Katarzyna Kosmala o tym, dlaczego zdecydowała się zaprosić zioła do kuchni

Pierwszy obiad ugotowała, gdy miała 8 lat. Kiedyś gotować uczyła ją mama, dziś sama uczy sztuki kulinarnej swoje dzieci. Katarzyna Kosmala, autorka książki „Ziołowe smaki”, zdradza, jak wyglądała praca nad publikacją oraz kto jako pierwszy degustuje nowe dania.

„Ziołowe smaki” to Twoja pierwsza książka. Łatwo było ją opracować?

Katarzyna Kosmala*: Najtrudniej było znaleźć na to czas, ale udało się! Efekt bardzo mi się podoba i cieszę się, że książka została dobrze przyjęta. Praca nad nią nie była trudna, ale lekka i przyjemna. Sama nie wiem, kiedy udało mi się wszystko przygotować, tak swobodnie mi szło. Dziś mogę stwierdzić, że gdy kocha się swoją pracę, ta robi się praktycznie sama.

„Ziołowe smaki” Katarzyny Kosmali [recenzja]

Dlaczego akurat zioła?

Jeśli mam być szczera, motyw przewodni był sugestią p. Karola Przybylaka. Od razu jednak przypadł mi do gustu, bo temat ten był mi od zawsze bliski. Studiowałam rolnictwo w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, interesowało mnie oddziaływanie ziół na organizm człowieka. Miałam też propozycję pisania rozprawy doktorskiej w tym zakresie, ale ostatecznie wybrałam rodzinę i macierzyństwo. Nie żałuję, ale książka dała mi namiastkę niespełnionych ambicji.

Archiwum domowe

W książce znaleźć można 70 przepisów z wykorzystaniem 21 ziół. Łatwo je było wybrać?

Zdecydowana większość ziół, które stanowią składnik prezentowanych potraw, znana jest większości osobom od dawna. W przydomowych ogródkach można znaleźć miętę, melisę, lubczyk, rozmaryn. Chciałam jednak zaprezentować również inne, mniej znane rośliny. Stąd przepisy na dania z arcydzięglem czy cząbrem. Większość receptur, które zdecydowałam się umieścić w książce, są mi znane od lat. Wiele z nich przekazała mi moja mama. W „Ziołowych smakach” są jednak i takie przepisy, które zostały wyszukane specjalnie do tej książki. A że bardzo lubię się uczyć i poznawać nowe rzeczy, chętnie je wykorzystałam. Dostałam też całe mnóstwo cennych wskazówek od p. Michała Dewódzkiego z Ogrodów Ziołowych, gdzie zakupiłam większość ziół.

W książce wrażenie robią zdjęcia. Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią kulinarną?

Zaczęła się zupełnie naturalnie. Na początku sama wszystkiego się uczyłam, później kupiłam kilka specjalistycznych książek. Ale to mi nie wystarczało. Potrzebowałam kogoś, kto nauczy mnie czegoś więcej. I tak trafiłam do Kingi Błaszczyk-Wójcickiej z Green Morning, która pokazała mi sens fotografii kulinarnej. To jednak nie koniec mojej edukacji. Nieustannie się rozwijam i próbuję nowych rzeczy.

Czy zdjęcia są w jakiś sposób poprawiane? Upiększasz je?

Nie, bo mi chodzi przede wszystkim o naturalność. Efekt końcowy ma być rzeczywisty, realny. Nie robię niczego na wyrost, nie poprawiam zdjęć w programie komputerowym. Chciałabym, aby każdy kto będzie próbował przygotować danie według przepisu, mógł je autentycznie odtworzyć. Wszystkie fotografowane dania zjadamy po sesji, ku radości mojej rodziny (śmiech).

Śniadania we Włoszech, czyli mało, mocno i… słodko

Kto jako pierwszy degustuje nowe dania?

Bezsprzecznie najlepszym krytykiem kulinarnym i testerem nowych smaków jest mój mąż. Jest w tym niesamowity. Nie ma rzeczy, których by razem ze mną nie spróbował. Dzielimy podwórko z rodzicami, więc oni również często jako pierwsi jedzą przygotowane przeze mnie potrawy.

Lubisz gotować sama czy z rodziną?

W tygodniu najczęściej gotuję sama, ale w weekend zapraszam do kuchni całą rodzinę. Muszę przyznać, że widać efekty. Moje dzieci – Staś, Zosia i Antosia – potrafią już wiele. Co prawda nasza kuchnia po wspólnym gotowaniu nie wygląda najlepiej, ale warto.

Archiwum domowe

A kto Ciebie zaraził pasją do gotowania?

Moja mama. Zawsze mieliśmy swój własny ogród z ziołami, warzywami, owocami i mnóstwem kwiatów. Pamiętam z dzieciństwa, jak każdy z nas miał swoją działkę i ją pielęgnował. Z rodzeństwem śledziliśmy etapy wzrostu rośliny od samego początku. Rodzice zaszczepili w nas również miłość do pracy w ogrodzie, co owocuje do dziś. Jako jedyna córka zawsze byłam obecna przy mamie, więc dużo czasu razem spędzałyśmy w kuchni. Miała dla mnie dużo czasu i całe pokłady cierpliwości. Przekazała mi bardzo dużo książek kulinarnych oraz swoich notatek. Do dziś często razem gotujemy.

Pamiętasz swoje pierwsze ugotowane samodzielnie danie?

Przyrządziłam je według wskazówek mamy, gdy miałam 8 lat. Pamiętam, że zjechała się cała rodzina na wykopki i miałam dla wszystkich przygotować rosół. Tyle, że do garnka dodałam też ziemniaki. Mam „przerobiła” więc bulion na zupę ogórkową. Wyszła świetna, do dziś wszyscy ją wspominają.

Książkę “Ziołowe smaki” Katarzyny Kosmali kupicie na stronie Wydawnictwa Gaj.

*Katarzyna Kosmala – pasjonatka gotowania i fotografii kulinarnej. Ukończyła rolnictwo w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Studiowała także na Uniwersytecie fur Bodenkultur w Wiedniu na kierunku rolnictwo ekologiczne. Prowadzi bloga: www.rodzinne-gotowanie.pl