Internet zajrzał nam w każdy skrawek naszego życia [wywiad]

blank

Przez Internet rozmawiamy, robimy zakupy, oglądamy filmy i seriale, słuchamy muzyki i płacimy rachunki. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu informacji i nie dostawaliśmy tylu wiadomości. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tylu znajomych, którzy nas o czymś informują, pytają, dzielą się z nami swoim życiem. Granice intymności przesuwają się codziennie – stwierdza Agnieszka Krzyżanowska w swojej książce „Kierunek: offline. Jak znaleźć cyfrową równowagę i zrozumieć e-dzieciństwo swojego dziecka?” Z autorką rozmawiamy na temat wirtualnego świata i jego dominacji w naszym życiu.

Po lekturze Twojej książki zastanawiam się, czy my jeszcze potrafimy mądrze korzystać z internetu.

Agnieszka Krzyżanowska*: Potrafimy, ale pod jednym istotnym warunkiem – o ile internet pozostaje narzędziem mającym ułatwiać nam życie. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy to my stajemy się narzędziem w rękach Internetu. Pamiętajmy bowiem, że za tym ogólnym pojęciem stoją ludzie, którzy stworzyli media społecznościowe, sklepy internetowe, etc. Niebezpiecznie robi się również wtedy, kiedy korzystanie z Internetu staje się zastępstwem realnych relacji i związanych z tym emocji.

blank
Agnieszka Krzyżanowska, archiwum prywatne

Mnie osobiście Twoja książka przeraziła. Dała też do myślenia. Zrobiłam rachunek sumienia: stanowczo za dużo czasu jestem online.

Nie chciałam nikogo przerażać, chociaż przyznaję, że zbierając materiały do książki zdałam sobie sprawę, jak niewiele wiem i jak duży mamy problem. Dobrze nie jest, mówiąc eufemistycznie, ale nie wynika to z naszej ignorancji czy braku świadomości, a z tempa zmian, z którymi mamy do czynienia. Żyjemy w świecie, w którym praktycznie nie jest możliwe funkcjonowanie bez internetu. Lock down dodatkowo tę jego pozycję wzmocnił – home office, home school, nasze życie i kontakty z innymi w tym czasie nie byłyby możliwe bez połączenia światłowodowego. Logujemy się tak często, bo internet zajrzał nam w każdy skrawek naszego życia. Skutecznie i łatwo może go zastąpić. Rozrywkę zapewniają media społecznościowe, dziennik telewizyjny zastąpiło wydanie internetowe gazet, a spotkanie z przyjaciółką jest możliwe dzięki funkcji FaceTime w telefonie. Humor w gorszy dzień poprawią nam seriale z Netflixa. To wszystko jest łatwe i nie wymaga wysiłku.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Teoretycznie skoro jest łatwiejsze, to powinno być też lepsze.

Nic bardziej mylnego. Tutaj to nie działa. Nic nie zastąpi prawdziwych relacji na żywo. Człowiek to istota społeczna. Rozwijamy się dzięki interakcjom, kontaktom z innymi. To niesamowicie ważne przede wszystkim dla dzieci, których mózgi „rosną” przez kilkanaście lat. Internet, jakkolwiek wspaniały, wzrostu tego nie wspiera, wręcz przeciwnie.

Trzylatek potrafi już odblokować telefon i włączyć sobie bajkę na YT, mimo że nie potrafi czytać. Nasze dzieci wychowują się w świecie nowoczesnych technologii. Jak nauczyć je mądrze z nich korzystać?

Zaczynając od siebie. To my, dorośli, jesteśmy odpowiedzialni za to, w jaki sposób nasze dzieci korzystają z internetu. Jeśli nam jest trudno i czujemy się zaniepokojeni nie mając telefonu w kieszeni, to jak trudne jest to dla małego człowieka, który nie ma dojrzałości emocjonalnej? To jest zadanie dorosłych ustalić zasady i ramy, w jakich dziecko porusza się, serfując w sieci.

A gdyby tak pójść w drugą stronę i całkowicie odciąć dziecko od komórki czy komputera? Wyjdzie mu o na dobre?

Powinnaś inaczej sformułować to pytanie. Czy w ogóle możliwe jest wychowanie dziecka bez nowoczesnych technologii? Moim zdaniem współcześnie to niemożliwe. Ale mimo wszystko nie demonizowałabym internetu. To jest ciągle narzędzie. Dojrzała i rozważna umiejętność korzystania z niego to wspaniałe możliwości poszerzania wiedzy, otwierania się na świat. Jestem za stawianiem granic i ustalaniem zasad. Wszystkim nam to wyjdzie na dobre.

Ale powinniśmy zacząć od siebie. Na swoim przykładzie stwierdzam, że trudno jest rozstać się z komórką.

Trudno. To budowanie nawyku stawiania sobie granic w użytkowaniu dostępu do sieci. Telefon jest tak blisko nas, że przestaliśmy liczyć, jak często po niego sięgamy. To niekontrolowane przyzwyczajenie.

W swojej książce przytaczasz wiele liczb, które obrazują skalę problemu. Czytamy: Rozpoznawalny na całym świecie symbol niebieskiej dłoni z uniesionym w górę kciukiem codzienne klikany jest 22 miliardy razy.  I dalej: Badania pokazują, że w 2015 roku było 280 milionów ludzi uzależnionych od smartfonów. A oto wisienka na torcie:  Przeciętnie sprawdzamy telefon 150 do 200 razy dziennie. Jak zatem możemy sobie pomóc?

Wprowadzać przestrzeń bez telefonu. Popołudnie, może całą sobotę. Nie zabierać ze sobą telefonu wszędzie. Nawet jeśli z niego nie korzystamy, ale jest w zasięgu naszego wzroku, nasza uwaga jest rozproszona. Przyznaję, że ja też się dyscyplinuję. Kiedy rozmawiam z dziećmi zawsze odkładam telefon. Kiedy wychodzimy gdzieś całą rodziną, nie zabieram go ze sobą. Mam wyłączone wszystkie powiadomienia. To drobiazgi, ale istotne, bo sprowadzają nas do tu I teraz naszej codzienności. To jest nasze życie. Nie to w internecie.

*Agnieszka Krzyżanowska – autorka bestsellerów „Prosto i uważnie na co dzień” oraz „Żyj po swojemu”. Jej ostatnio wydaną książką jest „Kierunek: offline. Jak znaleźć cyfrową równowagę i zrozumieć e-dzieciństwo swojego dziecka? Pisze bloga „Agnes on the Cloud”, ma doktorat z filozofii.

Brak postów do wyświetlenia