Teraz czytasz...
Marketing kontra zdrowy rozsądek. Co naprawdę kryje się w suplementach?

Marketing kontra zdrowy rozsądek. Co naprawdę kryje się w suplementach?

Agnieszka Gotówka

Suplementy diety w telewizji, mediach społecznościowych i sklepach przyciągają wzrok kolorowymi opakowaniami i obietnicą szybkiego zdrowia. Influencerzy skutecznie je promują, a wielu ludzi łyka bez zastanowienia, nie wiedząc, że wcale nie działają jak leki. Maciej Szymański, prezes fundacji Badamy Suplementy, opowiada o rzeczywistej kontroli rynku, nieprawidłowościach wykrywanych w laboratoriach i o tym, jakie zagrożenia zdrowotne niesie ze sobą nieprzemyślane stosowanie suplementów.

Suplementy a leki – czym się różnią?

Wiele osób myli suplementy diety z lekami. Czym one się tak naprawdę różnią?

Maciej Szymański: Różnica jest zasadnicza, zarówno pod względem przeznaczenia, jak i regulacji prawnych. Leki – sama nazwa powinna nam to sugerować – służą do leczenia chorób, zapobiegania im i mają udowodnione działanie terapeutyczne. Suplementy diety natomiast mają przede wszystkim uzupełniać naszą dietę w składniki odżywcze, np. witaminy czy minerały, i wspierać funkcjonowanie organizmu.

→ Sprawdź, co warto wiedzieć o suplementach diety

 

Dlaczego więc czasami trudno je odróżnić?

Wyglądają dość podobnie – zarówno leki, jak i suplementy często mają formę tabletek albo  kapsułek. Niestety, producenci suplementów nie zawsze działają uczciwie i używają oświadczeń sugerujących działanie lecznicze, co w przypadku suplementów nie jest dozwolone. Tego typu reklamy są bardziej perswazyjne i przyciągają klientów. Obiecują efekty działania suplementów wykraczające poza to, co jest dozwolone i zatwierdzone naukowo.

Czy to jest powód, dla którego Polacy kupują coraz więcej suplementów?

Na pewno się do tego przyczynia sposób, w jaki suplementy są reklamowane, często sugeruje efekty, które trudno uzyskać w rzeczywistości, i to napędza ich sprzedaż. A wiele osób nie ma wystarczającej wiedzy, by odróżnić rzetelny przekaz od marketingowej manipulacji. I nie muszą być specjalistami. Nie każdy musi znać się na dietetyce czy farmacji. Ale nie powinni być wprowadzani w błąd.

Marketing silniejszy od wiedzy

Czy suplementy diety przechodzą podobne badania i kontrole jak leki?

Nie, to zupełnie inny proces. Leki muszą przejść wielostopniowe badania kliniczne, które potwierdzają ich skuteczność, bezpieczeństwo i jakość. Rejestruje je Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Suplementy diety natomiast nie muszą przechodzić badań klinicznych. Wystarczy zgłoszenie do Głównego Inspektoratu Sanitarnego, co w praktyce jest formalnością. Producent deklaruje bezpieczeństwo produktu i zgodność z etykietą, ale nie obowiązują go tak rygorystyczne normy ani co do procesu produkcji, ani co do samego miejsca wytwarzania.

Czy to oznacza, że jakość suplementów może być różna?

Niestety, tak. Czasami producenci mają zarówno linię lekową, jak i suplementową i mogą korzystać z tej samej linii produkcyjnej. Nie muszą więc inwestować w nową infrastrukturę. Z kolei wiele marek, szczególnie tych firmowanych przez influencerów, nie posiada własnej linii produkcyjnej ani magazynu. Zazwyczaj korzystają z produkcji kontraktowej, czyli podmiot wyspecjalizowany w wytwarzaniu suplementów produkuje je dla danej marki, a sprzedaż i wysyłka są delegowane do innych podmiotów.

Czyli można stworzyć własną markę suplementów bez posiadania linii produkcyjnej czy magazynu?

Oczywiście. To dość powszechny proceder, który jednak wiąże się z ryzykiem utraty kontroli nad jakością. Jeśli podmiot zewnętrzny nie zachowa należytej staranności, mogą pojawić się problemy. Oczywiście później są możliwości dochodzenia roszczeń cywilnych, ale w pierwszej kolejności straci konsument, a nie producent czy sprzedawca.

Suplementy diety: nie leczą, a robią karierę

Dlaczego suplementy diety odnoszą w Polsce aż taki sukces?

Myślę, że głównym motorem tego zjawiska są reklama i marketing. To trochę efekt nakręcającej się „kuli śnieżnej”: im więcej marketingu wokół suplementów, tym większa ich konsumpcja. Zarówno w tradycyjnych mediach, jak i w mediach społecznościowych, wykreowano potrzebę „uzupełniania diety” lub stosowania produktu, który ma być panaceum na różne problemy zdrowotne. Ludzie lubią proste rozwiązania, które obiecują szybkie efekty, nawet jeśli podstawowe czynności – jak ruch czy zdrowa dieta – są dużo skuteczniejsze.

Jak to się dzieje, że ludzie kupują suplementy, które wcale nie działają, tylko dlatego, że ktoś je dobrze zareklamował?

Niestety, w przypadku suplementów marketing silnie oddziałuje na emocje konsumentów. Nawet słaby produkt może stać się popularny, jeśli dobrze poprowadzi go influencer lub osoba postrzegana jako autorytet. To działa szczególnie na młodych ludzi, którzy często nie rozróżniają reklamy od rzetelnej informacji.

Kiedy przygotowywałam się do tego materiału, siedziałam z synem przed telewizorem i… zaczęliśmy liczyć reklamy suplementów w bloku reklamowym w godzinach najwyższej oglądalności. Wynik był po prostu przerażający. I wtedy zaczęłam się zastanawiać: czy to naprawdę powinno tak wyglądać? Czy suplementy diety — produkty, które nie są lekami — powinny być reklamowane w tak nachalny sposób?

Kiedyś odwiedził mnie kolega z Anglii. Był szczerze zaskoczony liczbą reklam suplementów w polskiej telewizji. Co więcej, nie potrafił odróżnić suplementu od leku. Natłok przekazów był dla niego tak duży i tak mylący, że zakładał, iż ogląda reklamy produktów leczniczych.

Jeśli chodzi o skalę reklam, mam mieszane odczucia. Z jednej strony funkcjonujemy na wolnym rynku, więc jeśli coś jest zgodne z prawem, to może być reklamowane. Z drugiej jednak czasem zastanawiam się, czy nie ma tu jakiegoś „cichego przyzwolenia”. Suplementy to ogromny biznes, przynoszący państwu duże wpływy z podatków. Produkcja odbywa się w Polsce, marki inwestują w reklamę, działają sieci sprzedaży. Cały ten łańcuch jest opodatkowany u nas, więc czasem myślę, czy właśnie dlatego nie widzimy bardziej zdecydowanych działań kontrolnych.

Analiza reklam i brak mechanizmów nadzoru – problem polskiego rynku suplementów

Czy mamy w Polsce odpowiednie mechanizmy kontroli nad rynkiem suplementów?

Mechanizmy są, ale kontrola jest niewystarczająca. Rynek suplementów rozwija się bardzo dynamicznie, a organy administracyjne często za tym nie nadążają. Nie jest tajemnicą, że Główny Inspektorat Sanitarny dysponuje zbyt małą liczbą osób do monitorowania wprowadzania nowych produktów.

Jako Fundacja widzimy wiele przypadków łamania prawa, np. w kontekście reklam suplementów, nadużywania określeń zarezerwowanych dla leków czy wykorzystywania oświadczeń zdrowotnych w niezgodny sposób. I dlatego też wprowadzamy nowy cykl: analizę reklam suplementów. Razem ze studentami Polskiego Towarzystwa Studentów Farmacji chcemy stworzyć sieć wolontariuszy, którzy — korzystając ze swojej wiedzy i wsparcia naszej adwokat — będą monitorować media społecznościowe. Będą wychwytywać reklamy naruszające prawo, robić zrzuty ekranu i przesyłać je do nas. Po weryfikacji przez specjalistów trafią one dalej, do GIS lub UOKiK. Zobaczymy, jaki to przyniesie efekt, ale skala problemu wymaga działania.

I jeszcze jedna uwaga: dziś wielu producentom po prostu nie opłaca się badać swoich produktów. Konsument nie potrafi czytać raportów, więc firmy chwalą się badaniami, które niewiele znaczą, np. certyfikat dotyczy tylko surowca z Azji, badanie obejmuje jedną partię sprzed lat albo ogranicza się do sprawdzenia metali ciężkich, bez analizy składu aktywnego. To nie daje realnej wiedzy o produkcie, który trafia na rynek.

Czy te luki w kontroli mogą realnie wpływać na konsumentów?

Tak. Mieliśmy suplementy, które według deklaracji zawierały bakterie probiotyczne, a w rzeczywistości nie było ich wcale lub poniżej progu wykrywalności metod badawczych. Innym razem spółka, która sprzedawała witaminy, została wezwana do usunięcia produktu ze sprzedaży, a potem zlikwidowała swoją działalność w Polsce i zarejestrowała firmę na Słowacji, by dalej sprzedawać ten sam produkt. Brak kontroli nad reklamą i produkcją prowadzi do powstawania produktów „widmo”, które konsumenci mogą kupować, nie zdając sobie sprawy z ich jakości.

Wielu producentów wie o ograniczeniach kontroli i wpisuje to w koszty działalności. W praktyce oznacza to, że nie zawsze produkty są w pełni zgodne z deklaracjami, ale rynek i marketing sprawiają, że mimo tego ich sprzedaż rośnie.

Zobacz także

Kosztowna reklama, poszkodowany konsument

Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o tzw. produkty widmo, byłam przekonana — może naiwnie — że takie sytuacje właściwie się nie zdarzają. Owszem, dopuszczałam możliwość oszukiwania czy manipulowania składem, ale nie sądziłam, że do obrotu trafiają produkty, które w ogóle nie powinny się tam znaleźć.

Niestety, takich przypadków było naprawdę sporo. Zgłaszaliśmy je do odpowiednich instytucji, jednak nie zawsze otrzymywaliśmy informację o dalszym postępowaniu. Co więcej, część z tych produktów była szeroko dostępna na portalach aukcyjnych, mimo że nie była prawidłowo zarejestrowana. Nie wiadomo, jak długo znajdowały się w sprzedaży.

Przeciążone organy kontrolne nie nadążają za rynkiem suplementów, co pozwala nielegalnym produktom funkcjonować poza nadzorem latami. Każdego roku do obrotu zgłaszanych jest kilkadziesiąt tysięcy suplementów, w tym ok. tysiąca nowych produktów. My badamy tylko fragment rynku – dość szeroki, ale wciąż niewielki w stosunku do całości. Mimo to wykonaliśmy już kilkaset analiz laboratoryjnych, a że takie badania są bardzo kosztowne, jako organizacja pozarządowa opieramy się m.in. na grantach z Narodowego Instytutu Wolności oraz zbiórkach publicznych. To zresztą wiele mówi o zaufaniu konsumentów: ludzie sami wpłacają pieniądze, aby sprawdzić, co tak naprawdę znajduje się w kupowanych przez nich produktach.

Kolorowe opakowania, puste obietnice – pułapki rynku suplementów

Jakie nieprawidłowości udało się Wam wykryć?

Nie da się tego sprowadzić do jednego schematu. Trafialiśmy na różne nieprawidłowości. W odżywkach białkowych znajdowaliśmy znacznie więcej cukru niż deklarowano. W produktach przeznaczonych dla osób nietolerujących laktozy wykryto jej obecność, choć nie powinna się tam znaleźć. Suplementy z kwasami omega-3 miały przekroczony wskaźnik świeżości oleju. W probiotykach często nie było wcale deklarowanych bakterii, a w suplementach witaminowych zawartość niektórych witamin była niższa niż podano na etykiecie.

Czy wszystkie takie produkty były celowo fałszowane?

Nie zawsze. Nie da się ocenić suplementu na zasadzie „dobry” czy „zły”. Są procentowe różnice między grupami produktów. Większość producentów jest uczciwa, a błędy się zdarzają. Ważne, jak się do nich podchodzi.

Jak na takie sytuacje reagowali producenci?

Spotykaliśmy różne reakcje, ale były też takie, które pozytywnie nas zaskoczyły. Mieliśmy przypadek produktu Aura Herbals. Po naszych badaniach okazało się, że zawartość witamin i substancji pochodzących z czosnku była niższa niż deklarowano. Producent zachował się wzorcowo. Przeprosił konsumentów, wycofał produkt ze sprzedaży i nie zamiótł sprawy pod dywan.

Niestety, nie zawsze tak to wygląda. Zdarza się, że producent zamiast naprawić błąd, kieruje do nas wezwania do usunięcia publikacji. To pokazuje różnicę w podejściu: jedni wyciągają wnioski, inni liczą, że w natłoku reklam i informacji sprawa po prostu „przejdzie”.

A skutki tych zaniedbań zawsze odbijają się na konsumentach. Nadmierne i nieprzemyślane stosowanie suplementów bywa poważne, np. witaminę D niektórzy przyjmują w dawkach 20–50 tys. jednostek zamiast zalecanych 500–2000, co może prowadzić m.in. do uszkodzeń nerek. Przypadki takie, często nagłaśniane w mediach społecznościowych, dotyczą zarówno dorosłych, jak i dzieci.

Dziękuję za rozmowę.

Jak działa Fundacja „Badamy Suplementy”?

W Fundacji „Badamy Suplementy” każdy może zgłosić produkt do badania poprzez stronę internetową. Konsument podaje nazwę produktu i producenta, a do badań wybierane są te suplementy, które zgłaszane są najczęściej lub mają największe znaczenie w kontekście dezinformacji. Produkty kupowane są tak, jak robią to konsumenci – przez internet, z aptek online lub portale aukcyjne – aby trafiły do laboratorium w stanie, w jakim rzeczywiście są sprzedawane. Cały proces jest dokumentowany na nagraniach, a wyniki badań publikowane są w pełni transparentnie.

Fundacja przeprowadza analizy laboratoryjne najpopularniejszych suplementów diety oraz publikuje rzetelne artykuły edukacyjne. Nie ma tu żadnych reklam – publikowane są wyłącznie badania wykonane przez niezależne i akredytowane laboratoria, obecnie GBA POLSKA Sp. z o.o. (dawniej Jars S.A.). Finansowanie badań pochodzi z dotacji Narodowego Instytutu Wolności w ramach Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich.

Ten serwis używa cookies. Korzystając z niego wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Sprawdź naszą politykę prywatności.

Żadne materiały z tej strony nie mogą być jakikolwiek sposób powielane bez pisemnej zgody redakcji.