Śniadania we Włoszech, czyli mało, mocno i… słodko

W najbliższym numerze Biokuriera pisać będziemy o śniadaniach. Zabierzemy naszych Czytelników w podróż po świecie! Sprawdzimy, co o poranku jedzą Amerykanie, Anglicy, Francuzi oraz turyści odwiedzający Teneryfę. Dziś przedsmak naszej wycieczki. Opowieść o śniadaniach we Włoszech snuje Anna Myszkowska, pilot i przewodnik po Italii.

Włoskie śniadanie to w telegraficznym skrócie cornetto i cappuccino. A zatem zaczynamy dzień! Buongiorno!

Około 70% Włochów o poranku pije standardowo kawę i podjada jakąś słodycz. To może być rogalik cornetto (w wersji słodkiej, nadziewanej lub słonej) albo girella (słodka bułka z czekoladą) lub sfogliatella (słodki przysmak z Neapolu). 30% mieszkańców Półwyspu Apenińskiego nie je w ogóle śniadania i zadowala się samą kawą. Z czego wynika ta skromność?

Śniadanie z umiarem, kolacja na bogato

Włosi tradycyjnie około południa jedzą lunch, czyli lekki obiad. Ale to, co najbardziej przyczynia się do idei małych, słodkich śniadań, to obfite, długie kolacje, które często kończą się późną nocą. Zwłaszcza na Południu ludzie kochają jeść, a temperatury dopiero wieczorami pozwalają odetchnąć. Po takiej obfitej kolacji na śniadanie w zupełności wystarczy kawa i rogalik. We Włoszech nie jest szczególnym wyczynem najeść się tak, żeby jeszcze następnego dnia nie móc się ruszać. Przynajmniej ja nie miewam z tym problemu (śmiech).

Włoskie śniadanie jest ponadto idealne na upały. Przy 30°C trudno w siebie wmusić coś solidniejszego, dopiero wieczorami robi się na tyle przyjemnie i chłodno, że warto zasiąść do konkretnego posiłku.

Śniadanie we Włoszech: skosztuj tradycji!

Polakom trudno przestawić się na taki sposób żywienia, bo jesteśmy nauczeni, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. “Śniadanie jedz jak król, kolację jak żebrak”. We Włoszech te proporcje są odwrócone.

Może się wydawać, że słodkie śniadania ze sporą ilością cukru (cukier do kawy, słodko-tłuste przysmaki) nie są ani trochę zdrowe dla naszego organizmu, ale z drugiej strony, jedząc z ten sposób z rana mamy jeszcze cały dzień, by spalić puste kalorie. A we Włoszech i o to nie musimy się martwić. Wystarczy schodzić Rzym, Asyż czy Florencję wzdłuż i wszerz, i po słodkich śniadaniach nie ma ani śladu. Jeśli jednak ktoś przy słodkościach miewa wyrzuty sumienia, podczas włoskiego śniadania spokojnie może wykręcić się… tradycją.

Włoskie śniadanie to takie MMS – mało, mocno, słodko. Polaków podczas pierwszej podróży do Włoch może zadziwić taki zwyczaj. Wakacje poza granicami kraju to dla mnie z definicji okazja do spróbowania czegoś innego, co niekoniecznie znajdę w Polsce. Dlatego we Włoszech zdecydowanie polecam rozkoszować się tym, co tam najlepsze, bez narzekania na to, że nie podano na śniadanie jajecznicy.

Anna Myszkowska jest autorką popularnego bloga o podróżach primocappuccino.pl i założycielką najlepszej grupy o Italii na Facebooku “Prawdziwe Włochy