Ekozagroda Jabłoniowy Sad. Odwiedzamy i podziwiamy

Sad owocowy, zboża, warzywa, zioła, świnie rasy Mangalica, działalność turystyczna i edukacyjna – niewielka Ekozagroda Jabłoniowy Sad, którą już od 10 lat prowadzą Iwona i Jens Fraskowie, to miejsce kipiące aktywnością.

Niewielkie, 11-hektarowe gospodarstwo jest pięknie położone, w miejscowości Szczedrzyk (dolina Małej Panwi, u jej ujścia do Dużego Jeziora Turawskiego, około 20 km od Opola). Ekozagrodzie daleko bowiem do specjalistycznych gospodarstw towarowych (nawet ekologicznych), w których dominuje monokulturowość i brakuje prawdziwej bioróżnorodności.

Fraskowie są z wykształcenia filologami, choć pani Iwona, córka sadownika, ukończyła najpierw technikum ogrodnicze. Oboje studiowali w Niemczech, w Brandenburgii (rodzinnym landzie Jensa), tam też spędzili prawie 10 lat.  Dopiero potem zdecydowali o powrocie do podopolskiej wsi, aby przejąć gospodarkę po rodzicach. Od początku nastawieni byli na ekologiczny sposób uprawy i hodowli, choć w pierwszych latach utrzymywać się musieli raczej z tłumaczeń niż z gospodarstwa.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Właściciele Ekozagrody opierają swoją działalność na czterech filarach: ekologicznym rolnictwie (którego nieodłączną częścią jest sad oraz hodowla świń), usługowym tłoczeniu soków, eko-turystyce oraz eko-edukacji. Nie skupiają się już na produkcji żywności – ważniejsze stało się budowanie świadomości. Na tym właśnie, ich zdaniem, opiera się zrównoważony rozwój, a poprzez to, co na co dzień robią, starają się temu właśnie zrównoważonemu rozwojowi przysłużyć.

Ekozagroda jest laureatem wielu konkursów – kilkukrotnie zdobywała pierwsze miejsca lub wyróżnienia w konkursach na najlepsze gospodarstwo ekologiczne – zarówno w województwie opolskim (2008, 2010, 2013), jak i na poziomie krajowym (2010). Znajduje się też na liście ekologicznych gospodarstw demonstracyjnych Krajowego Centrum Doradztwa Rolniczego.

30-letni sad i własna tłocznia

W 30-letnim sadzie uprawiane są między innymi stare, odchodzące w zapomnienie, odmiany jabłoni – z których pięć wpisane zostało na Listę Produktów Tradycyjnych i Regionalnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Są to: Berlepsch, Grafsztynek, Książę Albrecht, Wealthy oraz Königin. Ich owoce są niesamowicie smaczne i aromatyczne, a do tego posiadają naturalna odporność na wiele chorób i grzybów nękających współczesne odmiany jabłek. Oprócz drzew starych gatunków, państwo Fraskowie mają w sadzie także nowocześniejsze odmiany.

Oprócz jabłoni, rosną tu również grusze, śliwy, czereśnie, wiśnie, brzoskwinie, maliny i porzeczki. Choć sad nie jest duży, to jednak rok rocznie zawsze dawał więcej owoców, niż gospodarze byli w stanie samodzielnie wykorzystać. A ponieważ nie mają chłodni, trzeba było znaleźć sposób, aby je jakoś przetworzyć lub zakonserwować. I tak zrodził się pomysł zakupu tłoczni do soków – działa ona w Ekozagrodzie od 2005 roku. Państwo Fraskowie produkują w niej soki z własnych jabłek oraz, usługowo dla innych sadowników. Co ciekawe, z takiej usługi można tu skorzystać nawet wtedy, gdy w grę wchodzi stosunkowo niewielka ilość owoców (np. kilkadziesiąt kilogramów). Okazuje się to być ofertą bardzo atrakcyjną dla wielu małych sadowników lub osób posiadających mniejsze sady.

Zwykle bowiem, tłocznie usługowe nie przerabiają ilości mniejszych niż kilka ton. Gotowe (tłoczone na zimno, a zatem zachowujące pełnię wartości odżywczych) soki mogą być spożywane od razu, lub rozlewane (po krótkiej pasteryzacji w temperaturze około 80 stopni) do butelek albo specjalnych opakowań typu bag-in-box (hermetyczny worek ze specjalnym kranikiem, w którym sok może zachować świeżość nawet przez trzy tygodnie po otwarciu).

Utrudniające działalność przepisy

Oczywiście w grę wchodzi tylko sprzedaż bezpośrednia – nadmiernie skomplikowany system przepisów oraz niedostosowanych do możliwości małych gospodarstw rolnych wymagań sprawia, iż uruchomienie przetwórstwa i sprzedaży soków (choćby na niewielką skalę), na przykład do sklepów, jest zupełnie nieopłacalny. Problemy natury formalno-biurokratycznej oraz prawie całkowity brak wsparcia ze strony urzędów, które – ze swej definicji – powinny pełnić rolę usługową wobec obywateli i przedsiębiorców, to po dziś dzień coś, nad czym nie może przejść do porządku pan Jens. Jak mówi, w Niemczech, skąd pochodzi, rolą urzędników, pojmowaną bardzo poważnie, jest bowiem przede wszystkim wspieranie rozwoju zarówno poszczególnych (zwłaszcza małych, rodzinnych) firm, jak i całego regionu. W Polsce natomiast urzędy pełnią głównie rolę kontrolującą. Do tego dochodzi skomplikowane i nieprecyzyjne prawo.

Permakuluturowy ogród

Uprawy warzyw i ziół w Ekozagrodzie warte są wspomnienia nie tylko dlatego, że odgrywają rolę zwierzęcej spiżarni. W sporej części ogród pani Iwony przeznaczony jest do własnego użytku oraz ku uciesze gości, turystów i pewnej restauracji hotelowej w pobliskim Opolu. Od początku stosuje się tu zasady uprawy bez użycia środków chemicznych, opartej na bioróżnorodności i wiedzy na temat permakultury. W tym miejscu warto wyjaśnić, iż permakultura to pojęcie określające (oparte o etyczne zasady zrównoważonej ekologii) metody uprawy roślin, które wykorzystują naturalne mechanizmy występujące w przyrodzie i stosowane w tradycyjnym rolnictwie sprzed wieków. Wśród mechanizmów tych należy wymienić między innymi płodozmian (opierający się na wiedzy o tym, które rośliny i w jaki sposób wpływają na glebę, wzbogacając ją lub zubożając o określone składniki), czy też wzajemne oddziaływanie roślin (w tym chociażby ochronę przed szkodnikami). Dzięki temu, sadząc na przykład cebulę obok marchewki, lub pomidory z bazylią, można sprawić, iż uzyskają one naturalną odporność na choroby i pasożyty – bez stosowania żadnych chemicznych środków. Co więcej, metoda ta nie powoduje wyjaławiania gleby, co jest powszechne w przypadku dużych, monokulturowych upraw – nawet tych ekologicznych.

Jako, że ich gospodarstwo położone jest w pewnej odległości od innych zabudowań, w związku z czym nie było tam perspektyw na szybkie doprowadzenie gminnej kanalizacji, Państwo Frasek zbudowali przy swoim domu ekologiczną (a jakże!), zupełnie bezwonną oczyszczalnię ścieków. Jej konstrukcja jest prosta (betonowy osadnik, studzienka czyszcząca obsadzona jeziorową roślinnością i wypełniona korą, żwirem i piaskiem, mała pompa elektryczna oraz staw, do którego spływa oczyszczona już woda) i tania – jej zbudowanie kosztowało kilkanaście tysięcy złotych, a dodatkowo pozwoliło na obniżenie rachunków, gdyż wodę ze stawu wykorzystuje się do podlewania ogrodu. W swoim czasie pani Iwona z mężem próbowali swoim pomysłem (jako ekologiczną alternatywą dla klasycznej kanalizacji, nie zawsze opłacalnej – szczególnie w terenach wiejskich) zainteresować władze gminy jednak, niestety, bezskutecznie.

Edukacja ekologiczna

Ostatnią, ale bardzo ważną gałęzią działalności państwa Frasek jest eko-edukacja. W swoim gospodarstwie organizują oni liczne warsztaty i zajęcia dydaktyczne – przede wszystkim dla szkół. Są one oparte na filozofii nauki przez praktykę – metody dużo skuteczniejszej i pozwalającej na łatwiejsze zrozumienie i zapamiętanie niż czysto teoretyczne zajęcia, na które dzieci i młodzież zdane są w dużej mierze na co dzień. Większość zajęć organizowanych w Jabłoniowym Sadzie ma na celu przybliżenie i przyswojenie podstawowych zasad szeroko pojętej ekologii – całokształtu zagadnień związanych z życiem i gospodarowaniem w zgodzie z naturą.

Przeczytaj więcej na temat edukacji ekologicznej w Jabłoniowym Sadzie: Edukacja w gospodarstwie ekologicznym. Jak to robią w Jabłoniowym Sadzie

Chów świni mangalicy

Jak wspomniano wcześniej, w gospodarstwie hoduje się tez świnie mangalice. Pani Iwona była w zasadzie prekursorem chowu tej starodawnej rasy w Polsce. Więcej na ten temat piszemy w tekście
Świnia na pastwisku czyli jak wygląda chów świni mangalicy

Warto też wspomnieć, iż w Ekozagrodzie regularnie mieszkają i pracują wolontariusze z całego świata. Państwo Frasek należą do sieci WWOOF (ang. WorldWide Opportunities on Organic Farms), która kontaktuje ze sobą właścicieli ekologicznych gospodarstw w różnych krajach oraz chętnych do pracy na nich. Jak się okazuje, takich woluntariuszy jest bardzo dużo. Przyjeżdżają na kilka dni lub na kilka miesięcy; pomagają w pracach na gospodarstwie, mieszkają, zwiedzają region.

Tekst: Adam Turowiec | Zdjęcia: Maria Zubowicz

Brak postów do wyświetlenia