Greentest i FoodCleaner. Sprawdzamy jak działają?

Staranne wybieranie produktów, które lądują w naszym koszyku, analiza składu, certyfikatów to dobre sposoby na dbanie o zdrowie. Nie zawsze jednak pod ręką mam sklep, który oferuje to, czego w danej chwili potrzebuję. Wtedy można wspomóc się urządzeniami takimi jak Food Clean’er albo Greentest. Na czym polega ich działanie?

Greentest

Greentest jest urządzeniem, które z łatwością mogłam zabrać do sklepu i już tam sprawdzić, czy warto w nim zrobić zakupy. Zmieścił mi się spokojnie w kieszeni i dłoni. Jest mniejszy od telefonu komórkowego.

Jak to działa? Wystarczy wbić wystający z urządzenia pręcik, tzw. sondę w wybrany produkt i wybrać go na dotykowym ekranie z szerokiej listy, a Greentest przeliczy w ciągu trzech sekund czy wybrany owoc lub warzywo jest godne uwagi. Urządzeniem badałam też jakość mięsa.

To pomogło mi uzyskać informację, czy mięso nie zostało dodatkowo potraktowane chemią i konserwantami po uboju. Urządzenie posiada dotykowy ekran oraz baterię litowo-jonową. Do ładowania wystarczy ładowarka z microUSB. Greentest ma do wyboru kilka języków, w tym również język polski.

Podoba Ci się to, o czym piszemy?     

Dlaczego Greentest mierzy ilość azotanów w produktach? Ponieważ można je nazwać „wyznacznikiem”, który uświadamia nas, że żywność, którą chcemy kupić jest nafaszerowana chemią. Występowanie azotanów w owocach i warzywach jest czymś naturalnym, ponieważ azot występuje zarówno w powietrzu jak i glebie. Jednak kiedy dowiadujemy się, że stężenie azotanów w produktach przekracza granicę dopuszczalności spożycia możemy być prawie pewni, że rolnik zastosował środki chemiczne, np. pestycydy.

Na jakiej podstawie mamy wierzyć temu urządzeniu? Greentest mierzy stężenie różnorodnych soli w jedzeniu i wylicza ilość azotynów w miąższu danego produktu opierając się na proporcjach. Każdy produkt ma swoją normę dla azotynów, np. kiwi 60mg/kg, świeży ogórek 400mg/kg, a burak ćwikłowy zaś 1400mh/kg. Jeżeli po zbadaniu urządzeniem naszego kiwi czy ogórka wyświetli się na ekranie zielony kolor to znaczy, że ich zawartość jest w normie, a produkt można spokojnie spożywać.

Jeżeli natomiast pojawi się kolor pomarańczowy lub czerwony oznacza to, że produkt ma zbyt dużo chemii, żeby go spożyć. Osobiście miałam dwa przypadki podczas testowania urządzenia, gdzie w badanych produktach (brukselki i rzodkiewki) było tyle szkodliwej chemii, że licznik pokazał maksymalną granicę stężenia azotanów – takich produktów nie wkładamy do kosza sklepowego! Testowałam również powietrze, żeby mieć pewność, że sprzęt mnie nie oszukuje jednak licznik wykazał 0mg/kg więc tym samym powietrze okazało się produktem bezpiecznym do spożycia ;).

Warto pamiętać, że określanie szkodliwych substancji w produktach spożywczych dotyczy tylko świeżych owoców i warzyw. Greentest nie będzie reagował prawidłowo na poddane obróbce termicznej produkty, ponieważ podczas ingerencji temperaturą liczba azotanów automatycznie podnosi się.

Inne funkcje

Ale to nie jedyna zaleta naszego urządzenia. Geentest posiada również wskaźnik twardej/miękkiej wody. U mnie się sprawdził test, ponieważ woda z kranu była o wiele twardsza od tej, którą przepuściłam przez filtr – aż o 100 jednostek. Kolejną funkcją jest licznik geigera-müllera, który pozwala określić stopień promieniowania w pomieszczeniach.

Food Cleaner

Food Cleaner

Drugim urządzeniem godnym uwagi jest Food Cleaner, czyli Czyściciel Jedzenia. Przecież azotany to tylko wyznaczniki chemii w produktach spożywczych. Na liście szkodliwych substancji niewidocznych gołym okiem są jeszcze grzyby, pleśnie i inne bakterie przenoszone nawet przez dotyk człowieka.

Food Cleaner dezynfekuje wszystkie niechciane substancje chemiczne z naszych produktów poprzez ozon pobierany z powietrza oraz ultradźwięki, które dodatkowo go rozprowadzają i poprawiają działanie. Ozon reaguje bardzo szybko łącząc się z substancjami chemicznymi, tym samym uszkadzając je i finalnie usuwając (trochę jak na basenie).

Wystarczy włożyć to, co chcemy oczyścić do miski lub zlewu, zalać wodą i włączyć urządzenie. Będzie ono pracowało przez 5 minut. Osobiście wolałam pozostawić włączony Food Cleaner w pomieszczeniu z otwartym oknem, ponieważ podczas jego pracy czuć ozon. Urządzenie nie wytwarza szkodliwej dawki tego pierwiastka jednak ze względu na mój stan błogosławiony wolałam dmuchać na zimne i opuścić dane pomieszczenie. Produkty po wyjęciu z wody można śmiało jeść.

Naładowany Foodcleaner starcza na bardzo dużo myć – ja go zastosowałam przynajmniej z 15 razy.  Wbudowana bateria nadal nie wymagała ponownego ładowania. W komplecie oczywiście dołączona jest ładowarka.

Proste w użyciu…

Oba urządzenia są intuicyjne i łatwe w obsłudze, a ich nowoczesny wygląd na pewno wpasuje się w każdą kuchnię. Działa bardzo szybko i moim zdaniem jest godny swojej ceny. Na pewno będę go stosować do dezynfekcji gryzaków i smoczków mojego synka, kiedy już się pojawi na świecie, mając pewność, że nie wniesie niechcianego brudu do buzi. Nie każdego stać na takie drogie sprzęty, jednak myślę, że lepiej odkładać na tego typu rzeczy niż na nowy sprzęt AGD :).

Jak widać zwykłe przepłukanie owoców, warzyw czy mięsa zimną wodą nie wystarczy, aby pozbyć się z nich niechcianej chemii, dlatego mam nadzieję, że ten artykuł da Tobie – drogi czytelniku dodatkową motywację do bezwzględnego mycia produktów spożywczych najlepiej szczoteczką lub gąbką. Na rynku są również dostępne ekologiczne środki czystości przeznaczone do mycia pożywienia. Można również zastosować domowe sposoby z solą, cytryną, sodą oczyszczoną czy octem, jednak na pewno zajmie nam to o wiele więcej czasu i zachodu. Można również obierać produkty ze skórki, ale właśnie tam znajduje się najwięcej witamin.

Zachęcam do odwiedzenia strony http://greentest.com.pl/ oraz http://foodcleaner.pl/ , gdzie na pewno dowiecie się więcej o dostępnych produktach oraz sprawdzicie ich cenę i autentyczność potwierdzoną przez certyfikaty.

Brak postów do wyświetlenia