Kosmetyka naturalna od podstaw. Po pierwsze skóra

Rynkowy boom w dziedzinie kosmetyki naturalnej trwa. Warto korzystać z coraz szerszej oferty produktów świadomie. Do tego niezbędne jest podstawowe zrozumienie naturalnych procesów przebiegających w organizmie człowieka. Zacznijmy od skóry.

Skóra – największy organ naszego ciała

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że skóra jest największym organem naszego ciała. Zajmuje powierzchnię ok. 2 m² i waży ok. 4 kg. Pełni ważne funkcje. Chroni przed drobnoustrojami i uszkodzeniami mechanicznymi. Wchłania niektóre substancje i bierze udział w wymianie gazowej. Odpowiada za odbiór bodźców ze świata zewnętrznego za pomocą receptorów. Najcieńszą skórę mamy na powiekach (0,5 mm), a najgrubszą na piętach (0,5 cm).

Błony komórkowe wszystkich organizmów żywych zbudowane są w podobny sposób. Składają się z hydrofilowo-lipofilowej warstwy, a więc odpowiednio z części rozpuszczalnej w wodzie i rozpuszczalnej w tłuszczach. Jest to niezwykle istotne i będzie to dla nas kluczowa informacja podczas czytania dalszej części artykułu.

Paznokcie wizytówką naszych dłoni. Zadbaj o nie naturalnie!

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Jak kosmetyki oddziałują na skórę?

W większości kosmetyki, które nakładamy na naszą skórę, oddziałują na nią w konkretny sposób. W przypadku balsamu, woda, z której jest złożony, po kilku minutach wyparowuje z naskórka. Pozostała część wraz z rozpuszczalnikami, emulgatorami i konserwantami zostaje jednak na niej i przenika w głąb naszego ciała, aż do czasu kąpieli. Niektóre składniki zdolne są do wywołania reakcji ogólnych. W praktyce oznacza to, że balsam ten może wpłynąć na układ hormonalny i funkcjonowanie człowieka. Coraz więcej publikacji naukowych dotyczy korelacji pomiędzy występowaniem jakiegoś związku w kosmetyku a wystąpieniem konkretnej choroby, niepłodności, nowotworu i reakcji skórnej. Kiedy używamy przypadkowego produktu z kiepskim składem, nakładamy go na ogromną powierzchnię, a więc ilość wchłoniętych przypadkowych składników jest również ogromna.

Produkty do pielęgnacji stosujemy zwykle po wcześniejszym umyciu ciała i tutaj niezwykle istotny jest skład takiego żelu pod prysznic czy mydła. Dziennie używamy zwykle kilku kosmetyków, w których znajduje się średnio 126 związków.

Wybieramy kosmetyki dla dziecka

Niebezpieczne „koktajle” składników

Z badaniami naukowymi i dopuszczaniem różnych związków do obrotu jest tak, że bada się zwykle pojedynczy związek i jego wpływ na organizm. Na tej podstawie tworzone są normy prawne (nas obowiązują jednolite normy dla całej Unii Europejskiej), które określają dopuszczalne stężenia składników w kosmetykach. Rzadko wykonywane są badania, które obejmują trzy związki chemiczne. Używając różnych preparatów, nawet stosunkowo bezpiecznych, do końca nie wiemy, czy nie zajdzie między nimi reakcja w naszej skórze i czy nie wywołają efektów niepożądanych.

Jeden „cudowny” składnik nie wystarczy

Większość kosmetyków na rynku konsumenckim nie nadaje się do użytku codziennego, ponieważ organizm nie potrafi z nimi sobie poradzić. Piszę to ze smutkiem, ponieważ kiedy zaczynałam studia kosmetologiczne, wierzyłam w odmładzającą, terapeutyczną moc kosmetyków. Co jednak ma w nich działać, jeżeli np. krem, tonik, balsam jest wytworzony na bazie składników syntetycznych, niewykazujących biozgodności z człowiekiem, który jest organizmem żywym, zbudowanym z żywych komponentów? Czasem jakaś prestiżowa marka wypuści na rynek jakiś superpreparat, który nie ma prawa działać, bo wypełniony jest po brzegi wypełniaczami i ma określoną ilość cudownej substancji X, która albo nie ulegnie wchłonięciu wcale, albo dzięki rozpuszczalnikom zawartym w kremie zostanie przeniesiona w głąb skóry razem ze wspomnianymi wypełniaczami.

Dla przykładu przytoczę tu trwające 15 lat badanie na małpach rezus, którego wyniki opublikowano w 1993 roku w międzynarodowej literaturze. Wykazało ono, iż istnieje związek pomiędzy występowaniem endometriozy u małp a dioksanem. W kosmetykach zgodnie z prawem dioksan nie może występować, ale dopuszczalne jest zanieczyszczenie na określonym poziomie. Wówczas najczęściej zanieczyszczenie te wprowadzają glikole. Producenci certyfikowanych kosmetyków ekologicznych lub niecertyfikowanych, ale stworzonych z poszanowaniem dla jakości, liczą się z tym, iż glikol może być obciążony dioksynami, więc nie stosują go wcale w formulacjach kosmetyków. Producenci bazujący jedynie na prawodawstwie będą twierdzić, że wszystko jest w porządku.

Dawki dioksanu, które małpy otrzymywały podczas badania, były około miliona razy niższe niż stężenie dioksanu dopuszczone w kosmetykach. Dla nas oznacza to, że przewlekłe 10-letnie narażenie na milion razy niższe stężenie związku wywołało endometriozę. Wstrząsające!

Naturalna pielęgnacja ust. Jak o nie dbać na co dzień?

Przyszłość ekokosmetyków

Niestety to nie jest odosobniony przykład składnika kosmetyku, który został przebadany niewystarczająco, a dopuszczony do istnienia w naszych drogeryjnych kosmetykach. Dlatego cudownym rozwiązaniem jest korzystanie z ekodobrodziejstw, które mają bardzo dobre składy, pielęgnują, pomagają naszej skórze pełnić jej naturalne funkcje biologiczne.

Co jest ogromnie ważne, kosmetyki te zawsze będą działać wielokrotnie lepiej od kosmetyków syntetycznych. Są one odżywcze, bardzo dobrze wchłaniają się i ogólnie bardzo wdzięczne. Kilka razy spotkałam się z taką historią wśród różnych osób, że po zamianie kremu na twarz z przypadkowego na naturalny z ich twarzy zeszły przebarwienia. Z kolei kobieta, która około 6 lat starała się razem z mężem o dziecko, po odłożeniu praktycznie wszystkich kosmetyków po 3 miesiącach zaszła w ciążę i urodziła zdrowe maleństwo.

Kosmetyki są dla nas dobrodziejstwem, ale i wyzwaniem. We współczesnym świecie, jeśli chcę być zdrowy/a, zadbany/a, czysty/a, muszę podjąć wyzwanie i zacząć się uczyć, aby dbać o siebie i o swoją rodzinę mądrze. Na szczęście nie jest to bardzo trudne. Mamy dostęp do informacji w internecie, a co za tym idzie, do publikacji naukowych. Ludzie zrzeszają się w ekospołeczności, dzielą informacjami i tworzą odpowiednie narzędzia, aby łatwiej i szybciej podejmować właściwe decyzje.

Z bólem serca napiszę o systemie kształcenia kosmetologów. Niestety, standardowo wykwalifikowany kosmetolog czy kosmetyczka mają ograniczoną wiedzę na temat toksykologii składników kosmetyków. System kształcenia, póki co, idzie za prawodawstwem, co oznacza dla nas, iż przeciętna kosmetyczka nie będzie potrafiła udzielić odpowiedzi na nasze pytania. Natomiast inaczej jest w przypadku osób, które stosują/testują kosmetyki naturalne na sobie. Nie raz zaskakują one ekoprofesjonalistów swoją wiedzą, doświadczeniem i znajomością trendów.

W kolejnych artykułach dowiecie się, jak z powodzeniem dbać o siebie i najbliższych za pomocą ekokosmetyków.

Artykuł pochodzi z numeru 1/2020 drukowanej wersji Biokuriera, który w nakładzie 32 000 egzemplarzy dystrybuowany jest w ekosklepach na terenie całej Polski. Sprawdź warunki prenumeraty

Zaprenumeruj Biokurier w wersji drukowanej