Nie używaj określeń EKO, BIO, ORGANIC pochopnie!

Na rynku wciąż pojawiają się firmy i marki spożywcze zawierające w nazwie określenia EKO, BIO czy ORGANIC a jednocześnie nie posiadające certyfikatu. Bardzo często wynika to nie ze złej woli, ale z niewiedzy producentów. Nie zmienia to jednak faktu, że jest niezgodne z prawem.


Zgodnie z obowiązującymi regulacjami (polskimi i unijnymi), w przypadku produktów żywnościowych, stosowanie określeń „ekologiczny”, „bio”, „organiczny” jest zastrzeżone tylko i wyłącznie dla produktów posiadających certyfikat i legitymujących się znakiem „ekoliścia” (dla przypomnienia zamieszczamy go poniżej). 

W innym wypadku stosowanie tych określeń może skończyć się nie tylko karą, ale także nakazem zmiany nazwy marki. Na rynku mamy już kilka przykładów, np. herbatki BIO ACTIVE, które w wersji bez certyfikatu zmieniły się w BIG ACTIVE czy też herbatki EKOLAND, które zmieniły się w EKLAND.


Co ważne, i o czym powinni pamiętać wszyscy, którzy zamierzają zakładać firmy, na niezbyt przyjemne kontakty z urzędnikami narażamy się także wykorzystując wspomniane już określenia w nazwie przedsiębiorstwa. Ponieważ biurokratyczna machina nie zawsze działa u nas szybko, może zdarzyć się, że tą nazwę zmieniać będziemy musieli np. dopiero po 2 lub 3 latach działalności. Prawda, że lepiej pomyśleć o tym wcześniej? Taki wymuszony rebranding na pewno nie jest spełnieniem marzeń zarówno początkującej jak i doświadczonej firmy.

Dlaczego takie regulacje?

Przepisy te mają na celu ochronę producentów ekologicznych a także zapewnienie wiarygodności gwarancji jakości takich produktów dla klientów. Przez wiele lat borykaliśmy się bowiem z problemem podszywania się konwencjonalnych producentów pod eko. Zresztą taka sytuacja ma obecnie miejsce np. na rynku kosmetyków, gdzie użycie określeń EKO, BIO, ORGANIC regulują jedynie normy prywatne (o których często wspominamy), a nie publiczne prawo. Z kolei w Rosji, gdzie regulacje ekologiczne nie istnieją (stąd trochę śmiesznie brzmiały niedawne komunikaty, że będzie to wkrótce światowy potentat w rolnictwie ekologicznym) określenia ekologiczny może śmiało używać każdy producent w zasadzie jak chce i kiedy chce.


Aspekt prawny pozwala na podkreślenia istotnych różnić pomiędzy określeniami takimi jak ekologiczny a naturalny czy zdrowy. O ile w przypadku żywności ekologicznej (z certyfikatem) mówimy o produkcie, który musi spełniać pewne ściśle określone warunki (dotyczące rolnictwa i przetwórstwa), o tyle w przypadku produktów zdrowych, „fit” czy naturalnych, ta definicja nie jest tak dokładna, a w zasadzie nie ma jej w ogóle bo „zdrowotność” każdy zdaje się rozumieć po swojemu. Podobnie jak naturalność czy bycie fit.

Czy naturalnym jest produkt wytwarzany przy użyciu pestycydów, ale następnie tłoczony tradycyjnymi metodami, czy tylko ten który uprawiano bez użycia chemii? Czy sok odzyskany z koncentratu jest jeszcze naturalny czy już nie? A ketchup bez konserwantów? No właśnie…Nie piszę tego po to, aby krytykować i negować sens produkcji żywności bez certyfikatu eko (wielu lokalnych czy tradycyjnych producentów dostarcza na rynek znakomite produkty a nie posiadają certyfikatu). Chodzi mi o to, aby zwrócić uwagę, że certyfikat gwarantuje pewną minimalną (ale w stosunku do całego rynku spożywczego bardzo wysoką) jakość, której nie musimy dodatkowo weryfikować.
W przypadku pozostałych produktów pozostaje nam dokładniejsze studiowanie etykiety, dopytywanie producenta czy sprzedawcy bądź też poprzestanie na oficjalnej wykładni mówiącej o tym, że każdy produkt dopuszczony do sprzedaży jest przecież… zdrowy.