Ekologiczne gruszki na wierzbie?! – odpowiedź Petera Stratenwertha na artykuł GW

Publikujemy napisaną przez Petera Stratenwertha, rolnika ekologicznego specjalizującego się w wypieku eko chleba i wyrobie serów, odpowiedź na artykuł w Gazecie Wyborczej (poradnik) z dn. 22.02.2013, autorstwa p. Krystyny Naszkowskiej pt. „Ekologiczne gruszki na wierzbie”

W piątkowym numerze Gazety Wyborczej z dn. 22.02.2013 cała strona jest poświęcona tematyce żywności ekologicznej.

Autorka tekstu, pani Krystyna Naszkowska, nie pozostawia na nas, producentach żywności ekologicznej, suchej nitki: jesteśmy bandą hochsztaplerów, a ci, którzy od nas kupują – to głupcy. Według dziennikarki nasi klienci dają się przez nas nabrać lub chcą tylko być modni i odróżniać się od innych.  Tak naprawdę nie ma żadnej różnicy czy żywność powstała przy zastosowaniu agrochemii czy nie. Jedyne co odróżnia żywność ekologiczną to to, że jest brzydsza i droższa od konwencjonalnej.

Żal mi Gazety Wyborczej i jej dziennikarki, że natknęła się na krzywą marchewkę i drogiego kurczaka i zaraz „odhaczyła” temat.  Nad tytułem artykułu znajduje się nazwa działu: PORADNIK, co sugeruje, że to więcej niż osobista opinia; to rada oparta na ekspertyzach. Podstawowym źródłem wiedzy , na którym opiera się Pani Ekspert są przeprowadzone 20 lat temu na małej próbie warzyw ekologicznych badania Instytutu Żywności i Żywienia.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Poza tym Pani Krystyna chyba odważyła się na spacer po warszawskim Bio-bazarze w dawnej fabryce Norblina, aby zdobyć też własne doświadczenia. Widocznie do mojej marchewki już nie dotarła, bo przestałaby się śmiać z kształtu ekologicznej marchwi. Dotarła jednak do stoiska opodal, gdzie kolega co sobotę sprzedaje cały asortyment drobiu z własnej hodowli.

Pani Krystyna jest prawdopodobnie wzrokowcem, bo zadziwiła ja cena za kilogram, ale nie skorzystała z wyjątkowej okazji, by samego producenta zapytać, dlaczego jego ceny są wysokie. Jako mistrz w swoim fachu wolała sama wyjaśnić czytelnikom i samej sobie, o co tu chodzi. Więc nie dowiedziała się, jakie trudy, bariery i koszty ma do pokonania mały producent, zanim uruchomi chociażby małą ubojnię na drób. Nie dowiedziała się o tym, jak trudna i wymagająca jest hodowla drobiu ekologicznego i jak wciąż niełatwo  sprowadzić odpowiednie certyfikowane pasze.

Dla autorki artykułu w GW gęś to gęś i  to zwierzę jest jej zdaniem chodzącym dowodem, że jest to gatunek sam w sobie ekologiczny. Nic dodać, nic ująć. Cały wielki ciężki przemysł paszowy oparty na sterydach, hormonach, antybiotykach, soi i kukurydzy modyfikowanej genetycznie, dziennikarka omija szerokim łukiem, tak jak moją marchewkę.

Polecamy także:

„Klienci sklepów ekologicznych to z reguły ludzie młodzi (…) u których jeszcze nie rozwijają się żadne choroby”. Autorka uważa, że oni kupują taką żywność z nudy, bo nie mają na co wydać pieniędzy. Pieniądze wydadzą, nuda się kończy, bo …”jak zaczynają kupować żywność ekologiczną, której asortyment nie jest szeroki, to w ogóle się  dopiero zastanawiają jak komponować posiłki”. Szkoda, że dla Pani Krystyny Naszkowskiej badania Uniwersytetu Stanforda bardziej przemawiają niż to, co mówi wiele osób regularnie odżywiających się ekologicznie: mniej alergii, mniej dolegliwości przewodu pokarmowego, lepsze samopoczucie, zdrowsze dzieci.

To są argumenty „pro”, których rolnik, przetwórca czy sprzedawca żywności ekologicznej nie musi wmawiać swoim klientom.  To są słowa, które sami od nich słyszymy, kiedy wracają do nas i dziękują nam za naszą  niełatwą pracę.

Peter Stratenwerth

Artykuł Pani Krystyny Naszkowskiej można tez przeczytać w Internecie: http://www.pressdisplay.com/pressdisplay/viewer.aspx

Brak postów do wyświetlenia