Znajomość siebie da Ci szczęście i … pieniądze

blank

Żyjemy dziś szybko, intensywnie. Wszystko musimy, bo wypada. Wszystkiego potrzebujemy, bo to ma nam pozwolić wygodnie żyć. Tylko czy to ma sens? O tym, jak odnaleźć spokój w dzisiejszym świecie i zaoszczędzić pieniądze, by spełniać marzenia rozmawiam z Asią Maj-Dubińską, autorką bloga wolnowolniej.pl i poradnika „Oszczędzaj pieniądze dzięki uważności i życiu wolniej”.

W wielkim skrócie: jak dziś żyć wolniej? Czy się w ogóle da?

Asia Maj-Dubińska: Oczywiście, że się da! Ale wbrew pozorom – życie wolniej wcale nie jest takie łatwe. Sama, co jakiś czas, łapię się na tym, że zaczynam ślepo biec za modą, za jakimś “prestiżem”. Jednak pukam się wtedy w czoło, zwalniam krok i pytam samą siebie: po co ci to? Komu chcesz tym zaimponować? Przecież ty tego nie potrzebujesz, nie będziesz z tego korzystać… I dla mnie to jest właśnie definicja życia wolniej i sposób na wolniejsze życie – to życie w zgodzie ze sobą, ze znajomością tej prawdziwej siebie, swoich potrzeb, swojego stylu. To nie narzucanie na siebie presji. Kiedyś właśnie o tym napisałam post na swoim blogu: czujemy na sobie presję społeczeństwa, ale kim tak naprawdę jest to społeczeństwo? To obcy ludzie, którym my, jako jednostki, jesteśmy obojętni.

Społeczeństwo nie narzuca na nas presji. Społeczeństwo nie wymaga od nas posiadania nowego gadżetu. Społeczeństwa nie interesuje co my mamy. Więc po co tak biec? Dla kogo robimy to wszystko?

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Więc tak w skrócie odpowiadając na Twoje pytanie: żyć wolniej to żyć bez narzucania sobie presji. To żyć z umiarem, z rozsądkiem, ze znajomością tej prawdziwej siebie.

Co daje życie „wolniej”?

Daje spokój. I czas. Daje możliwość dowiedzenia się, kim jesteśmy i co jest dla nas ważne. A w konsekwencji, daje nam siłę i odporność na nieprzyjemności, jakie mogą nas spotkać w życiu.

Pewnie, że chciałabym, aby moje życie było pełne samych przyjemności, samych dobrych ludzi. Chciałabym otaczać się ludźmi, którzy mają podobne wartości do mnie. Ale, wiadomo, to jest niemożliwe. Nie zawsze będziemy dogadywać się z ludźmi w pracy, w sklepie może nas spotkać jakaś nieprzyjemna sytuacja czy zwyczajnie będąc na spacerze. 

Ale żyjąc wolniej, wiedząc kim jesteśmy i co jest dla nas ważne – na pewno będziemy mieć w sobie siłę, aby nikt nie zburzył naszego poczucia własnej wartości. 

Jeśli ktoś zarzuci ci, że z takim charakterem czy tak postępując będziesz mieć ciężko w życiu – ty będziesz wiedzieć, że się myli, po prostu ty masz inny punkt widzenia na tę samą sytuację, inne wartości, inne powody przez ciebie przemawiają. 

Jeśli ktoś patrząc na to co masz skrzywi się, uzna, że to nie jest dość godne podziwu – tobie nie będzie przykro. Ty wtedy uśmiechniesz się i powiesz “ale ja więcej nie potrzebuję”. 

Kiedy kupiłam swój samochód, aby móc po prostu dojeżdżać nim do pracy, śmiałam się, jak na trasie mijały mnie superszybkie auta. Śmiałam się, bo koniec końców później i tak oboje staliśmy obok siebie na czerwonym świetle. I wiesz, dziś rano zauważyłam, że życie wolniej sprawia, że te same czynności wykonujemy… – szybciej? Nie wiem jak to nazwać. 

Wytłumacz.

Dziś, będąc na urlopie, wstałam razem z mężem o tej samej porze co zwykle. Wiedząc, że nie muszę się spieszyć, bo przecież nie idę do pracy, zaparzyłam sobie kawę jak każdego dnia. Jak każdego dnia przygotowałam sobie to samo śniadanie i tak samo się umyłam. Ale kiedy idę do pracy – nie wypijam kawy w spokoju, siedząc na kanapie, przykrywając się kocem i ciesząc się z tego jak bardzo jest mi teraz przyjemnie. Właściwie nie wiem co robię, chyba się stresuję, albo odczuwam jakąś presję czasu, z której nie zdaję sobie sprawy, a która mnie spowalnia. Dziś, nie mając tej presji czasu, okazało się, że byłam wyszykowana do wyjścia 40 minut wcześniej. Szaleństwo!

Dziś wielu z nas zaprogramowanych jest na zarabianie pieniędzy. A więc pracujemy intensywnie, dużo. Można inaczej dorobić się sporej sumy?

Hmmm… ciekawe pytanie. Choć pierwsze co mi przyszło na myśl to: a po co mamy dorobić się sporej sumy? 

Myślę, że to jest dość błędne myślenie, że można się dorobić pracując intensywnie i dużo. Pracując intensywnie i dużo można dorobić się co najwyżej nerwicy, rozstroju żołądka i rozpadu relacji. Może będziemy mieć wtedy też pieniądze, ale możemy też zostać dosłownie z niczym. Bo czy zarzynanie się dla 3,5 tysięcy zł będzie tego warte? A czy zarzynanie się dla 6 tysięcy będzie tego warte?

Aby się dorobić sporej sumy, myślę, że trzeba przede wszystkim dowiedzieć się jakie są nasze potrzeby, co jest dla nas ważne i po co nam jest ta rzecz, którą chcemy kupić. Jeśli twoją potrzebą jest posiadanie samochodu, to czy od razu musi to być jaguar z salonu? Może wystarczy jakiś mały, używany samochód? Co jest w tym momencie najważniejsze: możliwość przemieszczania się między domem a pracą, czy może przemieszczanie się to jedno, a chęć pokazania się to drugie?

Ktoś może powiedzieć “chcę się dorobić, by później spokojnie żyć”. Ale znów – spokojnie czyli jak? Jakie są twoje potrzeby? Zależy ci, aby na starość codziennie wypijać jedną lampkę szampana, podziwiając ocean ze swojego tarasu, czy może zależy ci na spokojnym życiu w miejscu, w którym się wychowywałaś? 

Każdy z nas ma inne potrzeby i żadne nie są ani lepsze, ani gorsze. Ważne jest, aby one były nasze, płynęły z nas a nie były podyktowane tym, jak będziemy postrzegani. 

W jakie finansowe pułapki wpadamy najczęściej?

Wydaje mi się, że największą pułapką jest brak umiaru i chęć posiadania najlepszej rzeczy – niekoniecznie adekwatnej do naszego budżetu i potrzeb. Jeśli chcemy kupić mieszkanie – to, ach, to z większym ogródkiem. Jeśli smartwatch – to ten ładniejszy, z funkcjami, z których nie będziemy korzystać. Jeśli samochód – to też już taki lepszy, z bajerami. Buty – znanej marki, choć niekoniecznie lepszej jakości. 

To nas chyba gubi najbardziej – kupowanie rzeczy, które poza swoją funkcją mają dodatkowo sprawić, że wywrzemy wrażenie lub zapełnimy jakieś małe uczucie goryczy w naszym sercu. I choć wiem, że zabrzmi to strasznie, ale koniec końców zapominamy, że kiedyś ktoś te wszystkie rzeczy po nas po prostu wyrzuci. 

Gdzie szukać oszczędności w codziennym życiu?

W sobie. W rozsądku. Kiedy z mężem zamieszkaliśmy na swoim, nie potrafiliśmy oszczędzać. Byliśmy zupełnie różnie wychowywani, różnie wydawało się pieniądze w naszych rodzinach, a my staliśmy się tego “ofiarami”. Każde z nas wydawało pieniądze tak, jak zostało tego nauczone. Aż pewnego razu doszliśmy do wniosku, że jeśli się nie opamiętamy i czegoś nie zmienimy, to będziemy musieli wrócić do rodziców i wynająć to nasze mieszkanie, bo nie będzie nas na nie stać. I choć nasza pensja od tamtej pory się nie zmieniła, to udaje nam się coraz więcej zaoszczędzić pieniędzy. A przecież nic się nie zmieniło – poza nami. 

Na naszym blogu WolnoWolniej jest dostępny mój ebook, pt: Jak oszczędzać pieniądze dzięki uważności i życiu wolniej, w którym właśnie opisałam całą naszą drogę do oszczędzania pieniędzy – od poznania siebie, swoich wydatków, potrzeb po szukanie oszczędności. Pobierając ebook otrzymuje się równocześnie arkusze do druku, które pomogą przejść przez ten proces.

Skąd pomysł na bloga?

Bloga, jako takiego, założyłam dawno, pod naciskiem mojej mamy. Patrzyła na mnie i na męża i mówiła, że powinniśmy go założyć. I tak zrobiliśmy. Ale ten blog był bo był. Później, po kilku latach pracy jako pełnomocnik ds bezpieczeństwa żywności w fabryce żywności bywałam już tak bardzo zmęczona etatem, że zaczęłam coraz częściej uciekać do domu na wsi aby odpocząć, ukoić nerwy, wyciszyć się. I to był właśnie mój taki bodziec do przeprowadzenia rebrandingu, zmiany nazwy bloga i jego tematyki. Doszłam do wniosku, że może być wiele takich osób jak ja, którzy zapętlili się w codzienności, w obowiązkach, w tym życiu składającym się ze stworzonych przez siebie check-list, listą zadań do odhaczenia, i tak jak ja – mogą potrzebują kogoś, kto powie im, hej, nie musisz, daj spokój, to nie jest ważne… A nie oszukujmy się – internet, telewizja, wszystkie media i reklamy mówią nam, że musimy dawać z siebie jak najwięcej bo przecież – musimy mieć ten produkt, musimy mieć takie życie, muszą o nas mówić w taki sposób. W końcu, wracając do początku naszej rozmowy, o naszym sukcesie decyduje to co mamy, prawda? 

Może mój blog i to co robię jest walką z wiatrakami, ale naprawdę wierzę w to, że jesteśmy w stanie wrócić do korzeni, do natury, zatrzymać się i zrozumieć, że bez względu ile pieniędzy wydamy na zegarek – każdy będzie pokazywał tę samą godzinę. I naprawdę, to tak bardzo nie ma znaczenia co mamy… 

I właśnie za to kocham moją wieś, na którą tak często staram się uciekać. Na wsi nie ma znaczenia ile masz pieniędzy i jakim samochodem przyjechałaś. Jak go zaparkujesz, to do wyjazdu nie będziesz z niego korzystać. Nie ma znaczenia, czy koszulkę będziesz mieć starą, rozciągniętą, czy nową z logo Chanel. Uwierz mi, że jak kapnie ci na nią keczup z kiełbasy, którą przed chwilą piekłaś na patyku, plama, na 90% będzie taka sama. Z tą jednak różnicą – że nie jest ci szkoda poplamić starej bluzki.

Na wsi, nieważne ile masz pieniędzy na koncie. Ważne, aby móc pójść razem na spacer do lasu, aby móc razem usiąść na skarpie i zatracić się w rozmowie; w czasie spędzonym z drugim człowiekiem.

Jeśli pieniądze, za którymi tak bardzo biegniemy, będą jedną rzeczą, którą masz do zaoferowania drugiemu człowiekowi, to może się okazać, że nie będzie nikogo, z kim mogłabyś spędzić czas w miejscu bez zasięgu, bez widowni… Niby spacery w samotności też są fajne, ale jest różnica między wyborem a brakiem wyjścia.

Brak postów do wyświetlenia