Mydło doczekało się… ministerstwa

Temat naturalnej pielęgnacji zdominował ostatnimi czasy nie tylko prasę branżową przemysłu kosmetycznego, ale i media dedykowane “cywilom”. Słowa „naturalność” i „eko” odmieniane są przez wszystkie przypadki, a zalety kosmetyków pochodzących z natury zachęcają do zmiany nawyków pielęgnacyjnych.

Pomysł rozpoczęcia przygody ze świeżymi kosmetykami wytwarzanymi przez małe, rodzinne manufaktury kusi jeszcze bardziej, ale jak się za to zabrać, kiedy nie mamy pojęcia, czym jest hydrolat, obce są nam półkule kąpielowe, a mydło w kostce wydaje się być przeżytkiem. Od czego zacząć, jak rozeznać się w tym nowym świecie, pytamy Urszulę i Anię Bieluń – założycielki Ministerstwa Dobrego Mydła.

Rozpoczęły Panie przygodę z kosmetykami naturalnymi niemal 20 lat temu, kiedy w Polsce nie były one jeszcze modne. Jaki był pierwszy kupiony przez was kosmetyk, co zaskoczyło, co było wyzwaniem? Jak zmieniły się kosmetyki w tym czasie?

Urszula Bieluń: Na początku zapachy nieco drażniły, woń olejków eterycznych kojarzy się czasem z zapachem lekarstw, starych maści. Po jakimś czasie pojawiło się jednak zdziwienie: nos przestał przyjmować mocne aromaty z drogerii. Karmelowe kosmetyki, które kochałam, odkładałam na bok, węch wyostrzył się i odzwyczaił od kakofonii zapachów.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Ania Bieluń: Dziś kosmetyki naturalne mają podobną konsystencję, teksturę i sensorykę do tych klasycznych, drogeryjnych. Każdy znajdzie coś dla siebie: od superlekkich kremów do twarzy po ciężkie, olejowe formuły. Producenci zachwycają rozwiązaniami prostymi, łatwymi w użytkowaniu, ale i skutecznymi.

Jaki byłby w takim razie startowy zestaw kosmetyczny, taki wprowadzający nas do tej zielonej historii?

UB: Do pielęgnacji twarzy polecamy dość nietuzinkową opcję. Najpierw wybieramy bazę w formie hydrolatu. Hydrolaty są to roślinne wody kwiatowe, czyli wyciągi z kwiatów lub ziół opakowane w wygodną buteleczkę z atomizerem. Zastępują nam wodę z kranu i tonik, niekiedy wystarczą za całe oczyszczanie twarzy.

AB: W każdej z naszych buteleczek znajdziemy 97% hydrolatu wzbogacone 3% dobroczynnego fermentu z rzodkiewki – działającego nawilżająco i tonizująco.

Jak wygląda taka naturalna codzienność?

Budzimy się więc rano i spryskujemy twarz hydrolatem, ewentualnie przecieramy ją nasączonym hydrolatem wacikiem.

Różany wybieramy do cery naczynkowej (pięknie pachnie), rumiankowy lub lipowy do podrażnionej, suchej.

Po rozmaryn sięgniemy, chcąc zadziałać antybakteryjnie, lawenda lub listek laurowy złagodzą podrażnienia. Nie posiadają one substancji myjących, więc nie „zdzierają” z nas naturalnego płaszcza lipidowego. W zamian za to delikatnie zdejmują zanieczyszczenia, wyrównując pH skóry.

UB: Po minutce na wilgotną jeszcze skórę (to ważne!) nakładamy kilka kropel naturalnego oleju, np. z nasion malin. Nie oczekujcie Państwo apetycznego zapachu owoców – będzie ziemiście, nasiennie, ale i skutecznie. Skóra ujędrni się, odżywi, złapie wilgoć.

Olej nie obciąży? Nie zapcha porów, nie przesuszy, jak straszą niektórzy specjaliści?

AB: W przypadku pielęgnacji, podobnie jak w żywieniu, nie da się wszystkiego przewidzieć. Owsianki są superzdrowe, a mnie jednak nie służą. Pomidory są bogactwem witamin, a ja mam na nie uczulenie. Olej nakładany na suchą skórę rzeczywiście potrafi zadziałać jak klej, nie pozwolić jej oddychać i zakłócić naturalne procesy. Jednak rozprowadzony na warstwie hydrolatu, esencji ziołowej lub wody termalnej i dokładnie wmasowany działa podobnie do kremu. Bo czym innym jest krem do twarzy jak nie mieszaniną tłuszczów i wody połączonych ze sobą za pomocą składników emulgujących?

UB: Są klientki, które kochają kremy, bo w słoiczkach zawarty jest gotowy produkt. Sięgają po nasz Różano-Malinowy i są zachwycone. Są jednak takie, którym zestaw hydrolat + olej sprawdza się najlepiej na świecie. Dopasowują te dwa składniki pod kątem potrzeb skóry, np. zimą korzystają z cięższego oleju z pestek śliwek.

Ponieważ jesteście Panie specjalistkami w kwestii mydła, to spróbujmy rozwikłać odwieczną zagadkę: czy można, czy należy myć twarz mydłem?

AB: (śmiech) jest to zagadka nie do rozwikłania. Przez stulecia tak właśnie myto ciało i twarz, 50 lat temu dermatolodzy doszli do wniosku, że pH mydła jest zbyt wysokie (sięga 8–9 pH, podczas gdy skóra twarzy lubi nieco kwaśne pH, w okolicach 5). Zastąpiono więc mydło syntetycznymi płynami myjącymi, nierzadko bardzo agresywnymi. Dziś wraca się do mydła rzemieślniczego, bo z natury jest ono delikatniejsze od drogeryjnych. Uważamy, że mimo iż świetnie sprawdza się ono do mycia ciała i rąk, z twarzą należy uważać. Lepiej zmywać ją olejami lub delikatnymi mleczkami. Są jednak panie, które nie wyobrażają sobie oczyszczania twarzy bez mydła i ich skóra doskonale to znosi. Ważnym jest, jeśli korzystamy z kostki, wybrać tę mocno przetłuszczoną (jak nasz Nagietek lub Ryż) i koniecznie wyrównać pH skóry po jej umyciu za pomocą bezalkoholowego toniku lub hydrolatu. Następnie posmarować twarz kremem lub olejkiem, aby uzupełnić utracone lipidy.

Więcej na temat Ministerstwa Dobrego Mydła: https://www.ministerstwodobregomydla.pl/

-materiał partnera-