać znaczenie ruchu w utrzymaniu zdrowia. W moim odczuciu, to były początki coraz głośniejszego mówienia o tym, że mięso i tłuszcze zwierzęce są niezdrowe.

– dodaje.

Produkcja mięsa a środowisko naturalne

Produkcja mięsa ma negatywny wpływ również na środowisko naturalne.

Słyszymy o tragicznych skutkach karczowania lasów deszczowych pod uprawę zbóż na pasze, czy aby zyskać tereny pod hodowlę, o wymieraniu zwierząt naturalnie żyjących na tych terenach, a w konsekwencji o zmniejszaniu się bioróżnorodności życia na Ziemi. Wreszcie słyszymy, że produkcja zwierzęca odpowiada za dużą część emisji gazów cieplarnianych, której efektem jest stopniowe, globalne ocieplenie

– tłumaczy Dorota Jaworska.

Nie można też pominąć zagadnienia warunków, w jakich żyją zwierzęta hodowlane. A te bywają fatalne.

Jak nie mięso, to co?

Niektórzy uważają, że trudno jest zastąpić w potrawach smak mięsa. To prawda, mięso ma unikalny smak. Gdy więc chcemy jeść mniej mięsa, a lubimy kiełbasy i kotlety, warto dodawać do potraw dodatki czy przyprawy zawierające smak umami, np. sos sojowy, płatki drożdżowe nieaktywne czy paprykę wędzoną.

To smak, który został „odkryty” w 1908 roku przez japońskiego uczonego Kikunae Ikeda. Wyodrębnił go w popularnych, japońskich wodorostach kombu i nazwał „umami” co po japońsku znaczy „pyszny”. Ten smak określany jest też jako „pełny” albo „mięsisty”. Stanowi obok słonego, słodkiego, kwaśnego i gorzkiego piąty ze smaków, który odczuwamy

– mówi Dorota Jaworska.

https://biokurier.pl/jedzenie/glutaminian-sodu-smaczna-pulapka/

Co ciekawe, dopiero 20 lat temu bezdyskusyjnie uznano, że smak umami istnieje. Neurolodzy z Uniwersytetu w Miami odkryli konkretne receptory smakowe obecne na naszym języku, które odpowiadają za odczuwanie tego właśnie smaku.

Udowodniono, że smak umami wywołują w tych receptorach trzy aminokwasy: glutaminian monosodowy, monofosforan guanozyny i monofosforan inozyny. Jeśli w daniu, które jemy występują one w proporcji 1:1:1, to aż ośmiokrotnie wzrastają pozytywne wrażenie smakowe, jakie odczuwamy w trakcie jedzenia. Potrawy takie jak burgery, parmezan, pepperoni, pizza z serem, ketchupem i grzybami zwierają taką właśnie proporcję aminokwasów i zwane są „bombami umami”. Inne znane bomby umami to spaghetti bolognese, cheesburgery czy sushi

– podpowiada Dorota Jaworska.

Intensywny smak tego rodzaju dań sprawia, że nie tylko wszystkim smakują, ale też wyraźnie za nim tęsknimy.

Dlatego gdy zaczynamy ograniczać mięso i sery w diecie, warto pamiętać o smaku umami i wprowadzać do swojego jadłospisu produkty i przyprawy zawierające ten smak, np. sos sojowy, nieaktywne płatki drożdżowe czy paprykę wędzoną

– podsumowuje Dorota Jaworska.

Ten serwis używa cookies. Korzystając z niego wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Sprawdź naszą politykę prywatności.

Żadne materiały z tej strony nie mogą być jakikolwiek sposób powielane bez pisemnej zgody redakcji.