Duże miasta nie są w stanie samodzielnie wyprodukować żywności potrzebnej wszystkim mieszkańcom. Miejskie rolnictwo nie zastąpi więc tradycyjnego rolnictwa ani sprawnie działających łańcuchów dostaw. Może jednak znacząco wzmacniać lokalny system żywnościowy na inne, równie istotne sposoby.
Po co są miejskie farmy?
Farmy miejskie, ogrody społeczne i inne formy produkcji żywności w mieście pomagają mieszkańcom lepiej rozumieć jej pochodzenie i sposób wytwarzania. Tworzą niezastąpioną przestrzeń zdobywania praktycznych umiejętności, współpracy i integracji. Mogą wspierać ochronę różnorodności biologicznej, regenerację gleby, retencję wody, obywatelskie zagospodarowanie terenów zielonych oraz przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu. To cenna siła, która przez lata była gorzej odbierana przez skojarzenia z socjalizmem.
W sytuacjach kryzysowych tak naprawdę znaczenie mają nie tylko nasze czy gminne zapasy, ale również lokalne zasoby, infrastruktura, wiedza mieszkańców oraz sieć współpracy pomiędzy samorządem, instytucjami publicznymi, organizacjami społecznymi i producentami żywności. Miejskie rolnictwo może być jednym z miejsc, w których takie kompetencje i relacje powinny być i są rozwijane.
Co ciekawe, inicjatywy związane z produkcją żywności w przestrzeniach miejskich mogą nawet zostać włączone do szerszej polityki miasta. Warto zdawać sobie sprawę, jakie konkretne funkcje mogą pełnić farmy miejskie i ogrody społeczne. Można wykorzystać je do edukacji mieszkańców, integracji społecznej, ochrony środowiska, a nawet budowania lokalnej odporności.
Należy przy tym zdawać sobie sprawę z ograniczeń. Istnieje bowiem granica między realnym potencjałem miejskiego rolnictwa, a nadmiernymi oczekiwaniami wobec niego. Samorządy, tak samo jak operator takiego projektu, powinny być świadome, jakie zasoby organizacyjne, lokalowe i partnerskie są potrzebne do prowadzenia miejskiej farmy. To jest właściwie zobowiązanie na lata. Warto pamiętać, że produkcja żywności w mieście obejmuje także ogrody przydomowe, działkowe, społeczne oraz te na obrzeżach – pozostałości gospodarstw rolnych, wchłoniętych w granice administracyjne przez wciąż rozrastające się miasto.
Czy miejska farma prowadzi do lokalnej odporności na kryzys żywnościowy?
Trudno mówić o pełnej odporności ale z pewnością warto uwzględniać miejskie rolnictwo w lokalnych strategiach i programach rozwoju ponieważ to jeden z obszarów, gdzie zyski, zwłaszcza niematerialne, znacznie przewyższają koszty.
Do rozmowy na ten temat temat należałoby zaprosić przedstawicieli:
- urzędów miast i gmin;
- wydziałów odpowiedzialnych za strategię, środowisko i klimat, zieleń miejską, edukację, politykę społeczną oraz zarządzanie kryzysowe;
- jednostek organizacyjnych samorządów;
- organizacji społecznych i lokalnych inicjatyw;
- naukowców, specjalistów i badaczy;
- praktyków ogrodnictwa i rolnictwa.
Lokalna polityka żywnościowa – o tym warto mówić
Miasta i gminy mogą wykorzystywać swoje istniejące kompetencje i zasoby do prowadzenia lokalnej polityki żywnościowej, która świadomie bierze pod uwagę nie tylko kryzys klimatyczny ale też odporność na inne ryzyka:
– Przykład ostatnich miesięcy, to wysokie koszty paliw, niezbędnych do produkcji i transportu żywności. Ważne jest, by rozważać alternatywne źródła świeżej żywności: wprost od rolnika lub z lokalnej uprawy.
– Epidemia samotności – wiele osób w miastach żyje w izolacji lub wykluczeniu. Sprzyja to nie tylko kryzysom psychicznym ale i pogorszeniu jakości życia ogółem. Tworzenie ogrodów społecznych i farm miejskich sprzyja włączaniu mieszkańców do aktywności na wielu poziomach mimo stanu zdrowia.
– Kryzys zdrowotny. Pogarszająca się dieta mieszkańców miast, zwłaszcza młodzieży, która w niepokojąco dużym stopniu składa się z wysoko przetworzonych produktów. Znakomicie, jeśli w mieście działają kooperatywy oraz inni zatwierdzeni dostawcy, którzy dostarczają darmowe owoce i warzywa do szkół podstawowych, jak w ramach unijnego projektu „Program dla szkół”. Można iść o krok dalej, by te produkty były ekologiczne i dostarczane z niezbyt dużej odległości.
– Susza. System żywnościowy nie istnieje bez wody. Podlewanie, pojenie, mycie, linie produkcyjne, przetwarzanie, przygotowanie do spożycia wymaga tego strategicznego zasobu. „Dlatego już na samym początku rozważań na temat własnego systemu żywnościowego dobrze jest wodę uwzględnić – jako medium szczególnej wartości, mogące stanowić wąskie gardło wielu procesów, szczególnie w sytuacjach kryzysowych.”
Zdrowa żywność z miasta?
Chyba każdy zgodzi się, że zasługujemy na dobrą, zdrową żywność. Uprawa ekologiczna na małej powierzchni jest dobrym rozwiązaniem nawet w miastach. To prawda, że miejskie uprawy narażone są na zanieczyszczenia pyłami, a gleba często bywa niezbadana albo niemożliwa do pełnej regeneracji. Można znaleźć rozwiązania:
– osłonięcie upraw wysokimi żywopłotami liściastymi i uprawy w szklarniach
– zbieranie deszczówki
– dokarmianie gleby pożytecznymi mikroorganizmami
– uprawa na grządkach podwyższonych
– zadbanie o płodozmian, zwłaszcza gdy ziemi uprawnej jest mało
– kompostowanie odpadów organicznych.
Mała przestrzeń nie oznacza małych inicjatyw, bo tworzy społeczeństwo obywatelskie. W każdym skromnym zakątku życie społeczne kwitnie w całej swej okazałości. Powód jest prosty, bo ogród nigdy nie jest tylko ziemią i roślinami — to miejsce, w którym można odkryć, kim naprawdę się jest i jak może wyglądać nasze życie. Uprawianie ziemi pozwala odkryć wolność, daje sprawczość i sporo niezależności. Jacek Naliwajek doradza, jak uzyskać duży plon z niewielkiej powierzchni upraw.
Dawny przykład z Wielkiej Brytanii – odporność godna podziwu
U progu II wojny światowej, gdy ludność cywilna Wielkiej Brytanii liczyła pięćdziesiąt milionów, kraj importował około pięćdziesięciu pięciu milionów ton żywności rocznie. Z tego powodu jedną z głównych strategii Niemców było atakowanie statków zmierzających do Wielkiej Brytanii. Znacząco ograniczało to brytyjski przemysł i w końcu miało zmusić naród do uległości poprzez głód.
Racjonowanie oficjalnie rozpoczęło się 8 stycznia 1940 roku i zostało wprowadzone, aby zapewnić sprawiedliwy podział żywności. Kartki żywnościowe wydawano każdej osobie i musiały być one stemplowane przez lokalnego sprzedawcę przy odbiorze towarów.
Jedynym artykułem spożywczym, który nie był racjonowany, były warzywa, a ludność zachęcano do uprawy własnych warzyw i owoców. Kampania „Kop dla Zwycięstwa” (Dig for Victory) rozpoczęła się w październiku 1939 roku i nawoływała mieszkańców do prowadzenia własnego ogródka działkowego. Trawniki i rabaty kwiatowe zamieniano w grządki warzywne. Kurczaki, króliki, kozy i świnie hodowano wówczas nawet w parkach miejskich i ogrodach. Powstała ogromna liczba działek – 30 000 w samym Londynie, z czego 600 w parkach królewskich. Nawet ogrody Pałacu Kensington przeznaczono pod uprawę kapusty.
Bilans produkcji żywności w Londynie
To dzięki zaangażowaniu milionów mieszkańców, przydomowe uprawy osiągnęły imponujące rezultaty:
| Statystyka | Przed wojną (1939) | W trakcie i pod koniec wojny |
| Liczba ogródków działkowych | ok. 815 tysięcy | ok. 1,4 – 1,7 miliona |
| Liczba ogrodów prywatnych | Minimalna (głównie trawniki) | ok. 5 milionów |
| Roczna produkcja żywności z ogródków | Śladowa | ponad 1–1,3 miliona ton warzyw |
| Zależność kraju od importu żywności | Ponad 70% | Zmniejszona o połowę |
Ogródki dostarczały świeżych warzyw bogatych w witaminy (głównie ziemniaków, marchwi, cebuli i kapusty), które nie podlegały oficjalnemu systemowi kartkowemu, ale były bardzo trudne do kupienia w sklepach. Paradoksalnie, mimo trwającej wojny, poprawił się wówczas stan zdrowia mieszkańców.
Odciążenie transportu morskiego: Każda tona wyhodowanej na miejscu marchewki zwalniała cenne miejsce na statkach handlowych, które dzięki temu mogły przewozić surowce niezbędne dla armii.
Kampania Dig for Victory nie zastąpiła profesjonalnego rolnictwa ani dostaw mąki czy mięsa na wyspy, ale stała się swego rodzaju poduszką bezpieczeństwa, która uchroniła Londyn przed kapitulacją z powodu braku pożywienia. Według Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego (RHS) pod koniec wojny w Wielkiej Brytanii istniało już prawie 1,4 miliona działek uprawnych, które wytworzyły aż 1,3 miliona ton produktów.
Współcześnie trzeba spojrzeć inaczej na pozycję rolników, także miejskich, w systemie żywnościowym doby kryzysów takich jak coraz częstsze susze, przymrozki, gradobicia i fale upałów, rosnące koszty energii i środków produkcji, niestabilność rynków, degradacja gleb. Bezpieczna i dostępna żywność powinna być uznana za coś więcej niż towar, to zasób strategiczny.
Źródła:
https://instytutgrunt.org/baza/czy-zywnosc-uprawiana-w-miecie-jest-bezpieczna/
https://merrynallingham.com/20th-century/rationing-in-the-second-world-war/
https://instytutgrunt.org/baza/pakt_mediolanski/
https://instytutgrunt.org/wp-content/uploads/2026/09/fakty-i-mity-o-bezpieczenstwie-zywnosciowym.pdf



