Odwiedziliśmy Warsaw Food Expo 2017. Działo się!

Jeśli można się niezdrowo fascynować targami żywnościowymi (z bioproduktami w jednej z głównych ról), to właśnie stało się to moim udziałem. Ucieszyłam się, kiedy szef wysłał mnie, abym opisała swoje wrażenia z trzydniowych, międzynarodowych targów żywności „Warsaw Food Expo 2017”.

Targi odbywały się od czwartku do soboty (1-3 czerwca 2017) na terenie hal w warszawskim Nadarzynie. Dla wielu ludzi, nawet zmotoryzowanych, oznaczało to prawdziwą wyprawę i stanie w korkach. Warto się jednak było poświęcić!

Zacznijmy od kosztów. Najpierw zakup biletu na parking w kwocie 20 zł. Drogo. Prasa ma za darmo (fajnie pracować dla „Biokuriera”), ale pozostali odwiedzający opłaty nie unikną.

Na początek spory kiks. Pani z obsługi zapytana, czy jest na hali bankomat, odpowiada, że nie wie. Nie ma też oznaczeń, które podpowiadałyby, gdzie można wypłacić pieniądze. Na szczęście przygotowałam się. Mam trochę gotówki, bo wyjść z takich targów bez niczego to grzech. Dostajemy też cztery talony na bezpłatnego grilla.

Jestem z przyjacielem, który uczestniczy w takim wydarzeniu pierwszy raz. I jest zaskoczony, jak mili są dostawcy, jak chętnie częstują swoim pysznym jedzeniem, żartują, opowiadają o miejscu swojego zamieszkania. Atmosfera jest więc naprawdę wyjątkowa. Obecnych tam ludzi łączy pasja do dobrego jedzenia, umiłowanie kuchni i chęć smakowania nowych potraw.

„Warsaw Food Expo 2017” – mnóstwo lokalnych smaków i ciekawych inspiracji

Ja szukam nowinek kulinarnych. Chcę kupić coś, czego nie ma w tradycyjnych sklepach. I szybko to znajduję. Stoisko z matchą – japońską sproszkowaną zieloną herbatą, w dodatku organiczną – natychmiast mnie przyciąga. Można jej spróbować, miło porozmawiać i oczywiście kupić, choć cena zawrotna, bo waha się od 30 do 70 zł za opakowanie. Wiadomo jednak, że jakość kosztuje, a mój mąż, który jest smakoszem, ucieszy się z przysmaku. Robię więc rodzinie przyjemność i kupuję.

Dalej znajduję mieszanki/startery do jogurtów  – zdrowe bakterie, dzięki którym możemy w domu przygotować wartościowy nabiał. Ale dla mnie prawdziwym hitem są… przekąski ze ślimaka z gospodarstwa A&M Snails. Sprzedaje je Agnieszka Przygodzka, współwłaścicielka gospodarstwa. Od właścicieli gospodarstwa dowiaduję się, że nawet rodowici Francuzi chwalą ich wyroby.

Dalej spacerujemy między stoiskami i naprawdę nie wiemy, na co się zdecydować. Czy na egzotyczne owoce, czy na wędliny bez konserwantów, miody z domowych pasiek, ciasta z rabarbarem, nalewki czy wreszcie świeżo tłoczone soki. Przy okazji dostajemy od wystawców sporo prezentów. Częstujemy się lodami i obładowani zakupami zmierzamy do wyjścia. Żałujemy tylko, że ostatniego dnia targów, podczas naszego pobytu na scenie, prawie nic się nie działo (główne atrakcje zaplanowano na dwa wcześniejsze dni).

Po drodze korzystamy jeszcze z grilla. Dostajemy po dwie kanapki z przepyszną wieprzowiną.

Podobało się nam. To była fajna, przyjacielska wycieczka i ciekawy sposób na spędzenie sobotniego przedpołudnia. Mogliśmy zapoznać się z nowinkami kulinarnymi, odświeżyć znajomości i nawiązać przy okazji nowe kontakty.

Wszystkim dostawcom biorącym udział w „Warsaw Food Expo 2017” bardzo dziękuję za wiele życzliwych słów, poczęstunek i duża dawkę dobrego humoru. Pozytywnej energii wystarczy nam na cały tydzień.

Poniżej galeria zdjęć z targów