Refleksje po lekturze: Gunter Wallraff „Z nowego wspaniałego świata”

Zajmując się problemami dotyczącymi żywności we współczesnym świecie, nie sposób pominąć pewnych istotnych spraw, jak warunki pracy ludzi w branży spożywczej. Sytuacja opisywana przez Guntera Wallraffa może zaszokować zwykłego „zjadacza chleba”, który nie zastanawia się nad tym, w jaki sposób funkcjonuje „łańcuch dostaw” pożywienia w naszym najbliższym, „nowym, wspaniałym świecie”.

Ten tekst będzie zbiorem  luźnych refleksji po lekturze zbioru reportaży „Z nowego, wspaniałego świata” Guntera Wallraffa. To książka, w której autor odrabia za nas bardzo ważną lekcję. Wciela się w rolę (tak zwane dziennikarstwo uczestniczące) na przykład wyzyskiwanego pracownika, który doznaje krzywdy ze strony wielkiej korporacji i cierpi niezawinioną biedę  choć przecież pracuje. Reportaże są świetnie napisane, autor przytacza wiele faktów, danych i relacji. Nie jest to jednak lektura optymistyczna.

Ważna lekcja z „linii ognia”

Wallraff pokazuje, że w dzisiejszej Europie, tu i teraz wszyscy pozwalamy, aby funkcjonowały miejsca, gdzie prawa człowieka i pracownika niewiele znaczą, że są miejsca, które funkcjonują niczym wczesnokapitalistyczne fabryki w XIX wieku. Łamane są prawa pracownicze, stosuje się mobbing, płace są niskie, a czas pracy nienormowany…

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

W tekście zatytułowanym „Bułeczki dla Lidla. Marna praca, marna żywność” dziennikarz zajmuje się problemem osobiście. Zostaje pracownikiem dużej, przemysłowej piekarni wytwarzającej pieczywo dla sieci marketów. Postanowił się tam zatrudnić po anonimowym liście o szykanach, jakie spotykały pracowników każdego dnia w firmie Weinzheimer Gebr. GmbH & Co. KG w niemieckim Stromberg.

Początki były trudne. Przede wszystkim nieludzkie było tempo pracy, co przy starym, nieremontowanym sprzęcie zagrażało zdrowiu pracowników.

„Dostałem białe spodnie, koszulkę z krótkim rękawkiem. Kiedy zapytałem, co będzie, jak zrobi się zimno, powiedziano mi: wtedy będziesz musiał szybciej pracować…

Codziennością były wypadki przy pracy i wszechobecny chaos. Był problem z powstaniem rady zakładowej, która dbałaby o zatrudnionych. Terror i uzależnianie były sposobem zarządzania firmą. W regionie o dużym bezrobociu ludzie dojeżdżali nie raz po 60 kilometrów, by dowiedzieć się, że dziś nie ma dla nich pracy.

Niestety firma miała jednego, głównego odbiorcę. Wallraff nie wiedział wcześniej, jak Lidl traktuje swoich dostawców i jakie niska cena produktu narzuca im warunki pracy. Ich ogólna liczba nie jest znana ale z pewnością idzie w setki, nie tylko w krajach Europy, jak Rumunia, ale i słynących z „taniości” Chinach i Indiach, gdzie nikt nie krępuje się z zamawianiem towarów u wytwórców niedbających o ubezpieczenie społeczne czy zdrowotne. Jedna z części tekstu Guntera Wallraffa zatytułowana jest „System Lidla – wyzysk w czystej formie”. Ludzie byli na łasce i niełasce jedynego odbiorcy.

Pleśń kwitła

Co równie niepokojące, autor reportażu stwierdził, że jak na zakład, gdzie wytwarza się żywność, warunki sanitarne były bardzo złe. W maszynach, gdzie ciasto wyrastało przed wypieczeniem (duża wilgotność i stale wysoka temperatura) mógł na własne oczy zobaczyć zwisające „nacieki” pleśni. Brud jednak zniknął w czasie kilkudniowego czyszczenia przed kontrolą i nikomu nie udowodniono zaniedbań.

Ranni w wypadkach przy pracy ludzie nie mieli zezwolenia na opuszczenie stanowiska i udanie się do szpitala. Straszono ich zwolnieniem. Jeśli pracownik doznał uszkodzeń ciała w wypadku, jadąc do pracy, to mógł się spodziewać, iż kierownik przywiezie mu wypowiedzenie wprost do domu. Dane o wypadkach zatajano, dowody niszczono. Zdarzało się, że osoba ze wstrząsem mózgu do końca zmiany obsługiwała niebezpieczne urządzenie. Przy tych zdarzeniach drobiazgiem wydawała się niedogodność, gdy trzeba było wyjść z hali produkcyjnej, gdzie było gorąco, na trzaskający mróz na zewnątrz i to w tym samym stroju.

Człowiek się nie liczył

Współsprawcy  to także urzędy i agencje pracy, które kierowały do zakładu Weinzheimera bezrobotnych grożąc im sankcjami w razie rezygnacji lub odmowy. Nikt nie zwracał uwagi na alarmujące relacje o nieprawidłowościach w tej firmie. Pieniądze na „walkę z bezrobociem” były, a statystyki poprawiały się.

Konsekwencje w końcu wyciągnięto. Jeśli wierzyć relacjom, to warunki nieco się poprawiły– lecz końca problemu właściwie nie widać. Jeśli nie ten zakład, to inny. Taki koncern jak Lidl bez problemu znajdzie dostawców konkurujących ceną nawet w innym kraju… jak Polska…  a następnie będzie z dumą informował, jak wspiera lokalną gospodarkę.

Kapitalizm z (nie)ludzką twarzą

Możemy cieszyć się z tego, że w krajach rozwijających się działa system Fair Trade dotyczący też produkcji i handlu produktami żywnościowymi. Daje to ludziom możliwość zapewnienia dzieciom kształcenia i opieki zdrowotnej. Zarazem niestety przestaje być niespotykana sytuacja w naszej „cywilizowanej”, zachodniej Europie, gdy na to samo z trudem może sobie pozwolić pracownik fabryki zatrudniony na umowie o pracę za najniższą stawkę na rynku.

Tak samo z drugiej strony wolno nam się oburzać, że w programach telewizyjnych z mistrzami kuchni traktują oni swych uczniów w sposób urągający człowiekowi, który ma zamiar wznieść gotowanie do rangi sztuki. Jeśli jedzenie ma nam smakować, nie powinny do niego wpadać łzy.

O ile jednak uczestnicy reality show biorą w nim udział z własnej woli, to wielu pracowników sektora spożywczego takiego wyboru nie ma. Muszą pracować, aby zapewnić byt sobie i swojej rodzinie. Także od nas zależy, od naszych konsumenckich wyborów co i gdzie kupujemy, jak wygląda sytuacja tych ludzi.

Wiadomo, że duże firmy będą szukały nowych rynków, rozwijały się, chciały zysków i ekspansji jak najmniejszym kosztem. Za to koszt ludzki tych inwestycji, to cena, którą wszyscy płacimy.

Co można zrobić?

Powinniśmy uczyć się odpowiedzialności, także konsumenckiej, a nie jedynie tego, iż należy zrzucić kajdany, by być wolnymi i korzystać z wolnego rynku.  Takie nauczanie wolności doprowadziło do licznych kryzysów, bo gdy jedni nie wiedzieli, co z wolnością zrobić, inni zagospodarowali ją dla siebie. Sprawiedliwość nie została osiągnięta. Nasza transformacja i liberalizacja rynku jest tego przykładem. Żyjemy teraz w społeczeństwie, w którym nadal są duże różnice materialne między obywatelami, istnieje wyzysk w miejscach pracy, a globalny kryzys napędza wiele problemów. Także w naszych rękach jest możliwość takiego świadomego konsumowania, by tych przepaści nie pogłębiać.

Autor książki miał wiele procesów sądowych o naruszenie interesów różnych firm. Nie pokazywał przecież ich najjaśniejszych stron, lecz gorzką prawdę. Metodę zdobywania informacji przez Wallraffa poprzez wcielanie się przez niego w różne role sąd uznał jednak  za legalną wszędzie tam, gdzie istnieje podejrzenie, że dochodzi do poważnych uchybień, a ich wykrycie “będzie miało nadrzędne znaczenie dla interesu publicznego”. Od tego czasu w Niemczech mówi się o “lex Wallraff”.

Małgorzata Górska

Brak postów do wyświetlenia