Zaczęło się od budki z ziołami… – Marek Kubara opowiada jak powstał Ekoprodukt [wywiad]

Gdzie znajdowała się budka z ziołami, która dała początek firmie, którą znamy z marek takich jak „Ekoprodukt” czy „Amarello”? Co kryje się pod nazwą preparat śluzowo-białkowy bioflax i jak pomógł on w osiągniąciu pierwszego sukcesu? Czy w Polsce można uprawiać amarantus? Opowiada Marek Kubara, którego firma świętuje właśnie 25-lecie istnienia.

Budka z ziołami w Częstochowie. Tak zaczyna się historia Ekoproduktu. Dlaczego młody pracownik naukowy decyduje się na taki ruch?

Marek Kubara*: Był rok 1989. Czas kiedy zaczynała się rewolucja gospodarcza z pamiętnym handlem na łóżkach polowych. Nie byłem już wtedy pracownikiem Politechniki Częstochowskiej, aczkolwiek z nauką nadal czułem się mocno związany. Żona po drugim urlopie wychowawczym chciała zmienić pracę, a w naszej okolicy tworzono plac handlowy. Tam właśnie stanęła drewniana budka z ziołami. Wybór tej, raczej niszowej branży, nie był przypadkowy. Od wielu lat interesowałem się naturalnymi metodami leczenia i zdrowym żywieniem, dużo czytałem na ten temat, eksperymentowałem w kuchni. Moje dzieci nie były leczone antybiotykami, a syropem z cebuli czy propolisem. W domu sami piekliśmy chleb, piliśmy ziołowe herbaty przyrządzane na podstawie własnych mieszanek, jedliśmy twarożki z liśćmi pokrzywy, a wywary na kościach zastąpiliśmy warzywnymi na wiele lat przed wegetariańską rewolucją. Dziś jest wręcz moda na poszukiwanie nowinek kulinarnych, ale w tamtych czasach była to, delikatnie mówiąc, duża ekstrawagancja. Budka z ziołami była więc próbą przełożenia pasji na biznes.

Marek Kubara na jednej z polskich upraw amarantusa

Len i amarantus to dwa produkty, które w historii firmy odegrały bardzo ważną rolę. Dlaczego akurat one?

To dwa kamienie milowe w rozwoju firmy. Len dał początek firmie produkcyjnej, a amarantus sprawił, że rozwinęliśmy skrzydła i weszliśmy w produkcję wyrobów bezglutenowych.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Warto podkreślić, że nie chodzi o zwykły len, ale o mielony. Ten w postaci nasion jest znany od wieków, ale len mielony jest obecny na polskim rynku od 25 lat, czyli od momentu kiedy pierwsze kartoniki z niebieskimi kwiatuszkami opuściły Ekoprodukt. To moje pierwsze „dziecko”, które pozwoliło mi na przejście z budki z ziołami do firmy produkcyjnej. Był odpowiedzią na potrzeby klientów, którzy żalili się, że mielą len, który zatyka im młynki, a później muszą przechowywać go w lodówce, bo jełczeje. Postanowiłem rozwiązać ten problem i próbowałem na własną rękę różnych eksperymentów, ale bez powodzenia. W 1993 roku pojechałem na Polagrę, gdzie odwiedziłem pawilon nauki polskiej. Tam na stoisku Instytutu Włókien Naturalnych z Poznania trafiłem na produkt pod wdzięczną nazwą „preparat śluzowo-białkowy bioflax”. Natychmiast umówiłem się na spotkanie z autorką tego wynalazku, p. Jadwigą Kozłowską, i niebawem stałem się licencjobiorcą produktu, któremu nadałem handlową nazwę len mielony. I poszło. Stałem się pierwszym producentem lnu mielonego w Polsce i był to niewątpliwy hit na rynku zielarskim. Dziś sprzedaż lnu mielonego stanowi mały udział w obrotach firmy, ale klienci nadal chwalą go za niezmienną jakość.

Z kolei moja przyjaźń z amarantusem rozpoczęła się później niż z lnem, bo w 2004 roku i stale się rozwija. Można powiedzieć, że jest to produkt idealny. Jest źródłem wielu składników mineralnych, zwłaszcza wapnia, żelaza, potasu i magnezu, zawiera białko o wysokim stopniu przyswajalności i obfituje w wielonienasycone kwasy tłuszczowe, witaminę E oraz skwalen. Jest też bezglutenowy, co zainspirowało mnie do stworzenia marki Amarello (nazwa nawiązująca do amarantusa nie jest przypadkowa), która stała się pierwszą marką bezglutenową, bazującą w głównej mierze na amarantusie.

Pojawienie się marki Amarello było dużym przełomem na rynku produktów bezglutenowych, które w większości są tworzone z kukurydzy czy ryżu, czyli zbóż które są zdecydowanie uboższe w wartości odżywcze. Można więc powiedzieć, że na amarantusie wyrosła zupełnie nowa gałąź naszej działalności.

Uprawa amarantusa możliwa jest także w Polsce, do czego często zachęcacie. Jak duża jest grupa rolników, którzy decydują się na takie uprawy? Do jakich produktów wykorzystujecie lokalny surowiec?

Zachęcaliśmy i zachęcamy również za pośrednictwem Biokuriera. Uprawa amarantusa jest opłacalna, nie wymaga żyznych gleb, a obrót jest na przyzwoitym poziomie 3-5 tys. zł/ha. Wymaga jednak doświadczenia i innych metod agrotechnicznych niż rodzime uprawy. Co roku wiosną zgłaszają się do nas rolnicy, których zaopatrujemy w nasiona (wystarczy 1-2 kg nasion na 1 ha). Niestety, najczęściej na tym kończy się nasza współpraca mimo, że dajemy wsparcie z zakresu doradztwa agrotechnicznego. Zdarzają się jednak wyjątki. Mamy trzech dostawców krajowych i jesteśmy otwarci na współpracę z nowymi.

Najwięcej amarantusa przetwarzamy metodą ekspandowania i nasionami nadającymi się do tej technologii jesteśmy najbardziej zainteresowani. Czasami amarantus krajowy wykorzystujemy także do produkcji mąki.

Ekspandowanie to pojęcie, które w kontekście amarantusa (obecnie także wielu zbóż) pojawia się coraz częściej. Na czym tak naprawdę polega ten proces?

Najczęściej ekspandowanie odbywa się przy wykorzystaniu metody puffing explosion. Najpierw ziarna nasycane są parą wodną przy ciśnieniu ok. 20 bar i temperaturze ok. 150°C. Po kilkunastu minutach następuje druga faza, czyli gwałtowna dekompresja, w trakcie której zawarta w ziarnach woda jest błyskawicznie uwalniania, co powoduje nawet 10-krotne powiększenie ziarna. W naszej autorskiej technologii ekspandowania nasiona amarntusa przebywają w piecu zaledwie 5-7 s. Krótki czas tej technologii jest jej wielką zaletą, bo dzięki temu ograniczamy degradację kwasów tłuszczowych i witamin.

Amarantus po ekspandowaniu ma wiele zastosowań. Można go jeść bezpośrednio tak jak popcorn, stosować jako dodatek do musli, posypkę do zup typu krem, jogurtów, serków, używać jako zagęstnik do sosów, czy jako składnik ciast, muffinek oraz kotletów wegetariańskich.

Pod wieloma aspektami Wasza firma była pionierem na polskim rynku. Oprócz lnu i amarantusa to także kwestia tzw. batonów sportowych. Czy powerbread doczeka się „rodzeństwa”?

Powerbread to baton wyjątkowy – ekologiczny, produkowany ręcznie, o bardzo bogatym, zbilansowanym składzie. Ze względu na czasochłonnych proces produkcyjny nie jest on w szerokiej dystrybucji. Pracujemy nad tym, aby usprawnić ten proces, więc mamy nadzieję, że niebawem rodzina powiększy się nie tylko o rodzeństwo, ale i dalsze kuzynostwo.

Gdybyś miał wymienić te aspekty, które w Waszej firmie na przełomie 25 lat zmieniły się diametralnie i te, które pozostały takie same, co by to było?

Najpoważniejsza zmiana dokonała się w tym, co się określa kapitałem ludzkim. Firma z jednoosobowej działalności gospodarczej, w której byłem kierowcą, księgowym, handlowcem, a nawet grafikiem, który stworzy logotyp firmy, przerodziła się w sprawnie działającą firmę rodzinną. Mamy zorganizowaną strukturę z działami: technologicznym, kontroli jakości, handlu czy marketingu. O wartości tego kapitału świadczy również duża stabilność załogi. Staż pracy w przypadku kilku osób przekroczył już 20 lat, a wielu pracowników jest z nami ponad dekadę.

Jako wartość niezmienną wymieniłbym natomiast szacunek dla naszych klientów i partnerów handlowych. Wyraża się on przede wszystkim w dbałości o jakość produktów i w czymś, co w relacjach z kontrahentami nazywano kiedyś rzetelnością kupiecką. Niezmienne jest także to, że sami opracowujemy produkty, a później testujemy je na sobie i naszych bliskich, dlatego też za każdy z nich możemy wziąć pełną odpowiedzialność. Nasza produkcja w dużej mierze jest rzemieślnicza i wkładamy w nią, co tu dużo mówić, kawał serca.

Podczas pracy przetwórczej współpracujecie często z jednostkami naukowymi. Pod jakim kątem przeanalizowane zostały produkty?

Kiedyś po wprowadzeniu na rynek prażonych nasion: słonecznika, dyni, sezamu i soi zaczęły dochodzić do mnie opinie, że stworzyliśmy smaczne przekąski, ale za cenę utraty własności odżywczych. Prażyliśmy i nadal prażymy nasiona w gorącym powietrzu właśnie po to, aby minimalizować straty wartości odżywczych i nie podnosić kaloryczności ziaren, ale dla potwierdzenia słuszności naszej technologii zleciłem badania instytucjom naukowym m.in. IŻŻ i Instytutowi Przemysłu Tłuszczowego. W wyniku badań uzyskałem potwierdzenia dla oświadczeń żywieniowych co do zawartości witamin i niezdegradowanych kwasów tłuszczowych.

Dzięki współpracy z IŻŻ i SGGW zdobyliśmy także prawo do umieszczania oświadczenia zdrowotnego dla „Otrębusiów” jako produktu specjalnego przeznaczenia żywieniowego dla diabetyków. Badania udowodniły, że „Otrębusie” maja niski indeks glikemiczny, co jest ważną informacją dla diabetyków i osób odchudzających się.

Twój ulubiony sposób na amarantus to…

Zupa dyniowa z nasionami amarantusa na pierwsze danie i racuchy z amarantusa ekspandowanego z jabłkami na drugie.

Na deser polecam muffinki amarantusowe, które są pyszne i szybkie w przygotowaniu. Wystarczą: 1 szklanka amarantusa ekspandowanego + 1 łyżka cukru + 1 całe jajko. Jajko roztrzepuje się z cukrem, następnie miesza z amarantusem. Można dodać orzechy, rodzynki lub żurawinę. Gotową masę wkładamy do foremek muffinkowych i pieczemy 15 min w piekarniku.

Jakie są dalsze plany rozwoju firmy? Jakiś news specjalnie dla czytelników Biokuriera?

Z okazji 25-lecia marka Ekoprodukt otrzymała nową identyfikację graficzną, więc na półki w sklepach właśnie trafiają produkty w zmienionych opakowaniach.

Po odświeżeniu marki przyszedł czas na nowe produkty i już niebawem pojawią się ciekawe propozycje na śniadania i przekąski.

Poza rozwojem naszej najstarszej marki Ekoprodukt, będziemy także wprowadzać nowe w pozostałych markach Amarello i Dobrej Kalorii, łącznie planujemy więc w tym roku wdrożenie kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu produktów.

*Marek Kubara – założyciel i pomysłodawca firmy Ekoprodukt. Dziś razem z córką Karoliną i jej mężem Michałem prowadzi ją pod szyldem Kubara Sp. z o.o. W 2018 roku minie 25 lat, gdy porzucił karierę naukową na Politechnice Częstochowskiej i zdecydował się połączyć pasję do zdrowego odżywiania z pomysłem na biznes. Zaczęło się od innowacyjnego produktu, jakim w 1993 roku był len mielony. Później doszyły przekąski ze słonecznika i dyni oraz amarantus, który dziś jest sztandarowym surowcem wykorzystywanym przez częstochowską firmę.

Brak postów do wyświetlenia