Edyta Stępczyńska o tym, czy w wegańskim cateringu jest miejsce na kotlet

Gotuje z pasją i zaangażowaniem. Jest weganką, ale daleko jej do ortodoksji. Nikogo nie namawia do zmiany nawyków żywieniowych, ale pokazuje, że dania bezmięsne wcale nie muszą być nudne i pozbawione smaku. Edyta Stępczyńska opowiada o swojej pierwszej książce pt.:”Wegańska Kuchnia Polska”, cateringu wegańskim i o tym, czy jest w nim miejsce na kotlet.

Są osoby, które nie godzą się na nazywanie dań wegańskich kotletami czy parówkami. A w Pani książce tego rodzaju potraw jest całe mnóstwo.

Edyta Stępczyńska*: Ja po prostu nie widzę nic złego w tym, by zaadaptować nazewnictwo „mięsne” do dań wegańskich. Weganie dzielą się na tych, co uważają, że gdy przestaje się jeść mięso, to nie powinno nam tego smaku brakować, jak również na tych, którzy nie widzą nic złego w wegańskich parówkach. Nie wstydzę się powiedzieć, że bliżej mi do tej drugiej grupy. Zanim zostałam weganką, lubiłam tradycyjne smaki. Uwielbiam warzywa i owoce, ale w mojej kuchni goszczą również wegańskie odpowiedniki wcześniejszych smaków.

Przyznam, że Pani książka bardzo mi się podobała, mimo iż nie jestem weganką. Przepisy w niej zawarte kojarzą mi się z kuchnią babci – swojską, dobrą.

Skupiłam się w niej na tym, co jest mi znane i bliskie. Dzielę się przepisami na dania, które sama gotuję najczęściej. Wiem też, że właśnie one są poszukiwane przez osoby, które rozpoczynają przygodę z kuchnią roślinną. Tak zresztą zaczęła się moja przygoda z blogiem. Brakowało mi na początku tradycyjnych dań i smaków, które jadłam wcześniej. Zaczęłam więc szukać ich roślinnych odpowiedników, a przepisy publikowałam, by rodzina mogła zobaczyć co jem. Książka natomiast to zbiór moich wieloletnich doświadczeń kulinarnych.

Czym dla Pani jest weganizm?

Weganizm to moje życie i pasja. Jest czymś naturalnym. Nie widzę dla siebie inne drogi. To moja cegiełka, dzięki której uważam, że świat może stać się lepszy. Weganką zostałam ze względów etycznych. Empatia nie pozwoliła mi dłużej jeść czegoś, co miało kiedyś oczy.

A jak to się zaczęło?

Pierwsze próby rezygnacji z mięsa podjęłam już jako nastolatka, wtedy jednak albo nie byłam gotowa, albo po prostu środowisko miało na mnie zbyt duży wpływ. A potem spotkałam mojego męża i razem rozpoczęliśmy przygodę z roślinną kuchnią. To było 10 lat temu i lista produktów wegańskich dostępnych w sklepach była mocno ograniczona. To jednak przekułam na zaletę, bo uważam, że dzięki temu tak się rozwinęłam w kuchni, choć gotować lubiłam od zawsze. Musiałam jednak być bardzo kreatywna.

Skąd u Pani wzięła się kulinarna pasja?

Od kiedy sięgam pamięcią, lubiłam gotować. Podglądałam, jak mama lepi pierogi. Fascynowało mnie, jak szybko kroi nożem wałeczki ciasta na kopytka. Mogłam stać i patrzeć na to długi czas. Oczywiście również pomagałam jak mogłam. Z czasem zaczęłam wyganiać mamę z kuchni i tworzyłam swoje dania. Nie były to czasy Internetu więc kieszonkowe, a później część pensji, wydawałam na gazety z przepisami. Skrupulatnie wycinałam interesujące receptury i wkładałam je do segregatora, grupując na rodzaje potraw. Ostatnio okazało się, że te segregatory ciągle są u moich rodziców na strychu. Miałam również zeszyt, w którym notowałam najciekawsze dania, również wegetariańskie. Mając kilkanaście lat pierwszy raz zetknęłam się z nazwą tofu, nie wiedząc zupełnie, co to jest. Po kilku latach to właśnie te przepisy okazały się być zbawienne, gdy zaczęłam przygodę z kuchnią roślinną. Miałam już spore obycie w kuchni, więc tworzenie nowych dań było dla mnie świetną zabawą, tak samo jak odkrywanie nieznanych mi wcześniej smaków.

Jak rodzina reaguje na Pani weganizm?

Myślę, że mnie rozumie. Mam wrażenie, że również nam trochę zazdrości, bo potrafiliśmy zrezygnować ze spożywania mięsa. Osobiście też nikogo nie namawiam do zmiany nawyków żywieniowych, jednak pokazuję na swoim przykładzie, że można jeść inaczej. Nie przekonuję nikogo na siłę, bo to nie ma sensu. Widzę jednak, że rodzina interesuje się tym co gotuję. I tak jak kiedyś podglądałam mamę, ucząc się robić kopytka, tak teraz mama uczy się ode mnie kuchni roślinnej, krok po kroku wdrażając ją w domu. Wierzę, że to co robię, zachęca również inne osoby do gotowania. Książka „Wegańska Kuchnia Polska” może być w tym bardzo pomocna.

Prowadzi Pani firmę cateringową, w ramach której własnoręcznie przygotowuje Pani wszystkie posiłki. To bardzo dużo pracy!

Praca jest bardzo wymagająca. Pochłania większość mojego czasu. Zdarzają się tygodnie, że codziennie po 14-16 godzin jestem w kuchni. Jestem jednak zdania, że aby robić coś na wysokim poziomie i zdobyć uznanie Klientów, trzeba dać z siebie wszystko. Tylko wtedy ma to sens. Nie uznaję kompromisów i pracy na „pół gwizdka”, dlatego zrezygnowałam z bezpiecznej pracy w urzędzie i zaczęłam spełniać marzenie. Teraz moim szefem są Klienci. Ja jestem ich kucharką i ułatwiam im życie. Uwalniam od konieczności gotowania, daję poczucie bezpieczeństwa i oczywiście smak, bo to on tu jest najważniejszy. Praca daje mi mnóstwo satysfakcji i choć bywa trudno, mam wsparcie męża, który zawsze jest przy mnie i mi pomaga.

Kto najczęściej zamawia u Pani wegański catering?

Liczne grono moich Klientów to weganie, ale są wśród nich również osoby, które odżywiają się tradycyjnie, ale tak lubią moją kuchnię, że przestawiają się na część posiłków wegańskich. Niektórzy nawet na stałe decydują się zrezygnować z mięsa. Zdarza mi się też gotować dla grup zorganizowanych, np. w ramach warsztatów dla osób grających na bębnach afrykańskich lub interesujących się psychologią cyrku. Takie spotkania odbywają się cyklicznie i ponieważ osoby je organizujące są weganami, korzystają z moich usług. Dzięki temu moją kuchnię mieli okazję poznać również goście z zagranicy.

Większość osób, które zamawiają u mnie posiłki, zazwyczaj zostaje ze mną na dłużej. Z wieloma klientami pozostaję w bardzo przyjacielskich stosunkach, ostatecznie przecież dość mocno uczestniczę w ich życiu. Otwierając słoik czują, że to co będą jedli, zostało przygotowane z sercem i wiedzą, kto to przygotował.

Kup książkę Wegańska Kuchnia Polska u wydawcy

*Edyta Stępczyńska – młoda i pozytywnie zakręcona kobieta, która wzięła życie we własne ręce. Weganka, blogerka aktywna w mediach społecznościowych. Z pasją uprawia ogródek. Karmi rodzinę, znajomych i Klientów, obalając mit, że kuchnia roślina jest pozbawiona wyrazu. Specjalistka tworzenia smaków mięsnych z roślin. Autorka bloga Zakręcony Wege Obiad i książki „Wegańska Kuchnia Polska”, w której umieściła przepisy na dania smaczne i łatwe do przygotowania.