Żywokost, dziurawiec i nie tylko… O ziołach i nowej książce opowiada Małgorzata Kaczmarczyk

Na rynku pojawiła się książka “Zioła dla smaku, zdrowia i urody”. Jej autorka, Małgorzata Kaczmarczyk, odpowiada m.in. na pytania związane z miejscem zielarstwa we współczesnym świecie.

Wydaje się, że zainteresowanie zielarstwem rośnie. Czy dlatego właśnie pojawił się pomysł na wydanie książki?

Małgorzata Kaczmarczyk*: Od lat prowadzę bloga, ziolowawyspa.pl. To tam publikuję przepisy na lecznicze mikstury, dzielę się swoim doświadczeniem i pasją. Książka to niejako podsumowanie mojej wiedzy i uporządkowanie jej, po to, by każdy mógł żyć w zgodzie z naturą. A osób zainteresowanych powrotem do tradycyjnych metod leczenia czy zabiegów pielęgnacyjnych jest faktycznie z roku na rok więcej. Ludzie stają się coraz bardziej świadomi komercjalizacji świata, buntują się przeciwko wszędzie obecnej chemii. Widzą, że tradycyjne metody leczenia nie zawsze działają. Szukają alternatyw, odwołując się do tego, co naturalne i znane od wieków. Niestety, nadal nam daleko do tego, co obserwujemy w innych krajach, gdzie wiele osób robi np. lecznicze nalewki. Choćby w Austrii w każdej aptece można kupić gotowy zestaw ziół do zalania alkoholem, by samodzielnie w domu przygotować np. miksturę ułatwiająca trawienie.

Jakie znaczenie dla Pani ma ta książka?

To pokłosie mojej pasji. Kiedy zaczęłam pracować z ziołami, otworzyło się przede mną wiele bram. Mogłam podążać wieloma drogami. Mogłam kształcić się na fitoterapeutę, rozwijać się w kierunku kosmetycznym, czy też skupić się tylko na prowadzeniu warsztatów i podróżowaniu z nimi po kraju. Ale jak zawsze, gdy mam podjąć jakąś ważną decyzję, i tym razem zadałam sobie pytanie: czy tego chce i jak się z tym czuję. Szybko okazało się, że najwięcej radości daje mi pisanie i robienie zdjęć. I stąd pomysł na wydanie książki, w której chciałam podzielić się z innymi tym, co kocham najbardziej – pięknem natury i spokojem, jaki niesie z sobą. Nie zrezygnowałam jednak z innych działań. Prowadzę też warsztaty zielarskie, mydlarskie i kosmetyczne, ponieważ jestem z wykształcenia nauczycielem i lubię kontakt z innymi. Nie podróżuje po Polsce, a wszystkich chętnych, którzy chcą się czegoś dowiedzieć na temat ziół, zapraszam do siebie, w Beskid Wyspowy.

Jak wspomina Pani pracę nad książką?

“Zioła dla smaku, zdrowia i urody” podzielone zostały na trzy części: ziołową, leczniczą i kosmetyczną. Nad każdą z nich spędziłam dwa miesiące. Przetwarzałam rośliny, tworzyłam z nich półprodukty i mieszałam je ze sobą. Każdy był fotografowany w okresie jesiennym i zimowym, kiedy nie ma już wiele roślin, stąd też na zdjęciach często pojawiają się susze. Późnym latem, gdy dowiedziałam się, że książka zostanie wydana, skupiłam się na bieganiu po łąkach i lasach oraz suszeniu roślin. Niektóre z nich nasadzałam w domu, by mieć dłużej świeżą roślinę do fotografii. Była to bardzo ciężka praca, ale dała mi mnóstwo satysfakcji.

Skąd u Pani zainteresowanie zielarstwem?

Kilka lat temu żyłam zupełnie inaczej. Szybko, intensywnie, bezrefleksyjnie. Z czasem mój organizm zaczął się buntować. Musiałam zrezygnować z tego, co było dla niego destrukcyjne. Zaczęłam dużo czytać i uczęszczać na różne warsztaty, które pomogły mi zrozumieć siebie i przestać żyć przeszłością. Zamieszkałam w kilkuhektarowym gospodarstwie rolnym na terenie Beskidu Wyspowego. Naturalna dla mnie stała się chęć identyfikacji roślin tutaj rosnących i gdy okazało się, że część z nich to zioła, zaczęłam poszukiwać informacji na ich temat.

Z czasem zafascynowana tym światem zapisałam się na roczne studium zielarskie. Od tej pory cały czas zgłębiam swoją wiedzę na temat przetwarzania roślin, czyli tego jak zamknąć moc roślin w oleju, winie, occie, alkoholu. Tworzę mikstury, maści, nalewki, kremy.

Żyjemy w ciągłym pędzie, narażeni na stres. Dlaczego warto choć na chwilę się zatrzymać?

To bolączka naszych czasów. Gdy coraz głębiej zanurzamy się w tej rzeczywistości, z czasem zapominamy o sobie. Mnóstwo chorób, które nas dotykają, bierze się ze stresu. Gdy choruje dusza, cierpi również ciało. Nie żyjemy w zgodzie ze sobą, nie potrafimy się zatrzymać i pomyśleć o sobie. Nie pytamy samych siebie, czego pragniemy i jak chcemy żyć. Zaczyna w nas kiełkować żal i tęsknota. Marzenia nadal są niespełnione i pewnie takie pozostaną, bo nie mamy siły o nie walczyć.

Trudno jest od razu diametralnie zmienić swoje życie. To często wymaga wielu lat pracy nad sobą. Potrzeba też samozaparcia. U mnie proces ten trwał bardzo długo, co było ściśle związane z moją sytuacją rodzinną. Mając trójkę dzieci nie mogłam wszystkiego zmienić od razu, bo byłam odpowiedzialna za ich rozwój. W momencie, gdy stały się dorosłe, wyprowadziłam się na wieś i zaczęłam żyć tak, jak chciałam.

Na koniec proszę zdradzić, które ziele jest Pani ulubionym?

Mam dwóch faworytów: żywokost i dziurawiec. Oba mają silne działanie przeciwbólowe, a żywokost dodatkowo regeneruje tkankę kostną. Mam problemy z kręgosłupem i stawami, a robione z tych roślin maści pomagają mi znieść tę dolegliwość.

 

 

 

LICZBA STRON: 272, FORMAT: 17 x 24, OPRAWA: twarda, WYDAWNICTWO: Samo Sedno KSIĄŻKA DOSTĘPNA NA: wydawnictwogaj.pl

*Małgorzata Kaczmarczyk – pasjonatka ziół, naturalnego lecznictwa i kosmetyki. Absolwentka studiów podyplomowych w zakresie uprawy i przetwarzania ziół oraz roślin alternatywnych. Autorka książki “Zioła dla smaku, zdrowia i urody”.