Szwajcaria zieloną wyspą Europy?

blank
Fot. Joanna Lampka

Szwajcaria w większości produkuje zieloną energię odnawialną, nie dotyczy jej problem zanieczyszczonego powietrza, a rzeki są tak czyste, że mieszkańcy miast kąpią się w nich w czasie przerwy na lunch. Ale czy troska o środowisko naturalne płynie w żyłach Szwajcarów? Wątpliwości te rozwiewa Joanna Lampka, autorka książki „Szwajcaria, czyli jak przeżyć między krowami a bankami. Bilet w jedną stronę”.

Szwajcaria wydaje się być krajem niezwykle czystym. Czy faktycznie tak jest?

Joanna Lampka*: Tak, Szwajcaria jest czysta, to nie tylko pusty slogan. Zurych od lat znajduje się w czołówce rankingu miast, gdzie oddycha się najlepiej. Zimą Szwajcaria zdaje się samotną, zieloną wyspą na wykropkowej na czerwono mapie Europy obrazującej
zanieczyszczenie powietrza. Owszem, powietrze nie zna granic i rejony przygraniczne
Szwajcarii – włoskojęzyczny Tessyn i Genewa otrzymują od sąsiadów solidną porcję smogu,
ale nigdy nie jest tam tak, jak w niektórych polskich miastach.

Co ciekawe, w połowie XX wieku Szwajcarzy również zmagali się z problemem
zanieczyszczenia powietrza, jednak konsekwentne i wielotorowe działania sprawiły, że na przykład emisja pyłu zawieszonego do atmosfery zmniejszyła się o więcej niż 50% w ciągu ostatnich 25 lat.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Czyste jest powietrze, czyste są ulice i czyste… rzeki! Niewiele osób wie, że Szwajcarzy
uwielbiają w nich pływać.

blankU nas to nie do pomyślenia.

Właśnie, a Szwajcarzy nawet w czasie przerwy na lunch, wrzucają swoje garnitury i buty do
worka marynarskiego, który pomaga utrzymywać się na wodzie i wskakują do rzeki,
nierzadko z mostu. W ciepłym sezonie Ren, Aare, czy Limmat zamieniają się w ruchome
baseny. Wyobrażacie sobie dryfowanie na różowym flamingu w Wiśle w samym centrum
Krakowa? Albo radosne chlapanie się w Odrze we Wrocławiu? Niestety, na razie możemy
sobie tylko o tym pomarzyć.

Jak w miastach poruszają się Szwajcarzy?

Pytasz, co wybierają: własny samochód czy rower?

Tak.

Szwajcaria nie jest tak rowerowa jak kraje skandynawskie. Dlaczego? Przyczyną jest przede wszystkim jej topografia. Żeby dojeżdżać do pracy rowerem, trzeba mieć niezłą krzepę – tu rzadko jest płasko. W Szwajcarii bardzo popularne są e-biki. Za to rowerzyści traktowani tu są niczym święte krowy. Odpuszcza się im nawet mniejsze przewinienia drogowe i dość powszechnie uważa, że jazda rowerem „po kilku głębszych” jest dopuszczalna. Nigdy nie słyszałam o kontroli trzeźwości rowerzystów. Nie jest tu też znana wojna rowerzystów z innymi użytkownikami drogi, być może ze względu na niezłą infrastrukturę.

Bardziej ekologiczna od jazdy własnym autem jest komunikacja miejska. Szwajcarzy z niej korzystają?

Zdecydowanie! Wielu Szwajcarów bez względu na status społeczny i materialny wybiera
właśnie tę formę transportu. Pociągami do pracy jeżdżą menedżerowie, politycy, a nawet
prezydent Szwajcarii… Zdjęcia ówczesnego prezydenta Didiera Burkhaltera czekającego
cierpliwie na peronie niegdyś obiegło światowe media.

Czy to troska o planetę? Chciałabym tak powiedzieć, ale prawda jest o wiele bardziej
trywialna. Posiadanie samochodu w szwajcarskich miastach jest niepraktyczne i
problematyczne. Włodarze miast nawet nie próbują tego zmienić. Parkingi rozbudowuje się praktycznie tylko na obrzeżach miast przy centrach komunikacyjnych P+R. Parkowanie w mieście jest bardzo drogie, a miejsca parkingowe na ulicy są rzadkością i w większości
przypadków są płatne.

Czyli jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Można tak powiedzieć. Podobnie zresztą jest z segregacją śmieci.

To znaczy? Myślałam, że Szwajcarzy robią to sumiennie.

Robią, ale powiedzieć, że segregują, bo szanują środowisko, to byłaby tylko częściowo
prawda. Nie-segregowanie jest po prostu drogie. Oficjalny 35-litrowy worek na śmieci
zmieszane kosztuje 2 chf, czyli ok. 8 zł, natomiast wywóz śmieci do ponownego
przetworzenia jest za darmo (uwzględniony w miejscowych podatkach). Na pewno padanie
pytanie, jak możliwe jest wyegzekwowanie wyrzucania śmieci w oficjalnym worku. Otóż jest to możliwe. Firmy utylizacji śmieci zabierają tylko legalne worki, a na nielegalnych zostawiają odpowiednią adnotację. Jeśli następnym razem sytuacja się powtórzy, zabierają wszystko razem z nieopodatkowanym workiem, który zostaje skrupulatnie przeszukany w celu identyfikacji sprawcy. W przypadku, gdy nie uda się znaleźć takowego, a sytuacja powtórzy się po raz trzeci, firma nie zabiera żadnych śmieci z danego kontenera. Nawet tych legalnych. Wytropienie śmieciowego przestępcy przechodzi w ręce sąsiedztwa. Groźba kolektywnej kary i ignorowania kontenera przez firmę utylizacji śmieci sprawia, że Szwajcarzy wyciągają lornetki i sprawca zwykle znajduje się szybko… I płaci słone kary.

blank
Centrum segregacji śmieci,  fot. Joanna Lampka

Gdy wprowadzano opodatkowane worki na śmieci zmieszane, wieszczyłam, że szwajcarskie
lasy zamienią się w nielegalne wysypiska. Ku mojemu zdziwieniu nic takiego nie miało
miejsca. Nie wiem, czy to mentalność, czy kary i żelazna konsekwencja Szwajcarów w
identyfikacji „właściciela” takich śmieci. Palenia śmieciami też nie ma… Nawet przeszukując
czeluści szwajcarskiego Internetu nie natrafiłam na taką sprawę, więc podejrzewam, że
Szwajcarzy nigdy nie doszli do wniosku, że tak też można „załatwiać” problem śmieci.

Mimo wszystko wydaje się, że ekologia ma się w Szwajcarii dobrze.

Tak, szczególnie teraz, gdy na tapecie jest temat zmian klimatycznych i protestów
zainicjowanych przez Gretę Thunberg. Było to widoczne szczególnie w wynikach ostatnich
wyborów parlamentarnych w październiku 2019 roku, w których proekologiczne partie
odniosły spektakularny sukces. Zieloni zyskali aż 17 nowych miejsc w parlamencie, co jest
rekordowym wzrostem poparcia w historii Szwajcarii.

Czego Polska mogłaby nauczyć się od Szwajcarii w temacie ekologii?

Najistotniejsza wydaje się być w tym kontekście Inicjatywa Alpejska (Alpen-Initiative).
Wszystko zaczęło się od kilku nieźle wkurzonych rolników z czterech szwajcarskich
kantonów: Valais, Uri, Ticino i Graubunden. W latach 80. XX wieku ruch samochodowy przez kilka korytarzy alpejskich w Szwajcarii gwałtownie wzrósł i tysiące ciężarówek zaczęło
rozjeżdżać górskie doliny. Kilku Szwajcarów postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce i
ograniczyć transfer przez Alpy. W Szwajcarii jest to możliwe dzięki instrumentowi
demokracji bezpośredniej zwanemu Inicjatywą Obywatelską. Wystarczy zebrać 100 tysięcy
podpisów, żeby nad projektem obywatelskim odbyło się referendum, którego wynik jest
wiążący. I, ku zdziwieniu wszystkich na czele ze szwajcarską Radą Federalną, Szwajcarzy
przegłosowali projekt! Dlaczego ku zdziwieniu? Wówczas przeniesienie ciężarówek na
platformy kolejowe wydawało się szaleństwem, na które państwo nie może sobie pozwolić.
Projekt był nazywany populistycznym koszmarem, a specjaliści przestrzegali, że przez to
może upaść szwajcarska gospodarka, a wydatki każdego gospodarstwa domowego zwiększą się o 500 franków rocznie. Mimo tych czarnych wizji okazało się, że wzrost cen wyniósł zaledwie 0,1%. Teraz widok olbrzymich tirów przemierzających Szwajcarię na platformach kolejowych nie jest niczym nadzwyczajnym. Jest czyściej i bezpieczniej na drogach. I już dziś nawet najbardziej zatwardziali zwolennicy agresywnego kapitalizmu nie wyobrażają sobie powrotu do przeszłości.

blank
Pociąg przewożący samochody przez Alpy na platformach, fot. Joanna Lampka

Dla niektórych to jednak krok do tyłu.

Często myślimy, że rozwój to jedyna logiczna droga. I w wielu przypadkach tak faktycznie
jest. Warto sobie jednak zadać pytanie, jaka jest cena niekontrolowanego rozwoju. Wiele
projektów realizowanych dziś w Szwajcarii nie dotyczy rozbudowy, ale raczej zmniejszenia infrastruktury. Redukowane są całe pasy ruchu na rzecz pasów zieleni, burzone są wieżowce na rzecz bardziej kameralnych kamienic. Wielu takich działań można by uniknąć, gdyby na etapie realizowania projektów przyjąć długofalową wizję rozwoju z poszanowaniem jakości życia obywateli.

Czytaj: Żywność ekologiczna to ponad 10% rynku spożywczego w Szwajcarii

A co z energią odnawialną? Czy to w Szwajcarii popularne rozwiązanie?

W pięknej szwajcarskiej szafie tkwi wiele trupów. Temat polityki energetycznej jest jednym z nich. Bo owszem, Szwajcaria w swoim kraju produkuje w większości zieloną energię
odnawialną. Elektrownie atomowe są stopniowo zamykane i zastępowane wiatrakami i solarami. Ale energia, którą Szwajcaria importuje (ok. 80%) pochodzi z tradycyjnych, „smrodzących” źródeł. Czyli Szwajcaria owszem, nie brudzi u siebie, ale nie omieszka robić tego gdzieś indziej.

blank
Rybak sprzedający ryby na brzegu Jeziora Genewskiego, fot. Joanna Lampka

Na koniec zapytam o żywność ekologiczną. Dobrze się w Szwajcarii sprzedaje?

Temat eko w kontekście żywności też jest kontrowersyjny. Każdy supermarket ma co
najmniej kilka półek z produktami bio. Tyle że… większość z nich jest sprzedawana w
plastikowych opakowaniach, często pakowana pojedynczo! Tłumaczenie hipermarketów?
To dlatego, żeby żywność bio nie miała kontaktu z żywnością produkowaną masowo.
Na szczęście bardzo popularne jest kupowanie prosto od wytwórcy. Wielu rolników
sprzedaje na popularnych tu środowych lub sobotnich targach, a niektórzy tworzą u siebie
na farmie sklepiki samoobsługowe. Towar leży na półkach, skarbonka na ladzie, sprzedawcy
nie ma… I to działa!

*Joanna Lampka – blogerka, tłumaczka, nauczycielka języka polskiego dla obcokrajowców. Od 7 lat mieszka w Szwajcarii. W marcu 2020 r. nakładem wydawnictwa Pascal ukazała się jej książka „Szwajcaria czyli jak przeżyć między krowami a bankami. Bilet w jedną stronę”, w której z humorem opowiada o trudnych początkach w nowym kraju, ale także o Polsce widzianej oczami Szwajcarów i emigrantów.

Brak postów do wyświetlenia