BetterLand. Tak realizują się marzenia [reportaż]

Małgorzata i Paweł Polochowie, właściciele drogerii ekologicznej Batterland.

Wilkowice to „wielkopolska Dolina Krzemowa”. W niewielkiej wsi w pobliżu Leszna jest wiele firm, których produkty znaleźć można na całym świecie. Nie czuje się tu jednak oddechu konkurencji. Atmosfera jest przyjazna, wręcz sielska. Tak też jest w BetterLandzie, największej w Polsce drogerii ekologicznej, która właśnie ma tu swoją siedzibę. Prowadzą ją Małgorzata i Paweł Polochowie – ludzie z pasją, ekolodzy, pedagodzy. Jak się czują we wspólnym biznesie i skąd pomysł na jego prowadzenie? Poznajcie ich historię.

Jest rok 2009. Gosia i Paweł, młode małżeństwo z Leszna, szuka pomysłu na swoją przyszłość. On na pełen etat pracuje w korporacji, ona – łączy pracę zawodową z nauką. Są zmęczeni codziennością, ale mają marzenie, do którego dążą: chcą założyć własną firmę bliską wyznawanym przez siebie wartościom. Szukają niszy i… nie wierzą w przypadki.

Pomysł na biznes podsunęło życie. Gosia zwierzyła się Pawłowi, że od jakiegoś czasu jest aktywna na forum, na którym rozmawia się o wielorazowych podpaskach. Opowiada mężowi, że kobiety szyją je i sprzedają.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Paweł zapytał mnie, czy trudno jest taką podpaskę kupić. Opowiedziałam mu więc, że na taki produkt trzeba czasem czekać tygodniami, bo kobiety szyją podpaski w małych ilościach i sprzedają je temu, kto zgłosi się pierwszy. Po chwili zastanowienia powiedział, że to my musimy je sprzedawać i to stanowić będzie punkt wyjścia dla naszego biznesu

– mówi Małgorzata Jackowska-Poloch.

I tak się zaczęło. Małżeństwo stworzyło sklep internetowy z podpaskami wielorazowymi, gdzie z czasem do wielorazowych środków higienicznych dla kobiet dołączyły ekologiczne płyny do prania, płyny do higieny intymnej, później produkty kosmetyczne dla dzieci. Gosia i Paweł nie od razu zrezygnowali z etatów. Przez 3 lata sklep z podpaskami wielorazowymi był ich hobby.

Na początku sama pakowałam paczki i codziennie razem z dzieckiem w wózku chodziłam na pocztę, by nadać 2–3 przesyłki. Dziś nie byłabym w stanie udźwignąć jednodniowego zamówienia

– mówi Małgorzata Jackowska-Poloch.

Po latach Gosia wyznała Pawłowi, że żałowała tej chwili szczerości i tego, że podsunęła mu pomysł ze sprzedażą podpasek wielorazowych. Bardzo bała się porażki. Na rozpoczęcie działalności młode małżeństwo przeznaczyło wszystkie swoje oszczędności. Mimo to oboje nie tracili nadziei. Ciężko pracowali, rozmawiali z klientami, doświadczali i każdego dnia uczyli się czegoś nowego. Paweł definitywnie rozstał się z pracą w korporacji. Zanim jednak rozwinął Betterland, po drodze stworzył szkołę demokratyczną, która funkcjonuje do dziś.

Tu klient ma głos…

Ale to w drogerię ekologiczną Gosia i Paweł włożyli całe swoje serce. Z roku na rok Betterland rosół w siłę. Małżeństwo z czasem zamieniło pokój w mieszkaniu na osobny budynek, w którym mieści się siedziba firmy.

Mamy biura, mamy magazyn. Zatrudniamy…. ludzi, ale nasz zespół do końca roku na pewno się jeszcze powiększy. I choć nasza firma jest już naprawdę duża, nadal jest nie tylko biznesem, ale i pasją. Może to właśnie dlatego za bardzo się w tej pracy nie męczymy? Choć przyznam, że są dni, kiedy najchętniej skupiłbym się wyłącznie na pakowaniu paczek i wprowadzaniu na rynek nowych produktów, bo nadal sprawia mi to przyjemność, wyłączając się przy tym na natłok płynących do nas informacji

– przyznaje Paweł Poloch.

Trudno jednak uwierzyć w to, że Paweł mógłby odciąć się od rozmów z ludźmi. W jego firmie to klienci grają pierwsze skrzypce. Zwracają się po pomoc i ją otrzymują.

Nadal nie wykasowałem ze strony internetowej swojego numeru. I, owszem, ma to swoje minusy, bo telefon nieustannie dzwoni, ale nie potrafię go zignorować. Być może po drugiej stronie jest zrozpaczona matka, której dziecko ma bardzo suchą skórę i zawiodły już wszystkie dotychczas stosowane specyfiki? A może dzwoni ktoś, kogo problemem jest zaawansowana łuszczyca i jest już bezsilny wobec swojego problemu? Staramy się pomagać takim osobom

– mówi.

Olejki eteryczne a naturalne środki czyszczące

To właśnie dlatego BetterLand może dziś pochwalić się największą ilością przedstawicieli handlowych, mimo że w rzeczywistości żaden z nich nie jest zatrudniony w firmie na etat. Gosi i Pawłowi udało się jednak stworzyć prawdziwą ekologiczną społeczność. Choć czasu mają bardzo mało, nie zamykają się na ludzi i ich problemy. Doradzają, pomagają, ale też nieustannie się czegoś dowiadują.

O wielu produktach, które dziś u siebie sprzedajemy, dowiedzieliśmy się od naszych klientów. Słuchamy ich i staramy się odpowiadać na ich potrzeby. Ludzie są dla nas skarbnicą wiedzy

– przyznaje Małgorzata Jackowska-Poloch.

W drogerii ekologicznej Betterland zatrudnionych jest blisko 30 osób.

Trzy filary

Paweł zawsze marzył o stworzeniu firmy, chciał jednak czegoś więcej. Kilka lat temu na kartce papieru, którą zresztą małżeństwo schowało na pamiątkę, Paweł narysował trzy filary, na których ma opierać się jego biznes. Pierwszym była sprzedaż produktów ekologicznych klientom detalicznym, drugim – hurt, trzecim – fundacja, która dziś nabiera kształtów i przechodzi ze sfery planów do realizacji.

Ale pomaganie Gosia i Paweł mają we krwi. Każdy, kto się do nich zgłosi, otrzyma pomoc. Firmy i instytucje wiedzą, że Polochowie zawsze wspomogą ich działania.

Niemożliwe nie istnieje

Od początku swojej działalności firma BetterLand, mimo iż prowadzi sprzedaż wysyłkową, nie kupiła ani jednego kartonu. Wszystkie pudełka i wypełnienia pochodzą z odzysku. Gosia i Paweł zaangażowani są w propagowanie idei zero waste całym sercem. I to nie chwilowa moda czy podążanie za obecnymi trendami, bo jednym z powodów, dla których zainwestowali w sprzedaż podpasek wielorazowych, była chęć ograniczenia ilości generowanych odpadów. Ale idą też o krok dalej i prowadzą do zmian. Dla nich niemożliwe nie istnieje. To między innymi pod ich wpływem włoska marka Anthyllis zdecydowała się wprowadzić na rynek linię produktów w szkle dla dzieci, które swoją premierę miały podczas tegorocznych targów Biofach w Norymberdze.

Gdy coś nam w codziennym życiu zaczyna przeszkadzać, szukamy zamienników. Powoli eliminujemy z naszego otoczenia produkty plastikowe i szukamy dla nich alternatyw. Gdy nasza córka poszła do szkoły, potrzebowała czegoś, w czym będzie mogła przechowywać kanapki. Worki foliowe nie wchodziły w grę, papier się rozpadał. Znalazłam jednak kompostowalne torebki śniadaniowe, które sprawdziły się rewelacyjnie. Córka jest zadowolona, a my dodaliśmy do naszego asortymentu nowy produkt (śmiech)

– przyznaje Małgorzata Jackowska-Poloch.

Klienci BetterLand sami też angażują się w ideę zero waste. Każdy może oddać firmie kartony i wypełnienia (koszt wysyłki ponosi firma). Kiedyś taką akcję organizowano w okresie Bożego Narodzenia, dziś trwa cały rok.

Dostaliśmy kiedyś wielki karton, w którym zapakowanych było mnóstwo kopert z wypełnieniem bąbelkowym. Jedna z naszych klientek, urzędniczka, zadała sobie trud, pousuwała z każdej koperty adresy i tak przygotowane wysłała nam, byśmy mogli ponownie je wykorzystać

– wspomina Małgorzata Jackowska-Poloch.

Małgorzata i Paweł w rozmowie z Karolem Przybylakiem, wydawcą Biokuriera.

Są i trudne sytuacje. Klienci bywają zdenerwowani, wtedy dzwonią do firmy i w bardzo emocjonalny sposób wyrażają swoje negatywne emocje. Paweł nigdy się na to nie godzi. Szanuje ludzi i tego samego wymaga od innych.

Kiedyś zadzwoniła pewna kobieta z pretensjami i nakrzyczała na naszą pracownicę będącą w ciąży, która bardzo się przejęła całą sytuacją. Paweł nie zbagatelizował tego. Zadzwonił do klientki i powiedział jej, że jej zachowanie jest niedopuszczalne i nie życzy sobie, by w taki sposób rozmawiała z jego pracownikami

– mówi Małgorzata Jackowska-Poloch.

Paweł jest wymagającym pracodawcą. Czasem kogoś zwolni, bo nie wytworzyła się „chemia” lub nie było zaufania, a ono jest dla Polochów najważniejsze.

Jak samodzielnie przygotować naturalne środki czystości?

Pomysły rodzą się podwójnie

Paweł i Gosia prowadzą biznes wspólnie. Każdy z nich ma swoje zadania, każdy odpowiedzialny jest za inną część przedsiębiorstwa.

Każdy z nas ma swoją wizję działania, ale korzyść z tego jest taka, że i pomysły rodzą się podwójnie. Są, oczywiście, napięcia i sytuacje stresowe. Zdarza się, że się kłócimy, ale przecież Paweł nie może mnie zwolnić (śmiech)

– przyznaje Małgorzata Jackowska-Poloch.

Uzupełniamy się. Uważam, że jeśli w coś się angażujesz, to doświadczasz wielu emocji. I tych pozytywnych, i tych negatywnych. Tak jest ze mną i Gosią. Są w naszym życiu łzy szczęścia i smutku. Jest złość i radość. Odnosimy sukcesy i ponosimy porażki. Ale bez nas nie byłoby Betterlandu. To, że jesteśmy razem, stanowi naszą ogromną przewagę

– podsumowuje Paweł Poloch.

Brak postów do wyświetlenia