Czas na wakacyjny… cyber-detoks?!

Czy zdarza ci się zerkać ok. stu razy w ciągu dnia na komórkę, smartfona czy tablet w oczekiwaniu na maile, posty, linki lub inne „ćwierknięcia”? Jeżeli tak, to można zakładać, że potrzeba twojemu organizmowi, a przede wszystkim twojej psychice, pewnej formy detoksu!

Nie da się ukryć, że żyjemy w ciągłym stresie i pod presją bycia zawsze i wszędzie osiągalnym poprzez mobilne urządzenia. Otacza, czy może wręcz osacza, nas wszechogarniająca mobilność i przepływy, które odnoszą się zarówno do ruchu osób, towarów, idei, ale też usług i przede wszystkim informacji. O tym fakcie pisał już 15 lat temu brytyjski socjolog John Urry w książce „Socjologia mobilności”.

Zdecydowanie zdaję sobie sprawę, że nie jesteśmy już w stanie „myszką” zawrócić powodzi cyfrowych informacji, ale przerażającym jest fakt, że mamy ogromne problemy z koncentracją. Otóż zmniejszyła się ona na przestrzeni ostatnich 15 lat z poziomu 12 do 8 sekund! Cóż więc począć, by choć na moment oczyścić się z tych „cyfrowych złogów” zalegających w naszej świadomości?

Facebook nasz codzienny

Jak wykazują badania (Young Travel Kompass 2015), praktycznie wszystkie osoby (w wieku poniżej 26 lat) w Niemczech korzystają na co dzień z internetu (95%), a 9 na 10 badanych posiada smartfony. Za staromodne uważa się już komunikowanie przy pomocy SMS-ów (49%). Na topie jest aktywna, czyli codzienna, obecność na Facebooku (84%). Co 4. młody użytkownik dzieli się tam wakacyjnymi wrażeniami. Z kolei aż 75% niemieckich turystów w wieku do 29 lat oraz 55% tych między 30.-49. rokiem życia nie rozstaje się z mobilnymi urządzeniami w czasie urlopu (czasemzabierają kilka urządzeń!).

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Cyfrowe uzależnienie

Mimo że deklarujemy – szczególnie przed wyjazdem na urlop – odcięcie się od dostępu do internetu, to zdecydowanie trudno przychodzi nam realnie uwolnić się z więzów tej cyfrowej pajęczyny. Wskutek nieustannego atakowania nas informacjami i bycia w permanentnym stanie gotowości
nabieramy reakcji podobnych do nikotynowych lub alkoholowych nałogowców. Oznakami naszego
uzależnienia jest stan paniki i podenerwowania w sytuacji braku zasięgu i tym samym niemożność bycia online (bo przecież coś przez ten czas nam umknie ważnego i istotnego).

Czas na detoks?!

Jedna z niemieckich firm szkoleniowo-doradczych organizuje oczyszczające obozy z uzależnienia od potrzeby stałego bycia online. Właścicielka sama przyznaje się do wcześniejszego cyber-uzależnienia. Celem treningów komunikacyjnych w trakcie warsztatów jest redukcja cyfrowego stresu wynikającego z np. nieumiejętności komunikowania się w inny sposób jak poprzez komunikatory i wszelkiej maści mobilne urządzenia.

Takie obozy terapeutyczne pozwalają uczestnikom zorientować się i uzmysłowić stopień uzależnienia od smartfona oraz poziom niedoszacowania dobowego czasu przeznaczanego na bycie online i penetrowania sieci. Z analiz firmy wynika, że młodzi Niemcy (14-19 lat) potrafią przeznaczyć do 5 godzin na korzystanie ze smartfona (wyłączając z tego funkcje przypisane telefonom komórkowym!). By oczyszczenie w trakcie warsztatów i treningów odniosło  zakładany skutek, organizuje się je np. w… klasztorach lub w szałasach umieszczonych pośród konarów drzew! Znaczącą część warsztatów poświęca się na wspólne spędzanie czasu (rozmowy, nocne wędrówki połączone z kąpielą w świetle księżyca w jeziorze), gotowanie (również w wersji wegańskiej), medytacje i ćwiczenia jogi. Detoks trwa tydzień i przez ten czas nie mamy dostępu do sieci (Nie ma zmiłuj! Mobilne urządzenia deponuje się na czas trwania cyber-abstynencji). Zero wizyt na profilach na Instagramie, Facebooku, Twitterze czy też korzystania z WhatsApp!

Hotel wolny od wi-fi?

Odtrucie może mieć też inną formę, np. pobyt w hotelu i dobrowolne zdeponowanie wszystkich swoich mobilnych gadżetów. Podczas pobytu w hotelu (np. Westin w Paryżu i Dublinie) można oddać na noc swe mobilne urządzenia w recepcji, w zamian za co w pokoju czekać będzie bogaty zestaw czasopism oraz mapa z propozycjami spacerów w okolicznych parkach.

Internetowy sen…

O krok dalej poszła grupa hotelów z austriackiej Styrii (słynącej m.in. ze znakomitego oleju dyniowego), gdzie z inicjatywy tamtejszej organizacji zajmującej się promocją turystyczną przekonano 12 obiektów hotelowych do zaoferowania…. braku dostępu do internetu (!). W pokojach nie uświadczy się także radia, telewizora, jak i telefonu. Pierwotnie (zima 2012 r.) oferta prezentowana
była jako „ internetowy sen zimowy”. Od 2015 r. oferta funkcjonuje już w tych obiektach przez cały rok. Założeniem jest wyrobienie dobrowolnego nawyku do powrotu do prawdziwego wypoczynku, a nie karanie gości, którzy ukradkiem korzystaliby z komórek. Przykładowo w Rogner Bad Blumau (www.blumau.com) w wydzielonych pokojach nie ma dostępu do prądu (oświetlenie przy pomocy świec), a gniazdka są zaślepione. W restauracji czy też lobby zapewniony jest dostęp do prądu i nikt nie robi problemu z korzystania w tym miejscu z mobilnych urządzeń – zakłada się jednak, że klient świadomie wybiera opcję pobytu bycia nie online, tylko offline!

Inne rozwiązanie zastosowano w Allgäu w Hubertus Alpin Lodge & Spa (www.hotel-hubertus.de) w Balderschwang. Tam po prostu wykorzystano sytuację słabego zasięgu sieci i zasugerowano klientom, by na czas pobytu zrezygnowali w ogóle z korzystania z dostępu do internetu. W zamian oferuje się im zestaw górskich (lokalnych!) serów lub możliwość uczestniczenia w zajęciach z jogi.

Planszówka zamiast smartfona?

Z kolei w Renaissance Hotel w Pittsburghu (USA) na życzenie gości (składane przed przyjazdem) telefon oraz odbiornik TV zastąpione zostaną grami (karciane i planszówki).

PS. Niech ktoś zgadnie, ile razy w trakcie pisania tego tekstu zaglądałem na pocztę mailową! Zdecydowanie muszę się poddać cyber-odtruciu!!!

Piotr Geise

Brak postów do wyświetlenia