G. Łapanowski: Edukacja żywieniowa – nie tylko potrzebna, ale i opłacalna!

O coraz powszechniejszej epidemii otyłości wśród polskich dzieci, akcji Szkoła na widelcu, sytuacji w szkolnych stołówkach i potrzebie edukacji kulinarnej i żywieniowej rozmawiamy z Grzegorzem Łapanowskim, dziennikarzem kulinarnym, kucharzem i popularyzatorem zdrowego odżywania.

Karol Przybylak (Biokurier): Jesteś jedną z głównych postaci projektu Szkoła na widelcu. Skąd pomysł na takie działania, jakie są podstawowe bolączki żywności w szkołach w Polsce?

Grzegorz Łapanowski: Projekt wziął się w dużej mierze z analizy kondycji zdrowotnej dzieciaków i młodzieży w Polsce. Okazuje się, że jesteśmy w pierwszej piątce nadwagi wśród jedenastolatków w Europie. Dynamika wzrostu otyłości i nadwagi w Polsce jest dziesięciokrotnie szybsza niż w Stanach Zjednoczonych. Jak tak dalej pójdzie to w ciągu 10 lat dogonimy Amerykanów i Brytyjczyków jeżeli chodzi o te niezbyt optymistyczne statystyki.
Konsekwencje takiego zjawiska mogą być poważne zarówno jeżeli chodzi o zdrowie jak i finanse państwa. Szacunki wskazują, że koszty otyłości (opieka medyczna etc) i nadwagi mogą sięgnąć za 17 lat 100 mld złotych. Tymczasem aktualny budżet Narodowego Funduszu Zdrowia to ok. 67 mld złotych. Rachunek jest prosty –  nie stać nas na to. Pamiętajmy, że mówimy tylko o otyłości i nadwadze a tak naprawdę w tle mamy szerszy problem jakim jest masowa konsumpcja żywności bardzo wysoko przetworzonej , która składa się właściwie głównie z substancji dodatkowych: tłuszczu, soli, cukru i glutaminianu sodu.
To niestety jest zjawisko powszechne. Powoli rośnie pokolenie, które nie zna smaku prawdziwego jedzenia, nie wynosi go z domu i nie poznaje go w szkole. Mamy jeszcze szansę zachować tradycyjne rolnictwo, ale także kulturę produkcji i konsumpcji prawdziwego jedzenia, ale trzeba działać. Jeżeli nie zaczniemy inwestować w edukację kulinarną to nasz budżet nie wytrzyma presji finansowej związanej z konsekwencjami spożywania złej żywności. Obserwacje i analizy wskazują, że edukacja kulinarna i żywieniowa w dłuższej perspektywie po prostu się opłaca a metoda warsztatowa połączona z teorią to najlepszy sposób na przekonanie dzieciaków, aby wybierały dobre jedzenie. To właśnie takie działania prowadzimy w ramach „Szkoły na widelcu”.

KP: W ramach Szkoły na widelcu współpracujecie także z dyrektorami szkół…

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Grzegorz Łapanowski: Tak. W ramach aktualnego projektu odwiedzamy 10 największych miast Polski. W każdym z nich odbywa się konferencja dla dyrektorów (to oni mają decydujący wpływ na kształt szkolnego menu) i nauczycieli. Towarzyszą jej warsztaty dla personelu szkolnych stołówek oraz dla dzieci.
Cały czas jednak mam niedosyt i wiem, że to wciąż za mało. Takie akcyjne projekty oczywiście mają sens, ale trzeba doprowadzić do tego, że edukacja kulinarna stanie się trwałym elementem systemu edukacyjnego. O żywności ekologicznej, tradycyjnej, regionalnej, dobrym żywieniu, gotowaniu będziemy uczyli normalnie w ramach zajęć szkolnych.

KP: Czy znasz już jakieś pozytywne przykłady szkół w Polsce jeżeli chodzi o wykorzystwanie lokalnej, ekologicznej i niskoprzetworzonej żywności w szkołach i przedszkolach.

Grzegorz Łapanowski: Tak, jest ich przynajmniej kilka. W Tychach powstało kilkanaście przedszkolnych ogródków, w Policach zdecydowano się dostarczać do stołówek eko żywność a coraz więcej przeszkoli bierze udział w akcji Zdrowy Przedszkolak. Widać zmiany, świadomość rośnie, ale nie da się ukryć, że dyrektorzy placówek są pozostawieni sami sobie a borykają się z problemami finansowymi a jak wiadomo bez pieniędzy i wsparcia instytucjonalnego ciężko cokolwiek zrobić.

KP: Jakie są reakcje rodziców na problem jakości jedzenia w szkolnych stołówkach?

Grzegorz Łapanowski: Nie da się tego jednoznacznie określić. Część rodziców widzi potrzebę zmiany i bardzo jej chce, ale część uważa, że wszystko jest OK. Chciałoby się mówić tylko o zjawiskach pozytywnych, ale problem złych nawyków kulinarnych dzieci wynoszą często właśnie z domu a dopiero później przekłada się to na sytuację szkołach. Brak gotowania, chipsy, batoniki, zupki w proszku to składniki domowego menu, trudno się dziwić, że dzieci i rodzice później tego oczekują w szkole. Ciężko zmienić mentalność dorosłych, ale jest szansa aby odpowiednio wychować dzieci w oparciu o zajęcia, sklepik, stołówkę, ogródek przy szkole.

KP:  Jaką rolę w stołówkach szkolnych może odegrać żywność ekologiczna?

Grzegorz Łapanowski: Jeśli chcemy edukować kulinarnie pod kątem dobrego jedzenia to siłą rzeczy trzeba mówić o produktach wysokiej jakości a takimi właśnie są produkty ekologiczne. Rozwój tego rynku to szansa dla nas jako kraju, ale też jest to ściśle związane z dobrym żywieniem. Współpraca ze szkolnymi stołówkami to olbrzymia dla producentów żywności ekologicznej. Wciąż niewykorzystana…

KP: Dlaczego szkoły nie kupują lokalnej, ekologicznej, sezonowej żywności?

Grzegorz Łapanowski: Sytuacja ukształtowana jest przez obowiązujące prawo w ten sposób, że stołówki zaopatrują się przez system przetargów. Produkt powinien być najtańszy w związku z czym na stoły trafia…chała. To mocne słowo, ale chyba trafne bo stawka żywieniowa w niektórych przypadkach wynosi nawet 1,50zł na dziecko… Tymczasem w stołówkach pracują świetni ludzie, ale często nie mają sprzętu i pieniędzy. Tą sytuację trzeba zmienić – to już nie jest czas na debatę, to już czas na działanie.

KP: Gdzie można znaleźć informacje dotyczące warsztatów, współpracy z Wami?

Grzegorz Łapanowski: Wszystkie informacje, przykładowe menu, kalendarz sezonowsci etc.pobrać można ze stron www.szkolanawidelcu.pl oraz szkolnesmaki.pl . Zachęcamy także aby robić warsztaty we własnym zakresie.

Rozmawiał: Karol Przybylak
Rozmowa przeprowadzona została w trakcie Organic Marketing Forum 2013 w Warszawie.

Brak postów do wyświetlenia