Jak działają kooperatywy spożywcze? Certyfikat nie zawsze jest najważniejszy [wywiad]

Czym są kooperatywy spożywcze? Czy to dobry sposób na kupowanie ekoproduktów? Kto je zakłada? Jak przystąpić? Pytamy Dorotę Zmarzlak z warszawskiej Kooperatywy Na Zdrowie.

Proszę przybliżyć czytelnikom specyfikę kooperatyw. Kto je zakłada? W jaki sposób zostaje się członkiem? Jak wygląda komunikacja?

Dorota Zmarzlak: Kooperatywy spożywcze to formalne lub nieformalne, działające na bazie wolontariatu, grupy zakupowe. Mają na celu kupowanie produktów spożywczych bezpośrednio od producentów – lokalnych, świeżych, ekologicznych i smacznych oraz importerów, w przypadku towarów nie występujących w Polsce. Zazwyczaj zakładają je ludzie, którzy zaczęli kwestionować z jednej strony współczesny przemysł spożywczy oraz jego ofertę dla konsumentów a z drugiej sposób dystrybucji żywności. Jednocześnie są to ludzie, dla których tematy zdrowotne oraz holistyczne podejście do zdrowia są istotne a ich świadomość i zachowania ekologiczne są powyżej przeciętnej.

Kooperatywy komunikują się za pośrednictwem internetu, zazwyczaj działają poprzez grupy na Facebooku, jest jedna kooperatywa w Polsce prowadząca dwa sklepy. O kooperatywach zazwyczaj wieści roznoszone są pocztą pantoflową, chociaż może właściwsze byłoby określenie – jedzeniową. Sposoby przyjęcia są różne – niektóre z tych grup bywają czasowo zamknięte i nie przyjmują nowych członków, do części należy mieć polecenie aktualnych członków, są takie które prowadzą nabór w sposób ciągły, organizując spotkania i zapraszając na odbiory. Spotkania kooperatyw i „odbiory” zamówionych produktów odbywają się zazwyczaj w miejscach udostępnianych przez samorządy lokalne (szkoły, domy kultury, miejsca targowe).

Czy kooperatywy ograniczają się do zakupów u rolników, czy zajmują się także produktami przetworzonymi?

Kooperatywy jak najbardziej kupują produkty przetworzone, zarówno od dużych producentów (np. makarony, napoje roślinne, przetwory, produkty kosmetyczne, etc.), jak również od mniejszych dostawców, wtedy zazwyczaj jest to tzw. „garmażerka” – pierogi, pasztety, przetworzone ryby, wędliny, pieczywo, ciasta, etc.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Jak wygląda podejście do żywności BIO w kooperatywach (czy w ogóle można generalizować czy jest to jednak specyficzne dla różnych grup)? Czy jest nastawienie na takie produkty czy raczej chodzi o sprawdzonych, zaufanych dostawców?

Większość kooperatyw, które znam stawia na sprawdzonych, zaufanych dostawców, oczywiście chętnie z certyfikatem ale nie jest warunek konieczny do rozpoczęcia dostaw do kooperatyw. Lokalność, świeżość, deklaratywność produkcji BIO oraz znajomość danej osoby oraz jego gospodarstwa/zakładu jest ważniejsza niż certyfikat.

Uzyskanie certyfikatu eko jest nie tylko czasochłonne ale również związane z dużymi wydatkami – nie każdy z rolników/producentów jest gotowy na taką inwestycję, z drugiej strony w rolnictwie ekologicznym nadal jest dopuszczonych kilka środków ochrony roślin, których kooperatywy nie chcą znać.

Jakich?

Przykładowo są to środki zawierające tlenek miedzi z powodu jego szkodliwości w kontakcie z organizmami żywymi, możliwymi zatruciami oraz możliwymi przypadkami przekraczania norm.
Finalnie – chciałoby się powiedzieć „nie wszystko złoto co z certyfikatem eko” – pod szyldem żywności ekologicznej jest sprzedawana duża ilość produktów wysoko przetworzonych, zawierających nieskończenie wiele w ogóle niepotrzebnych składników i fakt, że te składniki są ekologiczne za bardzo tutaj nie pomaga. Przykład? Jogurt cytrynowy. Skład: jogurt cytrynowy 7,5% tł. bio, jogurt naturalny* 7,5% tłuszczu, cukier trzcinowy*, sok z cytryn* (ze skoncentrowanego soku z cytryn-2,5%), cytryny*(2%), skrobia z tapioki*, naturalny ekstrakt waniliowy*, skórka z cytryny*, skórka z pomarańczy*, olejek cytrynowy* (*wszystkie składniki z certyfikowanych upraw ekologicznych). Dla porównania, jogurt miodowo-cytrynowy z małej przetwórni, bez certyfikatu, skład: mleko krowie pasteryzowane, kultury bakterii jogurtowych, miód, sok z cytryny, skórka cytrynowa, cukier trzcinowy.

Inne przykład jogurtu eko. Ekologiczne składniki: mleko krowie pasteryzowane, mleko w proszku, kultury bakterii jogurtowych. Według mnie jogurt naturalny powinien składać się z dwóch składników: mleko krowie, kultury bakterii jogurtowych. W tym przypadku również wybierzemy niecertyfikowany jogurt.

Więc zdecydowanie kooperatywy nie modlą się do certyfikatów.

Chyba zrodził nam się temat na odrębny tekst i dłuższą rozmowę o certyfikacji, rozwoju rynku eko itd. Wróćmy jednak do kooperatyw. Jak kooperatywy działają np. na Zachodzie? Czy są jakieś formalne struktury czy też odbywa się to raczej nieoficjalnie?

Ruch kooperatywny ma bardzo długą historię, jego początki sięgają XIX wieku, więc koledzy z tzw. Zachodu mieli czas na wypracowanie sposobu pracy oraz organizacji. Tam kooperatywy są najczęściej sformalizowanymi tworami, często prowadzącymi sklepy z innymi cenami dla członków oraz „ludzi z ulicy” oraz szeregiem zasad, np. obowiązkiem pracy.

Jakie są największe plusy z działania w kooperatywach?

Główny i najbardziej zrozumiały dla osób spoza kooperatyw plus to dostęp do świeżego, dobrej jakości jedzenia, często zupełnie niedostępnego w „normalnym” (czy to tradycyjnym czy nowoczesnym) obiegu handlowym, na dodatek w dobrej cenie. To taki plus oczywisty i „łopatologiczny”.

Te trudniej zrozumiałe korzyści, to poczucie sensu wynikające z bezpośredniej pracy z rolnikami/producentami oraz wspólnej pracy nas samych w kooperatywie, świadomość, że przyczyniamy się do tworzenia lepszej ekonomii oraz ogólnie atmosfera „zakupów” – czyli naszej akcji odbiorów. To jak dobra sesja jogi albo inny seans motywacyjny.

Ostatnia grupa korzyści, już w ogóle wymykająca się wszelkim określeniom, to coś co ja nazywam benefitami emocjonalnymi – ja w tej chwili mogę nazwać blisko 90% produktów używanych w domu imieniem producenta lub chociaż importera – marchewka jest od Krzysia, pomidory od Bartka i Ady, pierogi lepiła Marianka, jabłka od Zbyszka, mięso od pana Marcina, jajka są od Ani a kakao do Polski przywiózł Filip. I tak dalej i tak dalej. Wszystkich tych ludzi znam osobiście, regularnie widuję, mogę dopytać o co chcę lub pojechać do nich do domu/gospodarstwa. Oczywiście można zapytać po co to komu. Jak widać dla sporej i ciągle rosnącej grupy ludzi ma to wartość. To zresztą trend, który nie da się wygasić, widać to na przykładzie rosnącej popularności inicjatyw bazujących na idei ekonomii współdzielenia oraz – w coraz bardziej zdigitalizowanym świecie – coraz większej wartości kontaktów międzyludzkich.

Czy widzi Pani możliwość współpracy ekosklepów z kooperatywami czy też stoi to w zupełnej opozycji?

Ze sklepami zdarza się nam pracować ale w zasadzie tylko w sytuacji, kiedy ten sklep jest jednocześnie (często wyłącznym) importerem jakiegoś produktu. W każdej innej sytuacji raczej docieramy bezpośrednio do producenta lub importera, inaczej nie ma to po prostu sensu, sklepy muszą zarobić swoją marżę a my jej po prostu nie chcemy płacić.

Rozmawiał:

Brak postów do wyświetlenia