Festiwal Serów w Bra okiem polskiego serowara

„I my tam byliśmy miód i …. ser jedliśmy”, parafrazując polskiego wieszcza, tak można by opisać nasz wyjazd na Cheese Festiwal do Bra we Włoszech. A impreza to iście międzynarodowa, organizowana przez Sloow Food Italia. Mieliśmy to szczęście, że przechadzaliśmy się uliczkami tego ok 30-to tysięcznego miasteczka już w piątek 20 września, kiedy nas, degustujących, było jeszcze stosunkowo mało.

Zapowiedzi na sobotę i niedzielę były imponujące, media przekazywały informację iż do Bra zjedzie się blisko 200 000 (DWIEŚCIE TYSIĘCY !!!) chętnych by zasmakować w tym co oryginalne, niepowtarzalne i pochodzące od niewielkiego, często lokalnego wytwórcy. Media nie pomyliły się i w sobotę i w niedzielę musieliśmy się mocno nagimnastykować by móc podejść do interesujących nas stoisk.

Już pierwszy rekonesans pokazał rozmach i ogrom imprezy jaka odbywa się ok 60km na południe od Turynu. Ponad trzystu producentów serów! Miękkie, twarde, maziowe, dojrzewające, świeżutkie, jednomiesięczne, półroczne, roczne, a nawet półtora i dwuletnie, to tylko by nakreślić szeroką gamę serów jakie zaprezentowano, nie tylko do sprzedaży, ale również do degustacji, bo jak tu zakupić towar, który nam nie smakuje. Były takie, które można na świeżo, na kanapkę, z odrobiną soli, pomidorkiem, żurawiną, były takie, które bez odpowiedniego wina tylko drażnią kubki smakowe.

Arka zagrożonych serów

Bardzo interesującą inicjatywą było przygotowanie miejsca nazwanego „arką serów”, gdzie wyeksponowane zostały sery zagrożone wyginięciem. Organizatorzy niczym biblijny Noe zgromadzili sery, o których możliwość swobodnego produkowania ostatnio trzeba było stoczyć niejedną administracyjno-urzędową batalię. Pośród nich polski oscypek przywieziony przez Pana Wojciecha Komperdę.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Festiwal Serów w Bra. Polskie akcenty

Nie był to jedyny polski akcent w trakcie Cheese Festival. Niedaleko arki na wolnym powietrzu zaprezentowano kilkanaście zdjęciowych paneli pokazujących jak powstaje oscypek, od wypasu, przez udój, produkcję sera i jego wędzenie. Dzięki tym akcentom przy stoisku Pana Wojciecha ruch nie ustawał.

Cheese Festival to nie tylko sery, to również spotkania przy winie, do którego znakomita większość serów pasuje, to również spotkania przy piwie, bez którego nie polecali kosztować sera m.in. producenci serów z Austrii. Na blisko 30 stanowiskach można było rozkoszować się trunkami z małych browarów.

Bra to także szkolenia i warsztaty

Cheese Festival to również spotkania, warsztaty, wyjazdy terenowe, panele dyskusyjne. Nie sposób było uczestniczyć we wszystkim, ale oto kilka ciekawostek. M.in. ciekawym spotkaniem był panel o transparencji względem klienta, o tym jak ważne aktualnie jest przekonanie klienta do produktu zdrowego, ekologicznego, pochodzącego z niewielkiego gospodarstwa.

Opowieść o serze sposobem na przekonanie klientów…

Atutem powinna być tzw. ”etykieta narracyjna”, na której zawarte zostałyby szczegółowe informacje o produkcie. I tak o serze byłaby to informacja zawierająca niejako opowieść o stadzie, z którego pozyskiwane jest mleko, o pastwiskach, o ich areale, co ponadto spożywają zwierzęta przebywając w pomieszczeniach gospodarczych, jak następuje proces produkcji, dojrzewania i przechowywania… Przeciwstawiano tego typu przykładom tzw. unijne opakowania, na których oprócz wymaganych informacji o składzie, zawartości tłuszczów, białek i innych danych nie ma informacji skąd, z jakiego kraju, regionu produkt pochodzi…

Mleko “jak wino”

Podczas dyskusji padła propozycja by przy informacji o mleku posłużyć się przykładem win, które posiadają nazwy związane z regionem, odmianą winogron i by podobnie mleko sprzedawane w sklepach również posiadało informację skąd pochodzi. Innym panelem, w którym udało nam się uczestniczyć było spotkanie poświęcone mleku i temu jakie, surowe czy pasteryzowane, jest lepsze. Dyskusja toczyła się wokół sentencji wypowiedzianej przez jednego z uczestników iż użytkowanie mleka pasteryzowanego do dalszej produkcji całej gamy produktów mlecznych to takie „wskrzeszanie umarlaka”, któremu wybito całą armię bakterii, by potem podać mu sztuczne szczepy tychże samych… Niech żyje świeże i surowe mleko.

Muszę przyznać, że ciężko było mi sobie uświadomić, jak długa i żmudna droga jest do tego by mieć podobne lobby, wspierające lokalnych producentów w takiej sile, w Polsce.

Uniwersytet Nauk Gastronomicznych

Ciekawym, a jednocześnie odrobinę intrygującym, był wyjazd do Pollenzo, gdzie w starym zamku mieści się prywatny prowadzony przez Slow Food Italia Uniwersytet Nauk Gastronomicznych, na który składają się nowocześnie wyremontowane i wkomponowane w historyczne otoczenie sale wykładowe, biblioteka, kantyna, w której gotują mistrzowie kuchni z całego świata, a tygodniowy grafik w postaci wielkiego plakatu przykuwa uwagę przy wejściu. Piwnica to istna arka Noego, tym razem dla ginących win regionalnych z całej Italii, których butelki przechowywane są pieczołowicie w podziemiach kompleksu uniwersyteckiego. Przeszkodą w staniu się studentem może być czesne na poziomie 30.000 euro, ale nie dla Amerykanów, dla których to nie tak wielka kwota w porównaniu do tego ile muszą płacić u siebie, choć jak podkreślał nasz przewodnik istnieje cały system stypendium i zapomóg. I w tym tli się iskierka nadziei, iż wkrótce na slowfood’owym uniwerku będą gremialnie studiować obywatele z Europy centralnej i Wschodniej.

W przeciągu czterech dni nie skosztowaliśmy wszystkich serów, już po kilkunastu kubki smakowe szalały jak opętane i trzeba było zrobić przerwy obiadowe albo „innoposiłkowe”. Piękne święto, nie tylko sera, ale i promocji idei “ochrony prawa do smaku”, którą od samego początku wprowadzają w życie prekursorzy slow food’u z Włoch. Konkretnie zajmują się szeroko rozumianą ochroną oraz wspieraniem niewielkich regionalnych producentów żywności – szczególnie żywności oryginalnej, produkowanej w sposób niespotykany w innych miejscach na świecie, żywności tradycyjnej, zdrowej i niestety zagrożonej zniknięciem w wyniku coraz bardziej natarczywej ekspansji tego, co na całym świecie znane jest jako fast food.

Dla Biokuriera:
Krzysztof Magdziak

autor prowadzi niewielkie gospodarstwo Zdrojach (woj. kujawsko – pomorskie), w którym wytwarza m.in. serki i twarożki kozie.

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Wiele ciekawych zdjęć z Festiwalu w Bra znaleźć można na profilu facebook Jacka Szklarka z organizacji Slow Food

Brak postów do wyświetlenia