Ekoryba na święta?

Wyborny smak oraz walory zdrowotne: wysokowartościowe białko, kwasy tłuszczowe omega 3, witaminy z grupy B, witamina A, witamina D, składniki mineralne – to tylko część argumentów przemawiających za tym, by wzbogacić swoje menu o ryby. Zresztą trudno wyobrazić sobie wigilijny stół bez przynajmniej jednej potrawy, która nie zawierałaby ich w składzie.  Niestety przemysłowy chów często sprawia, że ich smak i jakość pozostawiają wiele do życzenia. W dodatku degradacji ulega środowisko naturalne. Alternatywą mogą być ryby z hodowli ekologicznych – od 2010 roku producenci mogą uzyskiwać stosowny certyfikat.

Ciemna strona masowej hodowli

Ryby hodowlane stanowią około jednej piątej wszystkich ryb trafiających do konsumentów, a eksperci zapowiadają, że ich udział w ogólnym spożyciu będzie się wciąż powiększał. Przemysłowa hodowla ryb bardzo często prowadzi do degradacji środowiska naturalnego. Ryby trzymane są w bardzo dużym zagęszczeniu i karmione dużą ilością pasz (produkowanych z mączek rybnych, których wytwarzanie przyczynia się do zubażania zasobów mórz i oceanów). Wiele pisano o fatalnych warunkach, w jakich prowadzony jest chów pangi (co może prowadzić nawet do tego, że jest ona pozbawiona cennych właściwości odżywczych), ale także co do konwencjonalnego chowu łososia pojawiają się zastrzeżenia zgłaszane nie tylko przez organizacje ekologiczne.  Szacunki naukowców wskazują, że łosoś hodowlany może zawierać nawet 10 razy więcej toksyn (dioksyn, pestycydów itd.) niż jego żyjący dziko odpowiednik.

Ekoakwakultura

Zarówno konsumenci, jak i hodowcy zaczęli szukać alternatywy, która pozwoliłaby zaproponować wiarygodne produkty o wysokiej jakości. Pierwsze standardy prywatne dotyczące ekologicznej akwakultury zaczęły funkcjonować w połowie lat 90., a kilka lat później pojawiły się pierwsze regulacje krajowe (m.in. we Francji).  Od  2010  roku można hodować ryby i wodorosty (a także skorupiaki i małże) metodami ekologicznymi zgodnie z zasadami zawartymi w rozporządzeniu Unii Europejskiej.  Na opakowaniu takich produktów można stosować określenia EKO, BIO, ORGANIC (np. „ekologiczny łosoś”) oraz wykorzystywać logo ekoliścia.

Pamiętajmy, że produktów ekologicznej akwakultury nie należy mylić z produktami rybołówstwa (z połów dzikich ryb, krewetek itp). „Stan dziki” nie podlega w tym wypadku kontroli i certyfikacji. Z kwestią rybołówstwa związanych jest jednak także wiele kontrowersji, dlatego ustawiane są prywatne standardy dla zrównoważonego rybołówstwa, np. Marine Stewardship Council (MSC).

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Jak prowadzony jest ekologiczny chów?

Produkcja ekologiczna ryb i wodorostów może odbywać się zarówno w morzu, jak i w wodach lądowych, zawsze jednak w wodzie wysokiej jakości i w sposób niezanieczyszczający środowiska. Ekologiczny producent przygotowuje plan zarządzania i kontroluje jakość wody wypływającej z gospodarstwa rybnego, aby zapewnić, że środowisko nie ucierpi z powodu produkcji. Zagęszczenie ryb jest ograniczone, bardzo często jest to kilkukrotnie niższe niż obecnie praktykowane w akwakulturze konwencjonalnej. Niskie zagęszczenie przekłada się na wyższy dobrostan ryb, skorupiaków i małż. W produkcji nie stosuje się chemii, leczenie konwencjonalnymi lekami ograniczone jest do minimum.

Karpie, krewetki, tilapie czy pangi mają odżywiać się naturalnie na bazie naturalnej żyzności zbiorników wodnych, tylko w niektórych przypadkach braku pożywienia można dokarmiać ryby, głównie produktami roślinnymi.

W przypadku ryb drapieżnych, takich jak łosoś, ważne w diecie są składniki rybne. Do 60% ograniczono w diecie produkty roślinne, resztę stanowią mączka rybna i olej rybi. W produkcji ekologicznej preferuje się jako pokarm dla ryb: ekologiczne produkty akwakultury, mączki ze ścinków ryb ekologicznych, mączki ze ścinków ryb złowionych w sposób zrównoważony na potrzeby konsumpcji.

Ryb ekologicznych nie karmi się rybami łowionymi  do produkcji mączki i oleju, tylko wykorzystuje się ścinki pochodzenia nieprzyczyniającego się do zubażania zasobów mórz.

Ekochów ryb w Polsce raczkuje

W Polsce, jak na razie, hodowców ekologicznych ryb (np. karpia lub pstrąga) z certyfikatem policzyć można na palcach jednej ręki. Jednym z pionierów jest Roman Świątek z Krępska k. Piły (woj. wielkopolskie). – Podczas chowu bardzo dbamy o najwyższą jakość i czystość wody oraz podłoża, które ważne jest zwłaszcza w przypadku karpiowatych. Znaczenie ma także karma. Ekologiczny karp karmiony jest zbożami ekologicznymi, a pstrągi certyfikowaną karmą ekologiczną, którą ściągamy z Francji lub Szkocji, gdyż nie ma jeszcze polskich producentów. Ekologiczny chów ryb nie wiąże się z wykorzystywaniem środków chemicznych i profilaktycznym stosowaniem antybiotyków. Dbamy także o dobrostan ryb. W akwakulturze ekologicznej na metr sześcienny przypada znacznie mniej ryb niż w akwakulturze konwencjonalnej – mówił w rozmowie z Biokurierem. Z pewnością bolączką polskich hodowców jest chociażby praktyczny brak polskich pasz dopuszczalnych w ekoakwalturze (ten problem występuje jednak także w niektórych sektorach rolnictwa ekologicznego).

Bioryby z importu

Na polskim rynku pojawiają się także ekologiczne ryby pochodzące z importu. Coraz lepiej wygląda dostępność ekologiczna łososia z Norwegii, który importowany i dystrybuowany od niedawna przez firmę Limito. Ekologiczny chów łososia wiąże się z wykorzystywaniem dużych klatek, które pozwalają stworzyć warunki maksymalnie zbliżone do naturalnych. W przeciwieństwie do hodowli przemysłowych, bardzo rygorystycznie przestrzegana jest „gęstość zarybienia”. Oprócz łososi w Europie hoduje się pstrągi, karpie, labraksy, jesiotry, dorsze czy różnego rodzaje małże, w tym ostrygi.

Karol Przybylak

W tekście wykorzystano fragmenty artykułu A. Szeremety „Czy już czas na ekorybę”. | fot. Chroma Stock

Artykuł ukazał się w numerze 4/2014 Biokuriera. Zaprenumeruj Biokurier na 2015 rok

Brak postów do wyświetlenia