Dziecięce menu w restauracjach do zmiany?

O konieczności kształtowania odpowiednich nawyków żywieniowych u dzieci mówi się ostatnio coraz częściej i głośniej. To odpowiedź na rosnącą liczbę małych pacjentów z chorobami dietozależnymi. Świadomość rodziców w tym zakresie stale rośnie, co jednak w sytuacji, gdy chcą zjeść „na mieście”? Jak wygląda zazwyczaj menu dla maluchów? No właśnie… 

Co dziecko może zjeść w restauracji?

Jeśli spojrzymy na restauracyjne menu dla dzieci, możemy odnieść wrażenie, że we wszystkich lokalach posiłki przygotowuje ten sam szef kuchni. Oto bowiem szablonowy jadłospis dedykowany najmłodszym:

nuggetsy,

frytki,

pierś z kurczaka w panierce,

paluszki rybne,

zupa pomidorowa.

A wszystko to okraszone sporą ilością tłuszczu, soli, z obowiązkową porcją ketchupu. Trudno tu wrzucić wszystkich do jednego worka, bo w Polsce wiele jest miejsc, w których zarówno dorośli, jak i dzieci zjeść mogą smacznie i zdrowo. Nasuwa się jednak pytanie, jaki jest sens komponowania dziecięcego menu w restauracji? Czy na co dzień dzieci jedzą inny obiad niż ich rodzice? Czy posiłki serwowane w przedszkolnych czy szkolnych stołówkach są niejadalne dla dorosłych?

Wydaje się, że dzieci mogłyby z powodzeniem najeść się połową porcji dania, będącego w karcie dedykowanej „dorosłym klientom”. I na takie właśnie rozwiązanie postawili właściciele nowo powstałej w Bydgoszczy restauracji „Przepis Bistro”. Menu każdego dnia jest inne, a jedzenie przygotowywane jest z produktów świeżych i bardzo dobrej jakości. Nic zatem dziwnego, że coraz więcej rodzin z dziećmi udaje się tam na obiad czy deser. – Naszym gościom dużym i małym serwujemy zupy, makarony, gotowane warzywa i ryby. Najmłodszym podajemy połowę porcji. Takie rozwiązanie podyktowane jest m.in. prywatnym doświadczeniem. Mam dwuletnią córkę, która je takie same potrawy jak ja. Gotujemy zdrowo. – mówi Klaudia Szefs-Nasalska, właścicielka restauracji. I dodaje: – Serwowane w wielu lokalach ubogie, fastfoodowe menu dla dzieci to nie tylko efekt niewiedzy na temat zdrowego żywienia, ale też wiecznie żywy stereotyp, że dziecko z utęsknieniem oczekuje na porcję frytek. Śmiało można się z tym stwierdzeniem zgodzić. Wystarczy spojrzeć, jak w Dzień Dziecka oblegane są sieciowe restauracje typu McDonald’s czy KFC. Zjedzenie obiadu w tego rodzaju lokalu wielu maluchów traktuje jako nagrodę. Co więcej, to także obowiązkowy punkt szkolnej wycieczki.

Sprzeciwia się temu również Maciej Barton, który od samego początku w Pałacu w Orli prowadzi tzw. Małą Kartę, czyli zupełnie oddzielne menu dla najmłodszych. – I pomimo, że znajduje się w niej rosół, to przygotowany jest on z perliczki, jest i pomidorowa, ale z domowym makaronem. Naszym małym klientom serwujemy racuchy z jabłkami, pampuchy z sosem pieczeniowym lub słodkim, ale też udko z domowego kurczaka z warzywami z kuskusem czy też pierożki leniwe z naszego twarogu. Można? MożnaObecnie w naszej restauracji mamy kartę miesięczną, więc również dzieciecą kartę regularnie modyfikujemy (i wówczas znaleźć w niej można np. spaghetti z mascarpone lub klopsiki rybne w sosie serowym z brokułem) – podsumowuje Maciej Barton.

Artur Michna (Krytyk Kulinarny) o menu dla dzieci w polskich restauracjach

A co na temat dziecięcych kart w restauracjach mówi prowadzący bloga krytykkulinarny.pl Artur Michna? – Specjalne karty menu dla dzieci to kolosalne nieporozumienie. Przekonanie, że dzieci powinny jadać inaczej niż dorośli to marketingowa sztuczka przemysłu spożywczego, który wykreował takie wrażenie po to, aby zwiększyć sprzedaż środków spożywczych dla dzieci w proszku i słoiczkachtreści ohydnej, pozbawionej smaku, bez soli, cukru, przypraw i ziół. I dodaje: – Karmienie dzieci w ten sposób nie ma sensu, podobnie jak sensu nie ma zamawianie dzieciom dań ze specjalnej dziecięcej kartyowego źle pojętego ukłonu w stronę tak zwanych niejadkówdzieci, które od pierwszego kęsa tak skutecznie zniechęcano do jedzenia, że w końcu zaczęły jedzenia unikać. Bez najmniejszej wątpliwości dzieci powinny jadać to, co dorośli, oczywiście przy założeniu, że ci dorośli są świadomi tego, co jedzą, a jedyna akceptowalna przeze mnie różnica w tym zakresie to wielkość porcji. Dyskryminacja, która przejawia się w karmieniu dzieci rozpuszczonymi proszkami, gotowymi papkami, a w restauracjach wszelkiego rodzaju nuggetsikami czy klopsiczkami, to wpychanie ich wprost w objęcia fastfoodu, któryjako odskocznia od domowych restrykcjibędzie dla nich alternatywnym źródłem jedzenia, które ma smak – kończy Artur Michna.

Dziecko w restauracji

Rodzice mają często obawy przed wyjściem z dzieckiem do restauracji. Problemem może być np. oczekiwanie na potrawę, co w przypadku kilkulatka może być nieco stresujące. Dziecko najzwyczajniej będzie się bowiem nudziło, co zresztą jest zjawiskiem normalnym i typowym dla tego okresu. Warto więc wychodzić w takie miejsca, w których nie tylko serwowane są smaczne potrawy, ale w których wygospodarowano również kącik dla dziecka. Tak jest choćby we wspomnianym bydgoskim lokalu „Przepis Bistro”. – Nie przeszkadza nam bałagan i uwielbiamy dzieci. Wiemy, że potrzebują one przestrzeni i zabawy, a siedzenie przy stoliku w oczekiwaniu na obiad jest wręcz nierealne. Stworzyliśmy więc specjalny kącik dla maluszków, w którym stoi mały domek. Jest miejscem spotkań wielu dzieci. – Mamy również krzesełko dla najmłodszych klientów, dziecięcą zastawę, a na prośbę rodziców udostępniamy śliniaki – wskazuje Klaudia Szefs-Nasalska.

Jeśli wybierzemy miejsce, w którym dzieci są mile widziane, wówczas możemy być pewni, że nasz rodzinny obiad przebiegnie w spokojnej i radosnej atmosferze. Niezwykle ważne będzie przy tym to, że posiłek nie będzie kaloryczną i niezdrową porcją jedzenia, ale smaczną i pożywną ucztą dla zmysłów. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy również uczyć dziecko nowych smaków. Jeśli bowiem nie wykorzystujemy w kuchni jakiegoś składnika, np. kaszy jęczmiennej, warto zaproponować ją dziecku, gdy wybierzecie się na wspólny obiad do lokalu. Być może polubi ten smak i zachęci rodziców do tego, by sięgali po niego częściej, choćby we własnym domu. Kto jak nie dziecko, potrafi przekonać nas do pozytywnych zmian? Często to właśnie dla najmłodszych zmieniamy nasze nawyki żywieniowe, chcąc dać im dobry przykład i wiedząc, jak duże ma to znaczenie dla organizmu i samopoczucia.

Kuchnie regionalne dla dzieci

Odwiedzając różne zakątki Polski (ale i świata) proponujmy dziecku dania z lokalnej kuchni. To przecież element tożsamości regionalnej, ale i szansa na poznanie smaku przeszłości. To bowiem tradycja i receptury przekazywane z pokolenia na pokolenie stanowią o wyjątkowości kuchni regionalnej. Dajmy dziecku szansę na zaznajomienie się z nią. To z pewnością o wiele lepsze rozwiązanie niż serwowanie mu pizzy czy zapiekanki. Zwłaszcza, że jak uważa Maciej Bartonnajmniejsi goście na sali to nasza kulinarna przyszłość. Jako kucharz wierny tradycji i dbający o najwyższą jakość produktu zdaję sobie sprawę z tego, iż spoczywa na mnie obowiązek bycia ambasadorem dobrego smaku. Najmniejszych smakoszy wystarczy zachęcić i przekonać do dań innych niż tych z frytkownicy. Sam mam dwójkę wspaniałych dzieci i wiem, że to możliwe – dodaje szef kuchni Pałacu w Orli.

 

Agnieszka Gotówka