Odważysz się być zero waste?

Woreczki z firanki jednym się podobają, inni je krytykują.

Woreczki z firanki, rozsądne zakupy, kompostowanie. Sposobów na życie bez odpadów jest mnóstwo. I choć idea zero waste jest coraz popularniejsza, jej zwolennicy często spotykają się ze skrajnymi emocjami. Jedni ich podziwiają i chwalą, inni – wyśmiewają.

O zero waste zrobiło się ostatnio głośno. I zdaje się, że to nie chwilowa moda, ale świadoma chęć wielu osób do życia w zgodzie z naturą i w zdrowiu. Sama tym się kieruję, gdy staram się w swoim domu generować jak najmniej śmieci. Nie mam w pełni bezodpadowego domu i nie wiem, czy kiedykolwiek będę w takim żyła. Staram się jednak raz w miesiącu rezygnować z jednej rzeczy, która pozwala mi zmniejszyć ilość śmieci. Nie używamy już praktycznie żadnej chemii do sprzątania, zakupy zawsze przynosimy we własnej torbie lub w kartonie. Przykładów można mnożyć. To co jednak skłoniło mnie do napisania tego tekstu, to ludzka ciekawość, inspiracja, ale i negatywne uwagi, jakie zdarza się mi usłyszeć. Zero waste to według niektórych fanaberia, fanatyzm, obłuda…

Wiosenne porządki w stylu zero waste

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Zero waste. Zero tolerancji

Wiele osób z mojego otoczenia wie, że staram się żyć w zgodzie ze środowiskiem naturalnym i własnym sumieniem. Gdy mam komuś kupić prezent, wybieram dla niego wielorazową torbę lub kubek bambusowy. To często stanowi źródło zmian, ale i przyczynek do rozmowy o ekologii. Padają pytania, jak ograniczyć plastik czy sprzątać bez chemii. To się ludziom podoba i wielokrotnie udało mi się kogoś zachęcić do zmian. Jestem z tego bardzo dumna. Zdarza się jednak, że muszę radzić sobie z kąśliwymi uwagami, a te słyszę najczęściej… od sprzedawców na lokalnym rynku.

Tłumacz się, tłumacz…

Gdy proszę o zapakowanie warzyw czy owoców do woreczków wykonanych z firanki, dowiaduję się, że sobie je pobrudzę. Pani odkłada więc mój woreczek i wkłada towar do folii. Na mój sprzeciw mówi pod nosem, że „młodzież teraz wymyśla” (za tę młodzież to akurat jestem wdzięczna).

Ocet w łazience na 5 sposobów

Kiedy pytam w markecie, czy mogę zabrać pusty karton, bo zapomniałam torby, słyszę, że worek kupię przy kasie. Tłumaczę, że owszem, ale wolałabym jednak karton, bo wszystko sobie w nim ułożę, a poza tym dziecko będzie miało materiał na zabawkę. Pani ostatecznie się zgadza, ale przy tym wspomina coś o dziwactwach…

Duże, polskie miasto. Chcę kupić kawę na wynos. Sprzedawca się zgadza, choć z pewnym wahaniem. Podaję swój bambusowy kubek, na chwilę się odwracam, bo coś zaciekawiło syna. Gdy chcę zabrać kawę, pan właśnie przelewa ją z plastikowego kubka, po czym wyrzuca go do śmieci. Gdy zwracam mu grzecznie uwagę, że to nie o to chodziło, słyszę, że inaczej nie można, sanepid zabrania…

Z podobnymi uwagami spotykam się u rzeźnika, gdy proszę, by zapakował mi mięso do przyniesionego przeze mnie pojemnika. Problem mam też w lokalnej piekarni, gdzie chleb kroi się na bieżąco, ale klientowi podaje się bochenek w foliowym worku. Sprzedawczyni mówi, że rozumie i popiera, a mój woreczek lniany jest naprawdę śliczny, ale kierowniczka nie pozwala.

Zastanawia mnie również, dlaczego najwięcej uwag słyszę od osób, które doskonale pamiętają życie bez plastiku. Mleko kupowały w szklanych butelkach, na zakupy chodziły z wiklinowym koszem lub własną siatką, znaczną część produktów kupowały na wagę, nie marnowały jedzenia. Wydawałoby się więc, że powrót do tego modelu powinien ich cieszyć i napawać optymizmem. A jednak nie do końca…

Ale jest i druga strona medalu. Stoję za ideą zero waste murem, zresztą jak większość zwolenników tej filozofii, a to uczy asertywności. Pozwala też na dyskusje, która – o ile będzie zawierała logiczne argumenty – daje do myślenia. A stąd już tylko krok do zmian. Zmian na lepsze…

Brak postów do wyświetlenia