NIK: Dodatki do żywności poza kontrolą

Stosowanie dodatków do żywności nie jest w żaden sposób nadzorowane – alarmuje NIK. Wyniki analiz budzą niepokój. Na sklepowych półkach wiele jest produktów, w składzie których obecne są konserwanty, emulgatory i wzmacniacze smaku. Nikt nie sprawuje kontroli nad ich stosowaniem.

W wielu produktach spożywczych, które stanowią podstawę naszej codziennej diety, obecne są substancje, które mają za zadanie zapobiec niekorzystnym zmianom smaku, barwy i zapachu. Wydłużają ponadto okres przydatności do spożycia oraz zwiększają atrakcyjność produktu. Aktualnie dopuszczonych do stosowania w żywności jest ponad 330 dodatków, które w produktach spożywczych mogą pełnić 27 różnych funkcji technologicznych. Są wśród nich konserwanty, barwniki, wzmacniacze smaku, przeciwutleniacze, emulgatory i stabilizatory. W raporcie NIK zanotowano, że przeciętny konsument zjada ich rocznie ok. 2 kg.

Dodatki do żywności bez odpowiedniego nadzoru

Jest zaledwie kilka produktów, do których w procesie produkcji nie wolno stosować żadnych dodatków. Są to m.in. żywność nieprzetworzona, masło, miód, mleko pasteryzowane i sterylizowane, naturalna woda mineralna, herbata liściasta i kawa. Co z resztą?

W ich przypadku prawo polskie i europejskie dopuszcza wzbogacenie o substancje dodatkowe. Muszą one jednak posiadać ocenę bezpieczeństwa dla zdrowia dokonywaną przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Nie to jednak wzbudziło niepokój przedstawicieli NIK. Zwracają oni uwagę na fakt, że każdy z dodatków badany jest osobno. Nikt nie kontroluje, czy nie wchodzą one w interakcje oraz czy w takiej sytuacji nadal są bezpieczne.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Nie można jednoznacznie stwierdzić, które z dodatków do żywności są dla konsumentów największym zagrożeniem, ponieważ każda substancja, która jest wprowadzana do obrotu i kontaktu z żywnością musi być bezpieczna. Jest to jednak bardzo złudne stwierdzenie. Bada się każdą substancję, ale osobno i stwierdza fakt, w jakim stężeniu jest bezpieczna. Nie bada się natomiast interakcji pomiędzy samymi dodatkami do żywności. A dobrze wiemy, że nie spożywamy ich dwóch czy trzech, a kilkanaście, co stwierdzono zresztą w przedstawionym raporcie NIK

– mówi dr hab. Ewelina Hallmann, Kierownik Katedry Żywności Funkcjonalnej, Ekologicznej i Towaroznawstwa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. I dodaje:

Trzeba też zauważyć, że poza dodatkami do żywności, konsumenci przyjmują m.in. leki i suplementy. Wytwarza się wówczas istny „koktajl chemiczny”, który jest metabolizowany w różny sposób u różnych ludzi. I może w różny sposób wpływać na zdrowie konsumentów.

Dodatki do żywności pod lupą

Badania laboratoryjne próbek żywności kontrolują takie instytucje jak Inspekcje Sanitarne, Inspekcja Handlowa i Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Inspektorzy NIK zauważyli, że ograniczona była możliwość analityczna laboratoriów Inspekcji Sanitarnej. Można w nich było wykonać badania tylko w stosunku do blisko 65 substancji dodatkowych (to mniej niż połowa substancji dozwolonych do stosowania).
Nie kwestionowano również dotychczas zasadności użycia w procesie produkcji nawet kilkunastu różnych dodatków do żywności w jednym produkcie. W jednych z badanych parówek producent zastosował cztery stabilizatory i trzy substancje konserwujące.

Z raportu wynika zatem, że obecny system nadzoru nad stosowaniem dodatków nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa żywności.

Trzeba też zauważyć, że wszystkie substancje dodatkowe dopuszczone do żywności przed 2009 r. EFSA ponownie ocenia się pod kątem ich bezpieczeństwa dla ludzi. Pierwsze zmiany już nastąpiły. Z listy dodatków dopuszczonych do żywności usunięto barwnik E 128, używany do nadawania koloru mięsu. Jego szkodliwość była już sugerowana dużo wcześniej. Podejrzewano go o właściwości rakotwórcze. Obniżono również akceptowane dzienne spożycie trzech innych barwników: E 104, E 110 i E 124 (odpowiednio: 20-krotnie, 2,5-krotnie i blisko 6-krotnie).

Dodatki do żywności szczególnie groźne dla dzieci

O szkodliwości niektórych dodatków do żywności mówi się coraz częściej. Dowiedziono, że określone barwniki i konserwanty nie pozostają bez wpływu na nieustannie kształtujący się układ nerwowy dziecka. Wiele z nich wykazuje działanie pobudzające, np. tetrazyna (E102, dodawana do oranżady), żółcień pomarańczowa (E110, obecna w gumach do żucia, galaretkach, żelkach), azorubina (E122, czerwony barwnik, który znaleźć można w deserach mlecznych i gotowych budyniach). Groźne są również interakcje zachodzące między syntetycznymi składnikami żywności.

https://biokurier.pl/jedzenie/dieta-a-adhd-czy-istnieje-miedzy-nimi-zwiazek/

Istnieje podejrzenie, że barwnik E 102 w połączeniu z benzoesanami ma wpływ na rozwój się zaburzeń koncentracji u dzieci. Złe samopoczucie, zachowania agresywne oraz wahania nastroju wywołać mogą również: benzoesan sodu (E211), siarczyny (od E220 do E228) i glutaminian sodu (E261).

Od momentu, gdy dodatki do żywności zaczęły być bardzo powszechne w produkcji żywności, w krajach członkowskich UE rozpoczął się monitoring ilości ich pobrania z dietą. To tylko teoria, bo w praktyce nie można tego sprawdzić. Można jedynie określić jakość, a więc JAKIE dodatki pobieramy z dietą, a nie ILE ich spożywamy. Jeżeli jednak na podstawie raportów okazuje się, że zachodzi ryzyko przekroczenia dopuszczalnych, bezpiecznych ilości, eksperci dokonują korekty wartości ADI dla danej substancji dodatkowej na podstawie danych o spożyciu przekazywanych przez kraje członkowskie

– mówi dr hab. Ewelina Hallmann.

Ile dodatków w żywności?

W raporcie odnotowano ponadto, że dotychczas nikt nie zajmował się łączną ilością dodatków spożywanych z dietą przez przeciętnego konsumenta. Przeanalizowano ponad pół tysiąca powszechnie dostępny produktów spożywczych. Tylko 11 proc. z nich nie zawierało w składzie żadnych substancji dodatkowych. W pozostałych producenci zadeklarowali użycie 132 syntetycznych dodatków ponad 2 tys. razy. Statystycznie więc na każdy produkt przypadało pięć dodatków do żywności, choć odnotowano też niechlubnych rekordzistów (np. na etykiecie kiełbasy śląskiej zanotowano 19 substancji dodatkowych).

Nie może być mowy o niebezpiecznych związkach wprowadzonych do żywności, bo jest to zaprzeczenie polityki bezpieczeństwa żywieniowego. Ale to dawka czyni truciznę. A czy konsument wie, ile dodatków do żywności spożywa w ciągu jednego dnia czy tygodnia? Niestety nie, bo na żadnym opakowaniu producent nie ma obowiązku umieszczania dawki zastosowanego środka. O ile skład chemiczny produktu już podawany jest względnie klarownie, to zastosowane dodatki są wymieniane tylko z nazwy. Jeżeli w ciągu dnia spożyjemy kilka czy kilkanaście różnych produktów z dodatkami, to możemy szybciej osiągnąć takie stężenie danej substancji, które już dla nas samych nie będzie bezpieczne

– podsumowuje dr hab. Ewelina Hallmann.

O tym, że żywność pełna jest substancji dodatkowych, wie chyba każdy. Świadomość społeczeństwa w tym zakresie rośnie, niemniej nadal wielu z nas nie czyta etykiet lub nie wie, jak interpretować zanotowane na niej symbole. Co więcej, duża liczba dodatków znajduje się w produktach, które obecne są w diecie dzieci. A to właśnie najmłodsi konsumenci są najbardziej narażeni na przekroczenie akceptowanego dziennego spożycia dodatków (ADI).

W raporcie NIK zasugerowano, że działania Głównego Inspektora Sanitarnego w zakresie edukacji społeczeństwa na temat dodatków do żywności są niewystarczające.

Brak postów do wyświetlenia