się od jednego ula i ciekawości, która przerodziła się w pasję. Dziś Lidia Moroń-Morawska prowadzi z mężem ekologiczną pasiekę, od lat zajmuje się pszczołami i szuka nowych sposobów na wykorzystanie miodu. Jest współautorką „Wielkiej Encyklopedii Pszczelarskiej”, jedną z bohaterek książki Marii Sikorskiej „Kobiety przyszłości. Te, które karmią świat”, a jej pomysły zostały docenione na arenie międzynarodowej. Rozmawiamy o ekologicznej pasiece, nowych pomysłach na miód i o tym, czego możemy się nauczyć od pszczelej rodziny.
Pszczoły uczą pokory
Jest 2009 rok. Poznajesz Mateusza, dziś Twojego męża, którego fascynują pszczoły. Co sprawiło, że sama postanowiłaś wejść w ten świat?
Lidia Moroń-Morawska*: Na początku tylko pomagałam Mateuszowi. Umawialiśmy się przy ulach, rozmawialiśmy, poznawaliśmy się, a przy okazji coś mu podałam, coś przyniosłam. W pewnym momencie stwierdziłam jednak, że nudno jest być tylko „chłopcem na posyłki”. Chciałam mieć własny ul, więc poprosiłam Mateusza, żeby dał mi jedną rodzinę pszczelą, którą będę prowadziła sama. I wsiąknęłam w ten temat bez reszty.
Byłam odpowiedzialna za swoją rodzinę od początku do końca. Musiałam oceniać jej kondycję, obserwować czerw, pilnować zapasów i reagować, kiedy coś zaczynało się dziać. Pojawiła się odpowiedzialność, a razem z nią ogromna satysfakcja.
Pszczela rodzina to znacznie więcej niż ul
Laikowi mogłoby się wydawać, że ul wymaga jedynie zaglądania do środka.
Nic bardziej mylnego. Nie wystarczy też pracować w pasiece, trzeba też wiedzieć i rozumieć, co się w niej dzieje i dlaczego. To niezwykle fascynujące, bo fascynujący jest pszczeli świat. Na mnie do dziś wrażenie robi składanie jaj przez matkę pszczelą, mimo że wiedziałam to setki razy.
Opowiesz o tym?
Matka pszczela w szczycie sezonu składa ok. dwóch tysięcy jaj w ciągu doby. Co jeszcze bardziej niesamowite, ich łączna masa może przekraczać masę jej własnego ciała. Kiedy człowiek próbuje przełożyć to na skalę innych organizmów, brzmi to wręcz absurdalnie. Wyobraźmy sobie kurę, która codziennie składa 35 jajek lub kobietę która codziennie rodzi dziecko. Organizm pracujący z taką wydajnością metaboliczną właściwie nie mieści się w naszej wyobraźni.
Co więcej, matka nie składa tych jaj przypadkowo. Porusza się po plastrze, sprawdza komórki i składa do nich pojedyncze jaja. Robotnice cały czas się nią opiekują i karmią ją, bo bez takiego zaplecza nie byłaby w stanie funkcjonować z taką intensywnością.
Cała rodzina pszczela funkcjonuje jak jeden organizm. Pojedyncza pszczoła ma ograniczone możliwości, ale kilkadziesiąt tysięcy osobników razem potrafi regulować temperaturę gniazda, reagować na zagrożenia, gromadzić zapasy i wychowywać kolejne pokolenia. W jednej rodzinie pszczelej jest tyle biologicznych fenomenów, że można poświęcić im całe życie i nadal mieć poczucie, że dopiero zaczynamy je poznawać.
Czy to dlatego zdecydowaliście się z mężem napisać „Wielką Encyklopedię Pszczelarską”?
Chcieliśmy pokazać ten świat innym. Zależało nam przede wszystkim na tym, żeby nie tworzyć książki wyłącznie dla zawodowców. Pisaliśmy więc możliwie prostym językiem i tłumaczyliśmy zachowania pszczół w taki sposób, żeby zrozumiała je także osoba, która dopiero zaczyna swoją przygodę z ulem. To, co dla doświadczonego pszczelarza jest podstawą, dla kogoś, kto dopiero poznaje ten świat, może być fascynującym odkryciem.
O pszczołach wiem niewiele. Co znajdę w Waszej książce, a co mogłoby mnie zaskoczyć?
Zakładam, że skoro z pszczelarstwem nie masz do czynienia, nie wiesz, że truteń, czyli samiec pszczoły, rozwija się z niezapłodnionego jaja. Dlatego nie ma ojca, ale ma dziadka. To zupełnie inny system determinowania płci niż ten, który znamy u ludzi.
Fascynujący jest też sposób komunikacji pszczół. Pszczoła, która znalazła dobre źródło pokarmu, może poprzez taniec przekazać innym robotnicom informacje o kierunku i odległości, w jakiej znajduje się pożytek. A mówimy o owadzie z maleńkim mózgiem, który przekazuje swojej społeczności bardzo konkretne informacje przestrzenne.

Jak wygląda prowadzenie ekologicznej pasieki?
Wasza pasieka była pierwszą, która w Małopolsce uzyskała certyfikat ekologiczny. Jakie zasady w niej obowiązują?
Żeby pasieka mogła otrzymać certyfikat ekologiczny, musi najpierw przejść okres konwersji i spełnić określone wymagania. Dotyczą one m.in. jej lokalizacji, materiałów używanych do budowy uli, żywienia pszczół i leczenia.
W pobliżu pasieki powinny znajdować się głównie uprawy ekologiczne, lasy i naturalna roślinność. Ule muszą być wykonane z drewna. Zimą pszczoły pozostawia się na ekologicznym miodzie, bez dokarmiania cukrem. Ograniczone są także środki stosowane przy leczeniu, zwłaszcza warrozy, co stanowi dla nas największe wyzwanie.
Dlaczego?
Warroza, czyli pasożytniczy roztocz Varroa destructor, jest dziś jednym z największych problemów właściwie każdej pasieki – ekologicznej i konwencjonalnej. Różnica polega na tym, jakimi narzędziami możemy z nim walczyć.
W pasiece ekologicznej korzystamy m.in. z kwasu mrówkowego, szczawiowego czy substancji takich jak tymol i eukaliptol, a także z metod biotechnicznych, np. wycinania ramek pracy czy okresowej izolacji matek. I tu pojawiają się schody, bo te metody wymagają bardzo dobrej znajomości biologii pszczoły, cyklu rozwojowego warrozy i dużej precyzji. Nie wystarczy zastosować kwas. Trzeba wiedzieć, w jakiej dawce, przy jakiej temperaturze, w którym momencie sezonu, w jakim stanie jest rodzina i ile jest czerwiu.
Ten sam zabieg wykonany prawidłowo może być skuteczny, a przeprowadzony w niewłaściwych warunkach może nie dać oczekiwanego rezultatu. Ważne jest także monitorowanie osypu warrozy po zastosowaniu środków leczniczych.
W pszczelarstwie konwencjonalnym, jak rozumiem, jest łatwiej.
Tak, pasieka ekologiczna nie wybacza chodzenia na skróty. Trzeba systematycznie kontrolować rodziny, prowadzić dokumentację, planować zabiegi i przestrzegać dobrej praktyki pszczelarskiej. Dochodzą do tego wymagania dotyczące lokalizacji pasieki, pochodzenia węzy, sposobu prowadzenia rodzin czy używanych materiałów. Jest również sporo dodatkowej dokumentacji i coroczne kontrole. Jednocześnie mam bardzo dobre doświadczenia z jednostką certyfikującą, z którą współpracuję. Kiedy mam wątpliwości, dostaję konkretną odpowiedź, a informacje o zmianach w przepisach są przekazywane w sposób, który pozwala szybko się z nimi zapoznać. Dla mnie kontrola nie jest więc czymś, czego się boję.
Skoro mam okazję rozmawiać z kimś tak doświadczonym, poproszę o wytłumaczenie zasady 3 km. Na papierze brzmi prosto, ale przecież pszczoła nie zna granic działki.
Zasada brzmi, że w promieniu do 3 km od pasieki mogą znajdować się jedynie uprawy ekologiczne, dzika roślinność, lasy lub uprawy prowadzone z wykorzystaniem metod o słabym stopniu oddziaływania na środowisko. Nie chodzi jednak o to, żeby w tym promieniu nie mogła się znajdować żadna konwencjonalna uprawa. Istotne jest to, jakie rośliny są dla pszczół źródłem nektaru i pyłku, i czy sposób ich uprawy może zagrozić ekologicznej jakości produktów pszczelich.
Zgaduję, że największym problemem jest rzepak.
Dla mnie tak. To bardzo atrakcyjny pożytek dla pszczół, więc trudno założyć, że będą omijały duże kwitnące pole. Stąd też w czasie kwitnienia rzepaku wywożę rodziny ekologiczne w Beskid Niski, gdzie mam stanowisko spełniające wymagania dla pasieki ekologicznej. Po zakończeniu kwitnienia rzepaku mogę przewieźć je w inne miejsce, bardziej zróżnicowane pod względem pożytkowym niż lasy jodłowe Beskidu Niskiego.
To na pszczelarzu spoczywa więc odpowiedzialność za wybór stanowiska. Pszczole przecież nie da się powiedzieć: „do tego pola możesz lecieć, a do tamtego nie”. To my musimy tak ustawić pasiekę i tak zarządzać jej wędrówkami w sezonie, żeby ograniczyć ryzyko. Trzeba patrzeć na okolicę oczami pszczoły.
Prowadzenie pasieki ekologicznej wiąże się z określonymi wymaganiami dotyczącymi lokalizacji, żywienia i leczenia pszczół.
„Innowacji szukam w miodzie, nie w ulu”
Znalazłaś się w piątce finalistek Nagrody Innowacji COPA-COGECA 2025, jesteś też bohaterką książki Marii Sikorskiej „Kobiety przyszłości. Te, które karmią świat”. Nie zatrzymałaś się wyłącznie na prowadzeniu pasieki. Od początku chciałaś iść drogą innowacji?
Praca z pszczołami nauczyła mnie, że wszystko zaczyna się od pytań. Najpierw chciałam lepiej zrozumieć pszczoły, później nauczyć się prowadzić pasiekę ekologiczną. Z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy z miodem można zrobić coś więcej. Interesuje mnie przede wszystkim łączenie tradycyjnego produktu z nowoczesnym przetwórstwem. Nie chcę natomiast na siłę ulepszać ula. Pszczoły przez miliony lat wypracowały własne mechanizmy funkcjonowania. Naszą rolą jest je dobrze rozumieć i mądrze wspierać.
Pszczelarstwo ma w sobie coś, co wciąga bez reszty. Człowiek może uczyć się przez całe życie i wciąż odkrywać coś nowego. Można mieć za sobą tysiące godzin spędzonych przy ulach, a pszczoły i tak potrafią zaskoczyć. Chyba właśnie to lubię w nich najbardziej, że zawsze jest jeszcze coś do poznania.
Dziękuję za rozmowę.
*Lidia Moroń-Morawska – pszczelarka, innowatorka i współwłaścicielka Pasieki Morawskich. Jako pierwsza w Małopolsce i jedna z pierwszych w Polsce uzyskała certyfikat ekologiczny dla prowadzonej pasieki, wyznaczając nowe standardy w krajowym pszczelarstwie. Zdobywczyni tytułu Najbardziej Innowacyjnej Rolniczki w Polsce, finalistka europejskiej nagrody Innovation Award for Women Farmers organizowanej przez Copa-Cogeca, współautorka „Wielkiej encyklopedii pszczelarstwa” oraz propagatorka rozwiązań łączących ochronę przyrody z nowoczesnym rolnictwem.




